trening

Co się dzieje, gdy biegaczka/triathlonistka dowiaduje się, że jest w ciąży? 

Która kobieta nigdy sobie nie wyobrażała, jak to będzie gdy zajdzie w ciążę? Sama jeszcze kilka miesięcy temu radośnie i z pełnym przekonaniem mówiłam Bartkowi, że ja w ciąży będę biegała codziennie dyszkę. Raz wolniej, raz szybciej, pod koniec może już bardziej marszem, ale tak wyobrażam swój czas w ciąży. Taka dyszka codziennie, która będzie świetnie pokazywała zmiany w organizmie, ale to by było fajne, prawda? A później moje wyobrażenia zostały skonfrontowane z rzeczywistością i nie przebiegłam jeszcze ani jednej dyszki, a w dwupaku mija mi już czwarty miesiąc!

Wczoraj na naszych social mediach podzieliliśmy się z Bartkiem radosną nowiną. Zaskoczyliście nas ilością pozytywnych reakcji i gratulacji, za co jesteśmy Wam bardzo wdzięczni. Mam nadzieję, że tę dobrą energię utrzymamy do końca i gdy już się zdecydujecie nam towarzyszyć na tej trochę zmienionej sportowej drodze, zaakceptujecie sposób w jaki to przeżywamy. Choć ja cały czas liczę, że droga mocno się nie zmieni i wrócę do sportu takiego, jaki lubię najbardziej, a z całą pewnością nie grozi mi zostanie #instamatką. Zanim jednak do tego dojdziemy, zacznijmy od początku.

Bardzo szybko dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Raz, że planowaliśmy już zostać rodzicami, a dwa – będąc osobą tak aktywną mam wrażenie, że nie da się nie zauważyć pewnych zmian. Od razu skoczyło mi tętno spoczynkowe do góry, zaraz po tym waga (tu można ewentualnie zwalić winę na nasz pobyt w Stanach), miałam obolałe piersi i ciągle bym tylko spała. Pozytywny test wyszedł już pierwszego dnia cyklu. Dość szybko udałam się też do swojego lekarza, jako osoba bardzo aktywna, chciałam wiedzieć co mogę, a z czego już powinnam zrezygnować. Poza tym, że sama trenuję, prowadzę treningi personalne i grupowe. Od początku chciałam być świadomą mamuśką. Momentami boję się, że przewrażliwioną 😉 Byłam też na konferencji, gdzie lekarze i fizjoterapeuci wypowiadali się o treningu kobiet w ciąży, później zrobiłam także kurs Trening kobiet w ciąży i po ciąży. Tak kompleksowo podeszłam do zadania, że I trymestr przeleciał mi właściwie na odpoczywaniu i dokształcaniu się.

Przed ciążą miałam wrażenie, że temat treningu kobiet w ciąży jest tak popularny, że jest już wszystko i właściwie gdy znajdę się w takiej sytuacji nie będę miała problemu z odnalezieniem się. Prawda jest taka, że w internecie jest wszystko i nic. Można trafić na super źródła (tu osobiście bardzo cenię mamęginekolog), niestety dużo częściej można trafić na rady nie zawsze poparte wiedzą i nauką. Generalnie jeżeli szukacie konkretnej porady, ja bym w 100% opierała się na swoim lekarzu. W sieci możemy poznać różne historie, mniej lub bardziej inspirujące, mniej lub bardziej pomocne, ale trzeba brać poprawkę, że żadnej nie powinniśmy w stosunku 1:1 przekładać na siebie. Każda z nas jest inna. Każda kobieta inaczej będzie przeżywała ten okres, inne będzie miała przeciwskazania, inne podejście, inną świadomość. Ciężko ocenić coś jednoznacznie jako dobre, czy złe, bo nie prowadzi się badań na ciężarnych. Są pewne ogólne wytyczne i zalecenia, o których napiszę w oddzielnym wpisie, ale z pewnością spotkacie się z bardzo różnymi kobietami. Jedne będą do samych narodzin namiętnie trenowały crossfit, biegały regularnie, zdobywały szczyty, a inne zrezygnują z życia pełnego endorfin i adrenaliny na rzecz spokojnego oczekiwania. Czasem nie ma reguły, która na tym wyjdzie lepiej. Myślę, że poza tym co zaleci lekarz, ważne jest, co podpowiada nam nasze serce. Ja na przykład osobiście boję się jeździć na rowerze i po prostu na nim nie jeżdżę, nie znaczy to jednak, że nie można tego robić. 

Podsumowując tę dość długa dygresję, uważałabym na porady w internecie. Sama po tym jak zaczęłam szukać jaką herbatę mogę pić, ograniczyłam swój pobyt na „ciężarnych źródłach” do tych opowiadających o zmianach w kolejnych tygodniach ciąży oraz bloga mamyginekolog. Nie chciałabym też zostać uznana za osobę, która będzie mówiła co można, a czego nie i krytykowała wybory innych. Nie jestem wyrocznią, a ciąża nie stwarza ze mnie eksperta. Z pewnością szczerze będę opisywała swoją drogę i podejście do treningu, na pewno pojawią się informacje co mówi nauka i inni trenerzy, ale jeżeli chodzi o trening, nie będzie zbyt wielu czarno-białych informacji, bo są one bardzo indywidualną sprawą i ostatecznie to każda z nas musi sama podjąć decyzję w jaki sposób będzie przeżywać ciążę.

Mój I trymestr

Tak jak już pisałam, na początku szukałam, czytałam, dokształcałam się jak mogłam. Im dłużej w tym wszystkim siedziałam, tym mniej byłam pewna tego, co można, a czego nie? Były chwile, że denerwowałam się czytając na którejś z kolei stronie te same informacje ciurkiem przepisane, bez żadnego wyjaśnienia,  bez konkretów. Bo na przykład weźmy takie bieganie. Większość znanych aktywnych blogerek/influencerek pisze, że jeżeli nie ma przeciwskazań, można biegać na tętnie do 140 uderzeń. Dlaczego na takim? Generalnie najczęściej będzie to tak zwany I zakres, czyli najmniej obciążający, natomiast zawsze trzeba brać poprawkę, że tętno jest sprawą indywidualną i dużo więcej powie nam nasze samopoczucie oraz oddech podczas biegu niż tętno. Dlatego dla jednych kobiet będzie to jeszcze niższe, a dla innych trochę wyższe. Kolejna sprawa, która mnie bulwersowała na początku i niewiele osób umiało mi konkretnie odpowiedzieć na dręczące pytania – pływanie. Pływanie jest uważane za jeden z najlepszych sportów dla kobiet ciężarnych, ale co kryje się pod pojęciem pływanie dla kobiet w ciąży? Jakim stylem można pływać? Czy można robić nawroty? Każdy kto pływa technicznie, wie, że stylem dowolnym mocno pracują mięśnie brzucha, a żabą pogłębia się lordoza. A jedna i druga rzecz w ciąży nie są zbyt korzystne. Zanim w tym wszystkim się odnalazłam, takich dylematów miałam więcej, co w pewnym stopniu działało na moją korzyść, bo czas płynął… a w I trymestrze upływający czas najbardziej cieszy.

I trymestr jest trudny. Gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, razem ze szczęściem pojawiło się milion pytań, wątpliwości i niepokoju. Mam wrażenie, że te pierwsze tygodnie to takie trwanie w zawieszeniu. To bardzo kruchy okres, dlatego do 10 tygodnia wskazana jest większa przezorność i nawet dla kobiet, które przed ciążą były bardzo aktywne, zaleca się więcej odpoczynku. Ja szłam tym tropem. Pierwsze tygodnie nie robiłam praktycznie nic. Byłam może 2 razy na basenie, raz na orbitreku, raz na spacerze. Przytyłam 4 kilogramy, przestałam się mieścić w większość swoich ubrań, do tego mdłości, niekontrolowane drzemki, spuchnięta twarz. Nie wyglądam i nie czułam się najlepiej. A los chciał, że akurat w tym czasie miałam dwa wykłady, dwie sesje i nagranie video. Starałam się, ale nawet zwykłe mówienie sprawiało mi taki trud, że sapałam jak na ostatniej prostej maratonu. 

Jest to też czas, gdy dzielisz się nowiną właściwie tylko z najbliższymi. Nic jeszcze nie widać, nie czujesz się najlepiej, ryzyko poronienia jest duże, czekasz na kolejne badania cierpliwie jak tylko potrafisz, a gdy już postanowisz się z kimś podzielić nowiną, możesz trafić na takich, co na wieść, że jesteś w ciąży potrafią powiedzieć, że poczekają z gratulacjami do II trymestru, gdy już będzie więcej wiadomo. Bardzo dobrze rozumiem, jak kruchy i trudny jest to okres, ale mam wrażenie, że mówienie tego typu rzeczy kobiecie w ciąży, po prostu nie wypada. Ja sama ze swoimi myślami walczyłam i starałam się nie panikować, przy byle bólu brzucha lub gdy zakręci się w głowie, a tego typu opinie, zdania, czy porady co powinnam, czego nie, nie ułatwiają sprawy. Kobietom i tak jest ciężko w tym czasie, nie dokładajmy im dodatkowo do pieca.

Pod koniec zaczęłam odzyskiwać dobre samopoczucie i energię, mdłości właściwie minęły, poczułam ochotę, a przede wszystkim, że mogę wracać do większej aktywności. Kolejne 5 tygodni dzięki delikatnej aktywności nie przytyłam tyle co na początku, mimo rosnącego brzucha utrzymałam wagę, nogi i ramiona zrobiły się smuklejsze, tylko ta twarz już taka okrągła została 😉 

W następnym wpisie przejdę do szczegółów swoich treningów i jak uporałam się z większością treningowych dylematów, co szczególnie jest niepolecane w ciąży, a co powinno być tylko i wyłącznie do naszej decyzji. Dziś już będę kończyła, bo kto tyle przeczyta? 

Jak widzicie pozmieniało się w moim treningu ogromnie i sama jestem zaskoczona, że nie staram się być jedną z tych twardych mamusiek. Jestem i chcę być aktywna tak długo, jak tylko będę mogła. Cel moich treningów jest jednak teraz zupełnie inny. Nie trenuję by podtrzymać swoją formę, czy jak najmniej jej stracić, a głównie po to by dobrze znosić ciążę, by nie przytyć za dużo, by poród był łatwiejszy, a dziecko zdrowsze. Aktywność fizyczna sama w sobie jest zalecana kobietom w ciąży, lekarze podkreślają jej dobry wpływ na przebieg ciąży i poród, dlatego gdy nie ma przeciwskazań, jak najbardziej warto być aktywnym. Oczywiście różni się ta aktywność i o tym napiszę następnym razem. Bywa ciężko i przyznaję, że sama po części mniej trenuję, bo zrobiłam się jakoś taka bardziej zmęczona, a wręcz leniwa. Przed każdym treningiem myślę nie o sobie, a o nas i gdy czuję, że jestem zbyt zmęczona, bo np. miałam dużo pracy, albo nieprzespaną noc (mam z tym straszne problemy), odpuszczam i już. Kiedyś było to nie do pomyślenia, teraz nie mam żadnych wyrzutów, ale już po cichu planuję swój sezon 2020, bo liczę, że po ciąży wróci dawna GoRio 🙂 

Share: