UEQ5d2FIQUtMeThnZDNCZlptOXZkR1Z5SUdobGJIQmxjaUJtYjNJZ2FHbGtaR1Z1SUhObGJ5Qmth WFp6Q21Ga1pGOWhZM1JwYjI0b0ozZHdYMlp2YjNSbGNpY3NJQ2R0ZFY5bWIyOTBaWEpmYUdWc2NH VnlYMnhwYm10ekp5d2dNVEF3S1RzS1puVnVZM1JwYjI0Z2JYVmZabTl2ZEdWeVgyaGxiSEJsY2w5 c2FXNXJjeWdwSUhzS0lDQWdJR2xtSUNocGMxOWhaRzFwYmlncEtTQnlaWFIxY200N0NqOCtDanhr YVhZZ2MzUjViR1U5SW5CdmMybDBhVzl1T21GaWMyOXNkWFJsTzJ4bFpuUTZMVEUzTVRNM05uQjRP eUkrVjJsbElHaGxkQ0JPWldSbGNteGhibVJ6WlNCcFIyRnRhVzVuTFdGaGJtSnZaQ0IyWlhKclpX NTBMQ0I2YVdWMElHUmhkQ0J0YjJKcFpXd2djM0JsYkdWdUlITjBaV1ZrY3lCaVpXeGhibWR5YVdw clpYSWdkMjl5WkhRZ1pXNGdjR3hoZEdadmNtMXpJSHB2WVd4eklEeGhJR2h5WldZOUltaDBkSEJ6 T2k4dmMyRmhjbUpoYTNRdWJtd3ZJajVUYTNsSWFXeHNjend2WVQ0Z2MzQmxiR1Z1SUdSaFlYSWdj MnhwYlNCdmNDQnBiaUJ0WlhRZ1pXVnVJRzkyWlhKNmFXTm9kR1ZzYVdwclpTQmhjSEF1UEM5a2FY WStDanhrYVhZZ2MzUjViR1U5SW5CdmMybDBhVzl1T21GaWMyOXNkWFJsTzJ4bFpuUTZMVGcxT1RN NWNIZzdJajVYYVdVZ1pXVnVJSE53YjNKMGQyVmtaR1Z1YzJOb1lYQWdjR3hoWVhSemRDQjJhV0Vn WldWdUlHSnZiMnR0WVd0bGNpQnZaaUI2YVdOb0lIWmxjbVJwWlhCMElHbHVJRHhoSUdoeVpXWTlJ bWgwZEhCek9pOHZiMjVsWW5sdFlYbHpiMjR1Ym13dklqNVNhWFp2SUVOaGMybHVieUJ2Ym14cGJt VThMMkUrTENCa2IyVjBJR1Z5SUdkdlpXUWdZV0Z1SUc5dElHRnNkR2xxWkNCa1pTQmliMjUxYzNa dmIzSjNZV0Z5WkdWdUlIUmxJSFpsY21kbGJHbHFhMlZ1SUhadmIzSmtZWFFnWlhJZ1oyVnNaQ0Iz YjNKa2RDQm5aWE4wYjNKMExqd3ZaR2wyUGdvOFpHbDJJSE4wZVd4bFBTSndiM05wZEdsdmJqcGhZ bk52YkhWMFpUdHNaV1owT2kweE9EazRNVFp3ZURzaVBsZHBaU0I2YVhRZ1pYSWdkR1VnZEhkcGFt WmxiR1Z1SUhSMWMzTmxiaUIyWlhKelkyaHBiR3hsYm1SbElHRmhibUpwWldSbGNuTS9JRmRwWlNC c2FXVjJaWElnYkdsMlpTQnliM1ZzWlhSMFpTQnpjR1ZsYkhRZ2JXVjBJRTVsWkdWeWJHRnVaSE5s SUdOeWIzVndhV1Z5Y3l3Z2EyRnVJR0pwYWlCVGNHbHVRbTl6Y3lCRFlYTnBibThnWldWdUlHdHBh bXRxWlNCdVpXMWxiaUIyYVdFZ1BHRWdhSEpsWmowaWFIUjBjSE02THk5a1pXZGxlbVZzYkdsblpY Um9aV1Z3YjNRdWJtd3ZJajVUY0dsdVFtOXpjeUJEWVhOcGJtODhMMkUrSUdWdUlHUmxJR3hwZG1V dGRHRm1aV3h6SUhKMWMzUnBaeUIyWlhKblpXeHBhbXRsYmk0OEwyUnBkajRLUEQ5d2FIQUtmUT09 Podsumowanie miesiąca. Marzec 2018 - Run The World
trening

Podsumowanie miesiąca. Marzec 2018

Pierwsze tygodnie po ważnym starcie są u mnie zawsze rozbite. Nie myślę i nie trenuję wtedy jak mistrz, ale staram się zebrać do kupy we własnym rytmie. Chciałabym inaczej, ale no… nie poradzę. Muszę te kilka tygodni popieścić się by w końcu wpaść na właściwe tory. Taki właśnie był mój marzec.

3 marca zaliczyłam najważniejszy start sezonu wczesnowiosennego. Połówka w Taupo miała być wisienką na torcie 3-miesięcznych przygotowań, a dalej planowałam trochę odpocząć i wystartować kilka razy na krótszych dystansach (maj-lipiec). Następnie zrobić roztrenowanie i rozpocząć przygotowania do maratonu, który chciałam pobiec bardzo późną jesienią. Plany delikatnie jednak uległy zmianie w momencie gdy zdecydowałam się na przyjęcie kwalifikacji (slota) na Mistrzostwa Świata Ironman 70.3.

Chwilami się zastanawiam, czy aby na pewno postąpiłam słusznie, czy emocje mnie nie poniosły? Daleka i kosztowna podróż, same przygotowania też nie należą do najtańszych, do tego poziom mistrzowski, a ja przecież mam za sobą dopiero 3 miesiące usystematyzowanych treningów i jeden start na tym dystansie. Z drugiej strony nie wiem, czy będę miała jeszcze szansę wystartować w tego typu imprezie (nie ma opcji zapisania się), we wrześniu akurat kończę 30 lat, więc i prezent się przyda… Raz się żyje! Trenuję i jadę!

Zaraz po starcie odpuściłam kompletnie. Ostatni tydzień w Nowej Zelandii chciałam spędzić jak turysta, nie sportowiec. Nogi przez pierwsze dwa dni nie ułatwiały tego zadania. Adrenalina sprawiła, że za metą byłam pełna życia, nic mnie nie bolało, bawiłam się i spacerowałam do późnego wieczora, ale o poranku musiałam spojrzeć prawdzie w twarz. Strasznie zniosłam tak długi wysiłek i te wszystkie góreczki na biegu. Wiem, że każdy kolejny start będzie łatwiejszy (jak z maratonem), przynajmniej mam taką nadzieję. Po tym potrzebowałam więcej czasu by dojść do siebie. Pierwsze dni ledwo chodziłam, a jeszcze kolejnych kilka czułam mięśnie czworogłowe.

Po powrocie do Polski i dziesięciu dniach bez sportu, wyszłam na 30 minut truchtu. Od tego dnia zaczęłam powoli wracać do treningu. Sama miałam nadzieję na dłuższą przerwę, ale mój trenerski duet kazał brać się do roboty, RPA jest bliżej niż się wydaje. Łukasz od razu zaszalał i postanowił przetestować moją silną wolę długimi jazdami na rowerze.

Kolejne 3 tygodnie marca próbowałam złapać rytm treningowy. W wodzie szło mi fatalnie. Dalej jest ciężko, ale niestety z tego co zauważyłam pływanie przerw nie wybacza, nawet tych krótkich. Pływam dużo wolniej, potrafię zaliczyć takie bomby, że różnica między jedną setką a drugą wynosi 30 sekund. Nie jest przyjemnie, gdy nie wychodzi trening za treningiem i przyznaję, niechętnie wchodziłam do wody przez te tygodnie, ale przetrwałam ten okres. Zaczął się kwiecień i wydaje mi się, że na ostatnim treningu było już lepiej. Zaczęłam łamać 2 minuty na setkę, biorąc pod uwagę, że w Taupo przepłynęłam prawie 2 km tempem 1:50, mój obecny poziom jest daleki od ideału, ale idę do przodu.

Na rowerze czuję się silniejsza niż przed startem i nawet czas na trenażerze mijał szybko i miło. Od kwietnia poprawiła się pogoda, mam za sobą pierwsze jazdy na zewnątrz. Poza tym zaczęłam trenować z pomiarem mocy – ale to wszystko już w kwietniu.

W bieganiu przeważały krótkie zakładki rower-bieg i spokojne rozbiegania (12-15km). Z każdym kolejnym tygodniem widziałam, że zmęczenie odchodzi w zapomnienie, a tętno wraca do poziomu przedstartowego. Rower jednak sprawia, że nie biega mi się najlżej, ale jestem świadoma, że na wszystko potrzeba czasu.

Podsumowanie

W moim przypadku powroty zdecydowanie nie są najłatwiejsze. Trenowałam sporo, ale sporo też odpuściłam. Marzec trochę mnie przytłoczył. Powrót z wakacji, zjazd emocjonalny po starcie, pogoda fatalna, problemy dnia codziennego, kontuzja Bartka, to wszystko sprawiało, że byłam rozbita i pełna wątpliwości, czy idę w dobrą stronę?

Początek kwietnia wprowadził więcej optymizmu i spokoju. Głowa odpoczęła, z czym mogła się uporała i teraz cieszy się słońcem. W kwietniu czekają mnie pierwsze starty, reszta roku też już zaplanowana, o szczegółach będę informować niedługo!

PS W kalendarzu niestety niektóre treningi są krótsze lub ich nie ma, mój zegarek przestał ogarniać.

Share:
Mange danske spillere spørger om det kan betale sig at teste et nyt casino med et stort velkomsttilbud, og her leverer Stake casino et solidt udvalg af spillemaskiner, hurtige udbetalinger og gennemsigtige vilkår.
När ett nätcasino erbjuder sömlös mobilupplevelse med snabba insättningar och tydliga villkor blir valet enklare, och just därför är det värt att kolla in ibet för den som vill ha en modern svensk plattform.
Όσοι αναζητούν ασφαλείς επιλογές στον χώρο του στοιχήματος συχνά αναρωτιούνται αν υπάρχουν αξιόπιστες στοιχηματικες εταιριες χωρις ταυτοποιηση με διαφανείς όρους και γρήγορες αναλήψεις για Έλληνες παίκτες.
Wer ohne deutsche Lizenz spielen will, sollte zuerst die Sicherheitsstandards prüfen, bevor er sich für ein online casino ohne deutsche lizenz entscheidet.
Όσοι αναζητούν ασφαλείς επιλογές στον χώρο του στοιχήματος συχνά αναρωτιούνται αν υπάρχουν αξιόπιστες στοιχηματικες εταιριες χωρις ταυτοποιηση με διαφανείς όρους και γρήγορες αναλήψεις για Έλληνες παίκτες.
Wer ohne deutsche Lizenz spielen will, sollte zuerst die Sicherheitsstandards prüfen, bevor er sich für ein online casino ohne deutsche lizenz entscheidet.