Inne

Kolana biegacza. Czyli jak z nimi gadać by chciały współpracować?

Kolana, to drażliwy temat u biegaczy. Większość kontuzji, poważniejszych i mniejszych dolegliwości dotyka właśnie naszych stawów kolanowych. Z całą odpowiedzialnością można powiedzieć, że każdy biegacz chociaż raz w życiu skarżył się na ból lub strzykanie w kolanach. Z jednej strony nie ma co się dziwić, stawy obrywają przy każdym kilometrze, każdym ruchu, każdym lądowaniu stopu. Z drugiej, nie możemy być obojętni na ich los. Możemy skutecznie zapobiegać pewnym dolegliwościom! Osobiście dotknęła mnie jedna poważna kontuzja i od tamtej pory dmucham na zimne. Na samą myśl o problemach z kolanami cała drżę. Mówiąc wprost: panicznie boję się o swoje kolana. Wolę nie myśleć, co by było gdyby… Dlatego robię co mogę: aktywnie kocham je, dbam regularnie i rozmawiam codziennie 🙂 A tak poważnie, to chciałam Wam opisać co dokładnie robię z myślą o swoich kolanach. To nie są wielkie rzeczy, ale razem tworzą całość, która sprawia, że lepiej dogaduję się ze swoimi kolanami.

Rozgrzewam. Nie wchodzę w dyskusje, czy to dobrze, czy źle, czy niepotrzebnie. Ja się rozgrzewam. Robię krążenia stawów, wymachy nóg, rąk, skipy, trochę truchtu.
Rozciągam się po biegu. Podobnie jak z rozgrzewką, to mój stały element treningu. Lubię to, czuję ulgę i prawie na nic nie narzekam odkąd regularnie się rozciągam.
Wzmacniam mięśnie nóg ćwiczeniami. Ćwiczenia z gumą (KLIK-KLIK) robię coraz rzadziej, ale chętnie po nie sięgam po ciężkich tygodniach. Przysiady (bez obciążenia, pamiętając by kolana nie wychodziły przed stopy), wykroki, ćwiczenia na pośladki: unoszenie nóg w w klęku podpartym, robię 2-3 razy w tygodniu. Kolana najczęściej bolą właśnie z winy za słabych mięśni nóg.
Dieta moja zawiera mięso i produkty zwierzęce. Mogłoby być tego więcej, niestety brak zdolności kulinarnych lub czasu robią swoje, a gotowego tatara, czy steka z foliówki nie trącę. Staram się jak mogę i chętnie jem drób, ryby, wołowinę, jajka, twaróg. Do tego prawie codziennie wrzucam paczkę żelek lub galaretkę. Dobrze mi z tym i tego nie zmienię i wierzę, że moja chrząstka jest świetnie odżywiona!

Suplementy jedyne, które stosuję to właśnie na stawy. Wybieram te zawierające glukozaminę, kwas hialuronowy i kolagen. Czy to działa? Nie wiem, ale od ortopedy sportowego usłyszałam kiedyś, że póki mi nie szkodzą, to może warto dla pewności zainwestować te kilka złotych.
Technika biegania jest oporna na zmiany, ale są elementy, które możemy poprawić. Uwierzcie, że moje ślady na śniegu bez problemu można rozpoznać wśród kilkunastu innych. Pogodziłam się z tym, bo tak chodzę, stoję i biegam od dziecka. Natomiast pracować mogę zawsze między innymi nad: siłą uderzania o podłoże, lądowaniem (na lekko ugiętym kolanie), trzymaniem prostej sylwetki, napiętego brzucha i wypychaniu bioder do przodu.
Słucham co mają mi do powiedzenia. Gdy coś boli robię lżejszy trening, albo zamieniam go na trening wzmacniający. Nie biegam wysmarowana maściami i z nałożonymi stabilizatorami. Wolę odpocząć i zdrowo wrócić do treningów. Zwiększam objętości stopniowo.

Kilka tych prostych zasad nie kosztuje mnie zbyt wiele, a na pewno daje poczucie, że robię coś dobrego dla swoich kolan!

Pozdrawiam!
PS Może macie jakieś swoje patenty na zdrowe kolana?

Share: