Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/runthewo/domains/runtheworld.pl/public_html/wp-content/plugins/admin-builder/inc/abMeta.php on line 119

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/runthewo/domains/runtheworld.pl/public_html/wp-content/plugins/admin-builder/inc/abMeta.php on line 162
Podsumowanie miesiąca. Marzec 2018 - Run The World
trening

Podsumowanie miesiąca. Marzec 2018

Pierwsze tygodnie po ważnym starcie są u mnie zawsze rozbite. Nie myślę i nie trenuję wtedy jak mistrz, ale staram się zebrać do kupy we własnym rytmie. Chciałabym inaczej, ale no… nie poradzę. Muszę te kilka tygodni popieścić się by w końcu wpaść na właściwe tory. Taki właśnie był mój marzec.

3 marca zaliczyłam najważniejszy start sezonu wczesnowiosennego. Połówka w Taupo miała być wisienką na torcie 3-miesięcznych przygotowań, a dalej planowałam trochę odpocząć i wystartować kilka razy na krótszych dystansach (maj-lipiec). Następnie zrobić roztrenowanie i rozpocząć przygotowania do maratonu, który chciałam pobiec bardzo późną jesienią. Plany delikatnie jednak uległy zmianie w momencie gdy zdecydowałam się na przyjęcie kwalifikacji (slota) na Mistrzostwa Świata Ironman 70.3.

Chwilami się zastanawiam, czy aby na pewno postąpiłam słusznie, czy emocje mnie nie poniosły? Daleka i kosztowna podróż, same przygotowania też nie należą do najtańszych, do tego poziom mistrzowski, a ja przecież mam za sobą dopiero 3 miesiące usystematyzowanych treningów i jeden start na tym dystansie. Z drugiej strony nie wiem, czy będę miała jeszcze szansę wystartować w tego typu imprezie (nie ma opcji zapisania się), we wrześniu akurat kończę 30 lat, więc i prezent się przyda… Raz się żyje! Trenuję i jadę!

Zaraz po starcie odpuściłam kompletnie. Ostatni tydzień w Nowej Zelandii chciałam spędzić jak turysta, nie sportowiec. Nogi przez pierwsze dwa dni nie ułatwiały tego zadania. Adrenalina sprawiła, że za metą byłam pełna życia, nic mnie nie bolało, bawiłam się i spacerowałam do późnego wieczora, ale o poranku musiałam spojrzeć prawdzie w twarz. Strasznie zniosłam tak długi wysiłek i te wszystkie góreczki na biegu. Wiem, że każdy kolejny start będzie łatwiejszy (jak z maratonem), przynajmniej mam taką nadzieję. Po tym potrzebowałam więcej czasu by dojść do siebie. Pierwsze dni ledwo chodziłam, a jeszcze kolejnych kilka czułam mięśnie czworogłowe.

Po powrocie do Polski i dziesięciu dniach bez sportu, wyszłam na 30 minut truchtu. Od tego dnia zaczęłam powoli wracać do treningu. Sama miałam nadzieję na dłuższą przerwę, ale mój trenerski duet kazał brać się do roboty, RPA jest bliżej niż się wydaje. Łukasz od razu zaszalał i postanowił przetestować moją silną wolę długimi jazdami na rowerze.

Kolejne 3 tygodnie marca próbowałam złapać rytm treningowy. W wodzie szło mi fatalnie. Dalej jest ciężko, ale niestety z tego co zauważyłam pływanie przerw nie wybacza, nawet tych krótkich. Pływam dużo wolniej, potrafię zaliczyć takie bomby, że różnica między jedną setką a drugą wynosi 30 sekund. Nie jest przyjemnie, gdy nie wychodzi trening za treningiem i przyznaję, niechętnie wchodziłam do wody przez te tygodnie, ale przetrwałam ten okres. Zaczął się kwiecień i wydaje mi się, że na ostatnim treningu było już lepiej. Zaczęłam łamać 2 minuty na setkę, biorąc pod uwagę, że w Taupo przepłynęłam prawie 2 km tempem 1:50, mój obecny poziom jest daleki od ideału, ale idę do przodu.

Na rowerze czuję się silniejsza niż przed startem i nawet czas na trenażerze mijał szybko i miło. Od kwietnia poprawiła się pogoda, mam za sobą pierwsze jazdy na zewnątrz. Poza tym zaczęłam trenować z pomiarem mocy – ale to wszystko już w kwietniu.

W bieganiu przeważały krótkie zakładki rower-bieg i spokojne rozbiegania (12-15km). Z każdym kolejnym tygodniem widziałam, że zmęczenie odchodzi w zapomnienie, a tętno wraca do poziomu przedstartowego. Rower jednak sprawia, że nie biega mi się najlżej, ale jestem świadoma, że na wszystko potrzeba czasu.

Podsumowanie

W moim przypadku powroty zdecydowanie nie są najłatwiejsze. Trenowałam sporo, ale sporo też odpuściłam. Marzec trochę mnie przytłoczył. Powrót z wakacji, zjazd emocjonalny po starcie, pogoda fatalna, problemy dnia codziennego, kontuzja Bartka, to wszystko sprawiało, że byłam rozbita i pełna wątpliwości, czy idę w dobrą stronę?

Początek kwietnia wprowadził więcej optymizmu i spokoju. Głowa odpoczęła, z czym mogła się uporała i teraz cieszy się słońcem. W kwietniu czekają mnie pierwsze starty, reszta roku też już zaplanowana, o szczegółach będę informować niedługo!

PS W kalendarzu niestety niektóre treningi są krótsze lub ich nie ma, mój zegarek przestał ogarniać.

Share: