trening

Relacja ze startu w Ironman Warsaw 70.3

 Zapisując się na ten start miałam w głowie, że to jest główny cel na pierwszą część roku, a po Ironman Arizona wierzyłam, że mogę zrobić w Warszawie naprawdę dobry wynik. Nie chciałam porywać się na żaden dalszy, czy dłuższy start ze względu na czekające mnie w październiku mistrzostwa na Hawajach. W Warszawie w Ironman 70.3 startowałam dwa lata wcześniej, więc wiedziałam plus minus co mnie czeka, fajne trasy i moje miasto, że tak napiszę upraszczając.

Przygotowania jednak układały się po swojemu. Niby zdrowa byłam, trenowałam regularnie, ale nie było flow. Może po prostu spłacałam dług po dwóch Ironmanach, a może za wiele oczekiwałam i w pewnym momencie ciężko to zaczęłam znosić. Biegałam dużo wolniej niż w poprzednim roku i niewiele się zmieniało. Rower wychodził nieźle, ale raczej stabilnie. Z pozytywów mogę pochwalić się, że w pływaniu notowałam stały wzrost i tu byłam najbardziej pewna swojej formy oraz szczerze ciekawa co mogę wypływać na zawodach.

Po starcie w Żyrardowie obniżyłam trochę swoje oczekiwania. Zredukowaliśmy treningi i zaczęłam pracować nad oddechem i sferą mentalną. 

Odpoczęłam, zebrałam się w sobie i byłam dobrze nastawiona przed samym startem w Warszawie. Wiedziałam jak forma wygląda na papierze, moim zadaniem było rozsądnie to wykorzystać, cieszyć się pokonywaną drogą i na metę wbiec zadowolona z siebie. 

Pływanko

Połówka w Warszawie zaczyna się w Nieporęcie, w jeziorze Zegrzyńskim. Do zrobienia jest 1900m.

Na starcie stanęłam z kolegami z Triathletic, dzięki czemu trochę luźniej i pewniej się czułam. W samej wodzie – bez większych przygód. Raczej utrzymywałam swoje miejsce w stawce. Michał i Damian wystartowali po mnie, ale po drodze mnie dogonili i do bojki nawrotowej się trzymałam. Później straciłam kontakt z chłopakami i bojkami. Ciężko się wracało do brzegu, słabo nawigowałam, mało ludzi było wokół, do tego boczna fala, ale myślę, że i tak zrobiłam wszystko na tamten moment. 34:40 to wynik pływania. 6 miejsce w kategorii. Bardzo stabilny, bo była to moja 5 połówka i wszystkie niezależnie czy w oceanie, morzu, jeziorze, pływałam w okolicach 35 minut 😁Niezależnie czy trenowałam dużo czy mało i jak szybko pływam na basenie, w open water wychodzi 1:50 min/100m 😆 Analizując to pływanie, możliwe, że zabrakło koncentracji na drugiej połowie, kolejne starty może to zweryfikują.

Samo pływanie na tej imprezie lubię, bo jest dużo bojek, prosta trasa, idealna pod osobę oddychającą na prawą stronę. Czuć czasem mocniejszą falę, ale wydaje mi się, że nie wpływa bardzo na tempo.

T1 poszło całkiem sprawnie. Zdejmując piankę zgubiłam 3 żele, na szczęście ktoś mi o tym powiedział, a ja w worku miałam dodatkowe, więc udało się bez większych strat 🙂 Nie jestem w strefie pierwszej najszybsza, ale całkiem sprawnie wszystko ogarnęłam. 

Rower

Tu się zaskoczyłam. Nogi od początku nie chciały kręcić. Naciskałam i naciskałam, a waty ledwo dobijały do założeń i zaraz spadały. Pierwsze 10 km walczyłam, dociskałam, z nadzieją, że zaraz złapię rytm, ale no nie szlo. Odpuściłam trochę, trzymałam się niższych wartości, jadłam, piłam, byłam ciągle wyprzedzana, morale trochę spadały, ale… rozmawiałam ze sobą, tłumaczyłam, że robię co mogę i liczyłam, że jeszcze się odbiję. Tak się też stało jakoś w połowie. Udało się i drugą połowę jechałam trochę mocniej. 

Ogólnie zawody w Warszawie słyną z draftingu. Zawsze mnie to zastanawiało, jak to możliwe przy jednej pętli? Faktycznie sporo osób oszukuje z dużą premedytacją. Mijały mnie pociągi składające się z kilku , kilkunastu osób. Najciekawsze było to, że sędziowie zwracali uwagę, ale kary dawali głównie tym, którzy jechali we dwie, trzy osoby, a jak jechało 10 to jakby nie byli w stanie tego ogarnąć… Natomiast z własnej perspektywy napiszę tak: da się jechać Warszawę nie draftując i da się jechać swoje. I widziałam na nawrotkach sporo osób, które tak jak ja starały się i robiły swoje na czysto. Drogi są szerokie, asfalt dobry, trochę otwartej przestrzeni, ale generalnie w tym roku warunki atmosferyczne były bardzo dobre. Trasa domierzona. Raczej z tych płaskich, bez większych technicznych momentów. 

Średnia wyszła 36,5 km/h. Czas 2:29:07. Apetyt był na więcej, ale mimo wszystko to duża poprawa z mjej strony i powód do zadowolenia.

Na rowerze zajęłam 6 miejsce w kategorii. 

Sprawnie zeszłam z roweru. Nic nie bolało, nic nie ciągnęło. Samopoczucie miałam bardzo dobre. 

T2 Długi bieg z rowerem, ale poszło lepiej niż się spodziewałam. Szybka zmiana. Z worka wzięłam okulary, numerek, żele i buty bez skarpetek.

Bieg

Bałam się tego etapu, bo po rowerze zmagam się często z płytkim oddechem. Z tego co udało mi się zdiagnozować, wynika to ze zbyt dużego napięcia na rowerze. Na biegu już nic nie da się z tym zrobić. Oddycham szybko, krótko, głośno, mimo niskiego tętna, boleśnie walczę o każdy krok. Po Żyrardowie postanowiłam więcej nad tym pracować i wydaje mi się, że pomogło. 

Po wybiegnięciu ze strefy prawie od razu zobaczyłam dużą ekipę moich kibiców, aż byłam w szoku i od razu chciało się biec i uśmiechać! 

Wnioski po pierwszych metrach? Nogi ok, oddech też, kadencja i tempo dobre. W okolicach 170 i 4:20 min /km. Lekko się podjarałam, ale też to bieganie na połówce jest dla mnie zagadką, na ile mogę sobie pozwolić. Niby samopoczucie dobre, ale do przebiegnięcia jest 21 km po 90 km roweru, więc warto pilnować się.

Do przebiegnięcia były 3 pętle. Trasa moim zdaniem zmieniona na plus. Biegliśmy spod Stadioniu Polonii do ronda de Gaulle’a, zahaczajàc o kampus UW, co było dla mnie miłym akcentem, bo tam studiowałam.

W połowie mam wrażenie, że byłam z siebie na tyle zadowolona i na tyle dużo osób wyprzedzałam, że trochę osiadłam na laurach i nie dociskałam siebie mocniej. Nie wiedziałam też jak daleko mam do drugiej kobiety z mojej kategorii. Dopiero ostatni kilometr do mety mocno przyspieszyłam i ostatecznie zabrakło 9 sekund po odrobieniu ponad 3 minut. 

To był mój najprzyjemniejszy bieg w triathlonie jakiego doświadczyłam. 

Stabilnie, szybko i równo. Pobiegłam 1h32 min lekko przedłużony półmaraton. To był drugi wynik z mojej kategorii, 7 wśród kobiet i ostatecznie dał mi 3 miejsce w kategorii 🫶🏼 Na mecie byłam zmęczona, ale bardzo zadowolona z siebie. To był dobry dzień, a wynik 4:42 satysfakcjonujący…. Chociaż zapisując się liczyłam na 4:3x , ale te 4:42 też mnie bardzo ucieszyło na mecie i to był jeden z tych startów, że nie było żadnego ale. W głowie też miałam Susz i ambitne plany poprawienia się tam, co z tego wyszło napiszę niebawem… ale pewnie większość już wie z social mediów jak się potoczyła moja walka.

W Ironman Warsaw 70.3 zajęłam 3 miejsce w kategorii. Bardzo miłe uczucie być dekorowaną w mieście, którym mieszkam i trenuję. 

Nie skusiłam się jednak na slota, bo uważam, że te Hawaje to już wystarczające wyzwanie na ten rok. 

Share: