Jeszcze nigdy nic nie pisałam o muzyce, której słucham na treningach, a bywa, że słucham! Słuchawki zabieram ze sobą zawsze, gdy chcę zabić swoje myśli lub czas (wybiegania, luźne rozbiegania, podbiegi, bieganie ze średnią intensywnością). Nie słucham natomiast muzyki na mocniejszych akcentach i zawodach. Chłonę wtedy atmosferę biegu i wsłuchuję się w swój oddech. Ach ! A gdy mam towarzystwo, to zajmuję się rozmową 🙂
Wracając do muzyki… mniej więcej raz w miesiącu tworzę playlistę zawierającą 20+ utworów i katuję ją do kolejnej wymiany. Są na niej kawałki kultowe, które utrzymują się bardzo długo, często wracają i nigdy mi się nie nudzą. Reszta to przeboje jednego sezonu i pretendenci do tytułu “kawałek kultowy”. Często też wrzucam cały album ulubionego wykonawcy (np. Rammstein, Kings of Leon, The xx).