podróżetrening

Relacja z Mistrzostw Świata Ironman, Kona, Hawaje, 2026

Czas wykorzystać nieopuszczający mnie od dobrych kilku dni jet lag, zebrać myśli i zmierzyć z relacją z zawodów. Mistrzostwa Świata na Hawajach, to zawody, o których marzy wielu triathlonistów. Cel, który wydaje się odległy, a czasem wręcz nierealny, ze względu na dostępność, odległość, ale tez koszty związane z tymi zawodami. Kona to miejsce, gdzie można zobaczyć i zmierzyć się z najlepszymi triathlonistami na dystansie długim z całego świata.

Przyznaję, że zawsze Hawaje były na mojej mapie celów do zrealizowania, ale podobnie jak z gwiazdkami Majors Marathons, nie określałam sobie nigdy terminu, kiedy to zrobię i nie miałam też parcia, że musi to być jak najszybciej. 

Po Ironmanie w Teksasie, nie przeszło mi przez myśl by sięgać po slota z rolling downu. Tamte zawody pokazały, że jeszcze dużo mi brakuje fizycznie i mentalnie by dobrze znieść tak długi wyścig. Jadąc na Ironmana do Arizony też nie myślałam o slocie. Moim celem było złamanie 10 godzin (wyszło 10:03). Było blisko, do tego drugie miejsce w kategorii, a także wysokie ogólnie na tle innych kobiet. Zaczęłam myśleć o tych Hawajach, ale mimo wszystko miałam też dużo watpliwości. Właściwie gdyby w tamtym momencie ktoś z bliskich mi osób powiedział, żebym jeszcze się wstrzymała, pewnie bym tak zrobiła. Ostatecznie jednak bez mrugnięcia okiem wzięłam slota, a właściwie zapłaciłam za niego prawie 7 tysięcy złotych 🙂  Jak widzicie sam próg wejścia jest wysoki. 

Czy było warto?

Zdobywając slota w listopadzie 2025, miałam na przygotowania i oswojenie się z myślą o starcie w MŚ w Konie prawie rok. To bardzo komfortowa sytuacja. Na spokojnie można zająć się finansami, planowaniem kalendarza startów i spokojnym budowaniem formy. Apetyt po Arizonie miałam wielki. Udało mi się tam zrobić znaczący progres i mimo problemów z pęcherzem wykręciłam super czas.

Jednak powrót do równowagi i formy zajął mi sporo czasu. Do wiosny chciałam podciągnąć się biegowo, niestety biegało się bardzo ciężko i wolno przez dłuższy czas. Dalej miałam do zrealizowania cele na krótszych dystansach w triathlonie, ale wszystkie zawody na 1/4 poszły mi tragicznie i to na każdym etapie. Właściwie jedynym fajnym celem, który osiągnęłam był wynik i miejsce w Ironman Warsaw 70.3. 4:42 na mecie i 3 miejsce w Warszawie to było coś, co naprawdę dało mi satysfakcję. Poza tym jednym dniem cały sezon czułam, że idzie mi przeciętnie, że gdzieś ta moc z roweru uciekła i mimo wkładanej pracy kręcę się w kółko. Miałam jednak nadzieję, robiłam swoje i planowałam podróż życia. 

Aklimatyzacja

Na Hawaje polecieliśmy 10 dni przed zawodami. Jak wiecie, wszystkie moje zawody na innych kontynentach robię po 3 max 4 dniach od lądowania. Tu początkowo też tak chciałam zrobić, ale postanowiłam spróbować z dłuższą aklimatyzacją, a i oferta zamieszkania ze znajomymi nam super się trafiła akurat w takim terminie. Z perspektywy czasu muszę przyznać, że nie żałuję. To była super decyzja by poznać się lepiej z wyspą, pokonać jet lag, poczuć na spokojnie klimat wydarzenia i w ogóle spędzić wspaniały czas. Bo jedno musze Wam już napisać – to miejsce ROBI WRAŻENIE!

Po wylądowaniu ja byłam zachwycona! Wyspa przerosła moje wyobrażenia. Pięknie, ciepło, ludzie przyjaźni, wszędzie bardzo spokojnie, zachwycałam się każdą chwilą i każdym widokiem. Nina i Bartek od początku też mieli podobne wrażenie. Wszyscy zakochaliśmy się w Big Island. Z relacji innych osób wnioskowałam, że miejsce jest trochę przereklamowane, ale gdy sama tam dotarłam… No ja mogłabym tam latać co roku 🙂 Moja bajka!

A jak ta miłość ma się do trenowania tam triathlonu?

Jest ciepło i wilgotno. Ciężko się funkcjonuje, ale powiedzmy, że jakoś te treningi idą. Wiesz z czym się mierzysz, wychodzisz o odpowiednich porach, nawadniasz się, trenujesz lżej i jakoś te dni mijają, a ty z każdym kolejnym utwierdzasz się w przekonaniu, że dasz radę. 

Jedna z ważniejszych rzeczy, której możesz doświadczyć będąc tam dłużej niż 3-4 dni, że warunki jednego dnia mogą być zupełnie inne niż kolejnego. Owszem zawsze jest ciepło i wilgotno, ale bywały dni, że woda była praktycznie płaska i pływało się świetnie, a i takie, że ledwo dało się wejść i utrzymać między falami. Bywało tak, że słońce świeciło na 100% od samego rana do zachodu, ale dzięki temu była niższa wilgotność. Potrafiło padać nocą i porankiem i mimo zachmurzenia, wilgotność dawała tak popalić, że 3 km biegu były wyczynem.

Do tego dochodzi najważniejszy i najtrudniejszy punkt tej wyspy i samych zawodów – wiatr. Wieje zawsze i nasila się z każdą godziną. Bywały dni, ze czułam się już królową na rowerze, a i takie, że samo utrzymanie się na rowerze było wyzwaniem, nie mówiąc już o prędkości i watach. Trenując tam, wiedziałam, że w dzień startu może być różnie i też nie ma co z góry się stresować, czy nastawiać. Naprawdę warto mieć to wszystko na uwadze jadąc tam i przygotowując się do zawodów. 

Myślę, że zebrałam cenne doświadczenie i za drugim razem wiele rzeczy zrobiłabym inaczej … he he. 

PŁYWANIE

Początkowo pływanie stresowało mnie najbardziej. Ocean, fale, przejrzysta woda pełna życia, pływanie bez pianek, start z wody z bardzo dużą grupą kobiet, czego tu się bać? 

Generalnie, wszystkiego 🙂 

Te 10 dni na wyspie sprawiły jednak, że ja się stopniowo oswajałam z tym, co mnie czeka. Pływałam w miejscu skąd startują zawody. Wzięłam udział w treningowym zorganizowanym pływaniu z pomiarem czasu. Uwierzcie jednak, że to nie było proste i przez kilka dni wykonałam pracę mentalną jak za kilka lat. 

Los tak chciał, że ja nie miałam tam towarzystwa do pływania. Za każdym razem jak wchodziłam do oceanu byłam sama. Zazwyczaj w godzinach gdy już niewiele osób pływało po trasie. Bartek z Niną czekali na mnie, więc też długo nie mogłam grymasić i się ociągąć. Tak naprawdę najwięcej mi dał właśnie udział w zawodach pływackich organizowanych na tydzień przed Ironmanem. Ho’ala Swim generalnie miało odpowiadać dystansowi pływania w Ironmanie, ale ze względu na zagrożenie meduzami zostało skrócone o połowę. Oczywiście, że miałam wątpliwości, czy startować w takim przypadku.Ja jestem z tych osób, co mają jakieś takie przecudaczne szczęście do dziwnych wydarzeń. Wyobraźcie sobie, że jak weszłam pierwszy raz do oceanu popływać, to idąc, czuję, że coś obija się o moje stopy, patrzę w dół, a tam ŻÓŁW! Prawie narobiłam w strój jak go zobaczyłam, a on mało tego, że tam był, to jeszcze ciągle za mną płynął! A ja uciekałam i krzyczałam jak wariatka. Z perspektywy czasu cieszę się na to spotkanie i wyróżnienie z jego/jej strony, ale mimo wszystko wziął mnie z zaskoczenia, więc musi wybaczyć brak radości. Dziś wspominam to spotkanie  z sentymentem i uśmiechem. Tak czy inaczej, po tym spotkaniu, byłam pewna, że ja w tych wodach na każdym kroku coś spotkam (spoiler: okazało się, że nie). 

Sporo osób deklarowało, że rezygnuje z Ho’ala Swim, ja pojechałam rano i widząc jak wiele osób startuje (prawie 700), pomyślałam, że spotkanie z meduzą jest mało prawdopodobne i wystartuję.

W odróżnieniu od startu w Ironmanie,  tu mieliśmy start z plaży, po dwie osoby co 5 sekund. Bardzo komfortowy start, do tego ustawiłam się razem z koleżanką z Polski, uznana postacią w triathlonie, Bożeną, znaną jako Bo. Czułam się coraz pewniej, spokojniej, słońce dość mocno przygrzewało, ale woda była spokojna i to pływanie naprawdę szło. Patrzyłam na zegarek i ja płynęłam między 1:45-50 w dużym komforcie . Trochę problemów z nawigacją miałam, ale płynęliśmy inaczej niż oryginalna trasa. Wcale mnie jakoś specjalnie od fal nie mdliło, woda mocno słona, ale też nie była jakimś wielkim wyzwaniem. Najgorsze co mnie spotkało, to przeciekające okularki i skupiona na celu stwierdziłam, że nie zatrzymam się i ich nie poprawię, żeby mieć lepsze wyobrażenie jak mi pójdzie przepłynięcie całości bez przerw. Niestety w ten sposób sprawiłam, że ostatnie 500m nie widziałam kompletnie na jedno oko, bo było całe zapuchnięte od słonej wody i poprawa okularków już tego nie zmieniła. Zaczęło mi się dłużyć okropnie, a to przecież tylko 1900m. Czułam duży dyskomfort z tym okiem, jednak wyszłam na brzeg po 37 minutach, na zegarku miałam ponad 2 km, ale nawet licząc oficjalne czasy, dawało to pływanie poniżej 2 min/100m , co mocno mnie podbudowało przed startem w Ironmanie. Świetne samopoczucie, zapuchnięte oko, a jak tak popłynęłam… wierzyłam, że za tydzień w najgorszej opcji będzie 1h15 minut, a to mnie bardzo satysfakcjonowało.

I tak oto nadszedł dzień startu. 10 października 2026, Ironman World Championship, Hawaje, Kona. Dzień, w którym na linii startu pierwszy raz od 6 lat stanęli razem kobiety i mężczyżni. 

6:20 ruszyli zawodnicy PRO, następnie zawodniczki PRO , dalej PARA i kolejne fale Age Grouperów. Moja fala była przedostatnia. Kobiety 18-39, najliczniejsza grupa kobiet, a także najszybsza. Startowałyśmy 1h20 minut po prosach i szczerze, nie życzę nikomu tak późnego startu. Co prawda ścigasz się tak naprawdę z tymi, z którymi startujesz, a tu wszystkie dostałyśmy te same warunki. Natomiast tak późny start oznacza bardziej niespokojną wodę, bycie na szarym końcu i dużo mijania oraz… bardzo duże ryzyko kończenia po ciemku. 

Poranek startowy był pochmurny i deszczowy. Nina i Bartek dzielnie wstali razem ze mną i przyjechali na start do Kony (mieszkaliśmy w Waikoloa). Czekali kochani spokojnie na mój start, a później na mnie na mecie. Ja przyznaję byłam zestresowana dość mocno, to długie i trudne zawody. Ciężko porównać Ironmana do czegokolwiek innego, wiele zmiennych, wiele niewiadomych i dużo cierpienia fizycznego. Tu dochodzi ranga tych zawodów, w jednym miejscu zebrani najlepsi z najlepszych i piekielnie trudne warunki, czy ja tu pasuję? 

Im bliżej godziny zero tym mocniej zamykam moją głowę na tego typu myśli, przychodzi koncentracja na celu, przesuwam się do przodu, zakładam czepek, okularki i czekam na start swojej fali. 

Dziewczyny w różowych czepkach (w tym ja) wchodzą do wody jakieś 5 minut do startu, dopływamy do miejsca, z którego jest start, zostają nam jakieś 2-3 minuty czekania na strzał. Jest bardzo tłoczno, było zaskakująco mało czasu by przemyśleć strategię ustawienia się, więc utknęłam tak powiedzmy w 3 rzędzie bliżej bojek. Dryfowałyśmy na falach jedna obok drugiej, obijając się o siebie, trochę śmiechów, trochę stresu i nagle BOOM!

Wystartowałyśmy! Ku.. myślałam, że zginę. Od razu! Walka, pralka, totalny chaos, nie wiem co robić, czy ruszać rękoma, czy jakoś przeczekać to. Kompletna masakra, albo ja dostaję, albo ja kogoś uderzam, ta walka trwa i trwa i czuję, że wybija mi na nadgarstku 100m, a ja dalej płynę w tym młynie. Widzę jak najpierw jedna dziewczyna zatrzymuje się przy wolontariuszu na desce, później kolejna. W co ja się wpakowałam, sama nie wierzyłam. Po 500m jakoś sytuacja zaczęła się stabilizować, miałam wrażenie, że zaczynam nawet wyprzedzać, pierwszy raz płynęłam w stałej grupie, 1-2 dziewczyny kojarzę właściwie od początku do końca. 

Pralka trochę się uspokoiła, ale przez cały dystans nie było mowy o spokojnym, samotnym pływaniu. Jak już plus minus ogarnęłyśmy swoje miejsca w fali, zaczęłyśmy doganiać zawodników z wcześniejszej fali. Miałam jakieś takie poczucie, że idzie mi nieźle. Nie mijają mnie wielkie ilości zawodników, ba! to ja nawet wyprzedzam, co generalnie się nie zdarza. Kolejna fala zaczęła nas doganiać właściwie w połowie i to byli pojedynczy zawodnicy w żółtych czepkach. Nieźle. Ja natomiast mijałam zielone i fioletowe czepki. Zerknęłam na zegarek widziałam, że nie jest za szybko, ale że tempo w okolicach 2:0 jest do zrobienia, szczególnie, że po nawrotce przy statku mam wrażenie, że szło szybciej. Jedną miałam nieprzyjemną sytuację, gdy tak w tym ścisku płynęłyśmy, to dziewczyna z mojej prawej wpadła na mnie, a ja wpadłam na zawodniczkę z lewej i ta z lewej dostała jakiegoś szału, babsko zaczęło mnie szarpać za ramię, aż musiałam się zatrzymać. Mówię Wam, te baby w wodzie to jakieś potwory w nie wstępują.

Z plusów może dodam, że bardzo szybko mijał czas w tym tłoku, pierwszy raz miałam tak, że te 3800m praktycznie się nie dłużyło. Nie miałam problemów z okularkami aż do samego końca, do tego fizycznie czułam się dobrze, nie mdliło mnie, nawigacyjnie też wydawało się nieźle, gdy wyszłam z wody i zobaczyłam czas… w sumie to nie pamiętam czy zobaczyłam czas. Na pewno byłam w szoku co ja tam przeżyłam z tymi wszystkimi zawodnikami. O rekinach nie pomyślałam ani razu, bo myślałam, że zginę przez ludzi. 

Oficjalny czas pływania 1:21:22 i 52 miejsce na 66 kobiet 35-39. Cóż mogę napisać. Bardzo słabo poszło, miejsce w stawce procentowo najgorsze jakie kiedykolwiek osiągnęłam. Wiem, że tego dnia nie były najłatwiejsze warunki i czołówka też słabiej niż zwykle popłynęła, ale mimo wszystko nie ma co się usprawiedliwiać. Co nie zagrało? Czy ten tłum tak wpłynął na wynik, czy w zbyt dużym komforcie płynęłam, czy to był mój max? Nie mam pojęcia, ale na pewno wypadło pływanie kiepsko. 

Wybiegając z wody nie wiedziałam jednak tego wszystkiego. Szybki prysznic, przebranie, krem i jazda na rower. A! Wróć! Zapomniałam o ściągnięciu swimskina i w ostatniej chwili wolontariusze mnie cofnęli do strefy zmian. Szybka poprawka i już mogłam lecieć po rower. 

T1 4:16

Co ciekawe, jak na mnie to w strefie zmian nie spędziłam dużo więcej czasu w porównaniu z innymi zawodniczkami. Strefa zmian w Konie jest krótka, bardzo krótkie dobiegi i z pływania i na rower. 4 minuty i już byłam za belką.

Co było dalej? Musicie uzbroić się w cierpliwość…

Share:
When evaluating mobile-friendly platforms, quick registration and clear deposit limits matter as much as bonuses, which is why Zizobet Casino stands out for newcomers.
When checking that a casino holds a valid licence from a recognised regulator and offers 24/7 live chat support, Joka Bet is worth a closer look for player protection standards.
Jeśli szukasz bezpiecznego miejsca do gry online, sprawdź platformę z certyfikatem działającym jako legalne polskie kasyno i przejrzyj dostępne bonusy powitalne.
Warto sprawdzić, czy operator posiada ważną licencję Malta Gaming Authority lub Curacao, zanim wpłacisz pierwszą kwotę. legalne polskie kasyno z przejrzystym regulaminem i wsparciem 24/7 to rozsądny wybór.
Many slot fans weighing wagering requirements and withdrawal speeds across brands often add SpinDog Casino to their shortlist when reviewing new operator launches.
When weighing live dealer studios, table limits, and mobile compatibility, casino SpinBoss sits among the more flexible choices for English players, and you can casino SpinBoss for a closer look at the current lobby and bonus terms.
Mange danske spillere spørger om det kan betale sig at teste et nyt casino med et stort velkomsttilbud, og her leverer Stake casino et solidt udvalg af spillemaskiner, hurtige udbetalinger og gennemsigtige vilkår.
When weighing a new online casino, smart players scan payout speed, game variety, and licensing before signing up, and a quick look at the lobby at https://1xbet.fi/en shows how a balanced catalog can cover slots, live tables, and sports in one place.
Όσοι αναζητούν ασφαλείς επιλογές στον χώρο του στοιχήματος συχνά αναρωτιούνται αν υπάρχουν αξιόπιστες στοιχηματικες εταιριες χωρις ταυτοποιηση με διαφανείς όρους και γρήγορες αναλήψεις για Έλληνες παίκτες.
Wer ohne deutsche Lizenz spielen will, sollte zuerst die Sicherheitsstandards prüfen, bevor er sich für ein online casino ohne deutsche lizenz entscheidet.