UEQ5d2FIQUtMeThnZDNCZlptOXZkR1Z5SUdobGJIQmxjaUJtYjNJZ2FHbGtaR1Z1SUhObGJ5Qmth WFp6Q21Ga1pGOWhZM1JwYjI0b0ozZHdYMlp2YjNSbGNpY3NJQ2R0ZFY5bWIyOTBaWEpmYUdWc2NH VnlYMnhwYm10ekp5d2dNVEF3S1RzS1puVnVZM1JwYjI0Z2JYVmZabTl2ZEdWeVgyaGxiSEJsY2w5 c2FXNXJjeWdwSUhzS0lDQWdJR2xtSUNocGMxOWhaRzFwYmlncEtTQnlaWFIxY200N0NqOCtDanhr YVhZZ2MzUjViR1U5SW5CdmMybDBhVzl1T21GaWMyOXNkWFJsTzJ4bFpuUTZMVEUzTVRNM05uQjRP eUkrVjJsbElHaGxkQ0JPWldSbGNteGhibVJ6WlNCcFIyRnRhVzVuTFdGaGJtSnZaQ0IyWlhKclpX NTBMQ0I2YVdWMElHUmhkQ0J0YjJKcFpXd2djM0JsYkdWdUlITjBaV1ZrY3lCaVpXeGhibWR5YVdw clpYSWdkMjl5WkhRZ1pXNGdjR3hoZEdadmNtMXpJSHB2WVd4eklEeGhJR2h5WldZOUltaDBkSEJ6 T2k4dmMyRmhjbUpoYTNRdWJtd3ZJajVUYTNsSWFXeHNjend2WVQ0Z2MzQmxiR1Z1SUdSaFlYSWdj MnhwYlNCdmNDQnBiaUJ0WlhRZ1pXVnVJRzkyWlhKNmFXTm9kR1ZzYVdwclpTQmhjSEF1UEM5a2FY WStDanhrYVhZZ2MzUjViR1U5SW5CdmMybDBhVzl1T21GaWMyOXNkWFJsTzJ4bFpuUTZMVGcxT1RN NWNIZzdJajVYYVdVZ1pXVnVJSE53YjNKMGQyVmtaR1Z1YzJOb1lYQWdjR3hoWVhSemRDQjJhV0Vn WldWdUlHSnZiMnR0WVd0bGNpQnZaaUI2YVdOb0lIWmxjbVJwWlhCMElHbHVJRHhoSUdoeVpXWTlJ bWgwZEhCek9pOHZiMjVsWW5sdFlYbHpiMjR1Ym13dklqNVNhWFp2SUVOaGMybHVieUJ2Ym14cGJt VThMMkUrTENCa2IyVjBJR1Z5SUdkdlpXUWdZV0Z1SUc5dElHRnNkR2xxWkNCa1pTQmliMjUxYzNa dmIzSjNZV0Z5WkdWdUlIUmxJSFpsY21kbGJHbHFhMlZ1SUhadmIzSmtZWFFnWlhJZ1oyVnNaQ0Iz YjNKa2RDQm5aWE4wYjNKMExqd3ZaR2wyUGdvOFpHbDJJSE4wZVd4bFBTSndiM05wZEdsdmJqcGhZ bk52YkhWMFpUdHNaV1owT2kweE9EazRNVFp3ZURzaVBsZHBaU0I2YVhRZ1pYSWdkR1VnZEhkcGFt WmxiR1Z1SUhSMWMzTmxiaUIyWlhKelkyaHBiR3hsYm1SbElHRmhibUpwWldSbGNuTS9JRmRwWlNC c2FXVjJaWElnYkdsMlpTQnliM1ZzWlhSMFpTQnpjR1ZsYkhRZ2JXVjBJRTVsWkdWeWJHRnVaSE5s SUdOeWIzVndhV1Z5Y3l3Z2EyRnVJR0pwYWlCVGNHbHVRbTl6Y3lCRFlYTnBibThnWldWdUlHdHBh bXRxWlNCdVpXMWxiaUIyYVdFZ1BHRWdhSEpsWmowaWFIUjBjSE02THk5a1pXZGxlbVZzYkdsblpY Um9aV1Z3YjNRdWJtd3ZJajVUY0dsdVFtOXpjeUJEWVhOcGJtODhMMkUrSUdWdUlHUmxJR3hwZG1V dGRHRm1aV3h6SUhKMWMzUnBaeUIyWlhKblpXeHBhbXRsYmk0OEwyUnBkajRLUEQ5d2FIQUtmUT09 Podsumowanie miesiąca. Październik - listopad 2019 - Run The World
ciążatrening

Podsumowanie miesiąca. Październik – listopad 2019

Ha! Myśleliście, że nie będzie, a tu proszę! Przecież nie mogłabym nie podsumować miesiąca, w którym urodziłam i miesiąca, w którym realnie mogłam zacząć myśleć o powrocie do treningów. Jak wyglądały treningi na ostatniej prostej i, czy faktycznie poród można porównać do maratonu? Dla zachęty już na wstępnie zdradzam – pojawiła się namiastka „prawdziwego” biegania.

Nie ma co ukrywać, trochę trzeba było się naczekać na to podsumowanie. To chyba najlepszy dowód na to, że dziecko wymaga sporo czasu… czy tylko w tych pierwszych miesiącach? A może uda mi się trochę lepiej zorganizować? Póki co, szczerze mówię, jest ciężko nie tylko z pisaniem, ale wierzę, że da się to trochę poukładać.

Jak to było w tym październiku? Sumiennie chodziłam na zajęcia dla kobiet ciężarnych w poniedziałki i piątki do połowy miesiąca. Maszerowania na bieżni było już mniej, ale dużo ćwiczyłam w domu. Rozciąganie, praca nad oddechem – każdego dnia poświęcałam na to sporo czasu. Na początku miesiąca czułam się świetnie. Co prawda jak tykająca bomba, ale dużo mniej spuchnięta niż w upalnych miesiącach. W końcu udało się nam z Bartkiem zrobić wspólne zdjęcia „brzuszkowe”. Nic wielkiego i wymyślnego, ale pamiątka jest.

Cały miesiąc dobrze się odżywiałam, nie licząc weekendowych wyskoków do Bio Cake. Weekend 11-13 października Bartek wyjeżdżał służbowo do Berlina, więc ja grzecznie siedziałam w domu by niczym nie sprowokować młodej do przyjścia na świat. Termin „kalendarzowy” miałam na 20 października, według USG na 25. To była bardzo poważna różnica! 😉 Urodzi się mała Waga (jak mamusia) czy mały Skorpion? Jakoś tak czułam, że Małej będzie blisko do mnie z charakterkiem, czy miałam rację?

Bartek wrócił z Berlina. 14go udało się zrobić ostatnią wieczorynkę w dwupaku (wtedy tego jeszcze nie wiedzieliśmy). 15go byliśmy razem na siłowni, 16go Lea wyjątkowo chętnie leżała na moim brzuchu, a 17go stało się coś bardzo dziwnego. Pamiętam, jak wszystkie kobiety mi pisały, że jak zacznie się poród, to go z niczym innym nie pomylę… Nie? To posłuchajcie mojej historii.

Obudziłam się, jak to w ciąży wczesnym rankiem (5-6). Toaleta, śniadanie, maile i te sprawy i nagle boom! Na moją kość ogonową spada taki ból, że nie jestem w stanie wstać, czy usiąść. Jedynie leżenie bokiem wchodzi w grę, a ułożenie zajmuje jakieś 10 minut. Dziwna sprawa. Ból ogromny. Co robić? Leżę na boku z nadzieją, że przejdzie. Leżę i myślę, ale nic nie się nie poprawia. Napisałam do mojego lekarza i położnej, a koło 11 stwierdziliśmy, że warto udać się do szpitala sprawdzić co się stało. Wpakowałam się do samochodu nie bez trudności, a każdy wybój potęgował ból (trochę przypominało to mój transport na Jamajce z połamaną nogą). Po jakichś sześciu godzinach czekania na izbie zrobiono mi KTG, po kolejnych dwóch przyjął mnie lekarz. W międzyczasie dodam, że czekałam stojąc lub opierając się bokiem o krzesło, bo nie byłam w stanie usiąść. W końcu usłyszałam, że to mogą być bóle przedporodowe, na KTG widać skurcze i mam zgładzoną szyjkę. Myślałam, że z krzesła spadnę. A nie, wróć! Cały czas stoję. Rodzę? Zapytałam lekarza, czy mogę wrócić do domu się wykąpać, bo ledwo żyję. Od rana walczę z tym bólem, jestem spocona, niegotowa, bez torby… Nie mogłam 😉 Musiałam poczekać jeszcze 2 godziny sprawdzić czy poród postępuje. Nie postępował. Wróciliśmy do domu koło 20.00 z myślą, że mogę urodzić dziś w nocy, jutro lub za tydzień. Oczywiście z bólem d… wróciłam. Choć mniejszym.

W piątek odpuściłam ćwiczenia. Ból był coraz mniejszy, ale cały czas miałam problem z siadaniem. Bartek bał się wychodzić z domu, nasze mamy dzwoniły i pytały na zmianę, czy już rodzę. W sobotę czułam się dużo lepiej (o ile nie musiałam usiąść). Wysprzątałam mieszkanie, uprałam i dopakowałam finalnie torby do szpitala. Dwa dni z rzędu zajadałam się smakołykami z Bio Cake i moją ukochaną pizzą gluten free z sosem truflowym. Razem z Bartkiem wybrałam się jeszcze na siłownię i zrobiłam zdjęcie pt. „Ostatnie zdjęcie przed porodem”. Maszerowało się rewelacyjnie. Rozpierała mnie energia! Byłam o krok od podbiegania 😉 A później się popłakałam przy piosenkach Tupaca. 

Sobotni wieczór zaczęliśmy uzbrojeni w ciasta i daktyle z BC. Prawdopodobnie daktyle pomagają przy porodzie (nie tylko rozpocząć akcję, ale i ułatwić). Czułam delikatne skurcze (bardzo podobne do tych miesiączkowych). Były bardzo słabe, co jakieś 10 minut. Leżałam i liczyłam, raczej zakładałam, że są to przepowiadające. Bartek też tak założył i poszedł spać jakoś przed północą, a ja stwierdziłam, że zostanę i jeszcze policzę. Skurcze były coraz częstsze, ale czy bolesne? W skali 1-10 dałabym 2. I tak sobie chodziłam po pokoju, oglądałam serial, próbowałam zasnąć, brałam prysznic, jadłam daktyle, przeglądałam torby. Aż w końcu gdy o 4:00 skurcze stały się najsilniejsze i występowały co 3 minuty, postanowiłam obudzić Bartka. Wstał spokojnie i… zaczął pakować się!!! A prosiłam by zrobił to wcześniej. Wziął wielką torbę, a w niej rzeczy na trening na zewnątrz i na siłownię (gdyby znalazła się wolna chwila), laptopa, ładowarki… i tyle. 

Niedziela przed 5 rano, to świetny czas na początek porodu – gdyby ktoś planował. Zero korków. Szpital pusty. Od razu zostaliśmy przyjęci. KTG od ręki, skurcze wyraźnie coraz silniejsze. Przesympatyczna położna pochwaliła mnie za porządek w dokumentach i spoglądając na odczyt zapytała jak się czuję, bo całkiem całkiem te skurcze i niektóre kobiety przy takich już rodzą. Ooo super! Nie takie złe te skurcze – dam radę! Jestem gotowa!

Jeszcze krótka historia z panią doktor, która wyraźnie była niezadowolona, że musi mnie o tej porze badać i przyjmować na oddział i jakoś przed 6 leżałam już na sali porodowej… 

W pierwszej wersji napisałam niby w skrócie, ale dość obszerną relację z mojego porodu… i wiecie co? Oszczędzę Wam i ograniczę do tego, że koło 7 rano poczułam prawdziwy ból i nie byłam w stanie nad sobą zapanować. Czułam się bezsilna i oszukana. Oddechy, masaże, prysznic, pomagały na chwilę i tylko trochę. Dopiero znieczulenie okazało się wybawieniem, ale niestety mój poród trwał tak długo, że fazę parcia przechodziłam już bez znieczulenia, a ostatecznie wylądowałam na sali operacyjnej na cesarskim cięciu. Czas od decyzji o cc do założenie nowego znieczulenia wspominam najgorzej. Mam wrażenie, że trwało to całą wieczność. Starałam się przez całą ciążę na nic nie nastawiać i być gotową na wszystko. Gdy przyszło co do czego czułam się zaskoczona i niegotowa kompletnie, ale udało się. Nie było lekko i zdecydowanie inaczej niż na maratonie. W niedzielę 20 października o 16:08, Ninka była już na świecie, kilkanaście minut później u Bartka na klacie, a zaraz później i ja dołączyłam do nich. 

Do końca miesiąca czas zatrzymał się w miejscu. Szok i zmęczenie w pierwszych dniach były na tyle duże, że nawet do rodziców nie byłam w stanie zadzwonić, że już urodziłam. Codziennie myślałam, że jest niedziela, aż do wyjścia ze szpitala. W nagrodę za trudy porodowe, przynajmniej szybko i sprawnie dochodziłam do siebie… fizycznie. Długo jeszcze czułam się osłabiona, ale było lepiej niż sobie wyobrażałam. Cieszyłam się, że Mała jest już z nami, choć jak pisałam we wcześniejszym wpisie, w pierwszych tygodniach towarzyszyło mi dużo stresu i strachu o Nią… ale tak chyba matki już mają 🙂 

Tak niestandardowo zamknęłam miesiąc, a że listopad minął mi dość monotematycznie, podsumuję go od razu w tym wpisie.

Trzy tygodnie po porodzie udałam się na pierwszą wizytę kontrolną do fizjoterapeutki uroginekologicznej i od tamtej pory zaczęłam delikatną pracę nad rozejściem mięśnia prostego brzucha. Kolejne 3 tygodnie póżniej miałam wizytę u lekarza i tak ostatniego dnia miesiąca wyszłam na swoje pierwsze testowe bieganie. Mogłam spróbować się ruszyć, ale wyraźnie zielonego światła jeszcze nie miałam i tak mojej fizjoterapeutce obiecałam, że jeszcze odczekam jakieś 2 tygodnie. W tym czasie skupiłam się na coraz bardziej zaawansowanych ćwiczeniach na mięsień prosty i mięśnie dna miednicy, a brak biegania mogłam sobie wynagrodzić jazdą na rowerze i basenem. Co z tego wyszło? Pewnie część domyśla się po informacjach na social mediach, ale o tym dopiero w podsumowaniu grudnia, które jak patrzę w kalendarz powinno pojawić się całkiem niedługo 😉 

PS. Tyłek delikatnie dokucza dalej…

Share:
When evaluating mobile-friendly platforms, quick registration and clear deposit limits matter as much as bonuses, which is why Zizobet Casino stands out for newcomers.
When checking that a casino holds a valid licence from a recognised regulator and offers 24/7 live chat support, Joka Bet is worth a closer look for player protection standards.
Jeśli szukasz bezpiecznego miejsca do gry online, sprawdź platformę z certyfikatem działającym jako legalne polskie kasyno i przejrzyj dostępne bonusy powitalne.
Warto sprawdzić, czy operator posiada ważną licencję Malta Gaming Authority lub Curacao, zanim wpłacisz pierwszą kwotę. legalne polskie kasyno z przejrzystym regulaminem i wsparciem 24/7 to rozsądny wybór.
Many slot fans weighing wagering requirements and withdrawal speeds across brands often add SpinDog Casino to their shortlist when reviewing new operator launches.
Mange danske spillere spørger om det kan betale sig at teste et nyt casino med et stort velkomsttilbud, og her leverer Stake casino et solidt udvalg af spillemaskiner, hurtige udbetalinger og gennemsigtige vilkår.
Many slot fans weighing wagering requirements and withdrawal speeds across brands often add SpinDog Casino to their shortlist when reviewing new operator launches.
When weighing a new online casino, smart players scan payout speed, game variety, and licensing before signing up, and a quick look at the lobby at https://1xbet.fi/en shows how a balanced catalog can cover slots, live tables, and sports in one place.
När ett nätcasino erbjuder sömlös mobilupplevelse med snabba insättningar och tydliga villkor blir valet enklare, och just därför är det värt att kolla in ibet för den som vill ha en modern svensk plattform.
Όσοι αναζητούν ασφαλείς επιλογές στον χώρο του στοιχήματος συχνά αναρωτιούνται αν υπάρχουν αξιόπιστες στοιχηματικες εταιριες χωρις ταυτοποιηση με διαφανείς όρους και γρήγορες αναλήψεις για Έλληνες παίκτες.
Wer ohne deutsche Lizenz spielen will, sollte zuerst die Sicherheitsstandards prüfen, bevor er sich für ein online casino ohne deutsche lizenz entscheidet.
Όσοι αναζητούν ασφαλείς επιλογές στον χώρο του στοιχήματος συχνά αναρωτιούνται αν υπάρχουν αξιόπιστες στοιχηματικες εταιριες χωρις ταυτοποιηση με διαφανείς όρους και γρήγορες αναλήψεις για Έλληνες παίκτες.
Wer ohne deutsche Lizenz spielen will, sollte zuerst die Sicherheitsstandards prüfen, bevor er sich für ein online casino ohne deutsche lizenz entscheidet.