trening

Trenażer Bkool Pro

Na specjalną prośbę wrzucam wpis o moim trenażerze! Śmiechem żartem, ale prawda jest taka, że o trenażer pytacie mnie najczęściej, więc myślę, że więcej osób skorzysta z tego co dziś napiszę. Na pierwsze pytanie odpowiadam już na wstępie: korzystam z trenażera wirtualnego Bkool Pro.

Trenażer rowerowy Bkool Pro (rocznik chyba 2015) wybrałam z polecenia. Gdy opowiedziałam w sklepie czego szukam, ten model wydał się idealny. Spełniał wszystkie kryteria w teorii, a w praktyce na szczęście świetnie się sprawdza już od 9 miesięcy.

Osobiście szukałam trenażera wirtualnego, na który nie wydam majątku. To był mój pierwszy wyznacznik. Byłam po kontuzji, lekarz pozwolił wsiadać na rower, ale na początku bez szaleństw i wywrotek (na szosie, weź to zaplanuj). Miałam już dość siedzenia i uważania na siebie, mogłam już jeździć na rowerze, myślałam o triathlonie. Trenażer trafiłby na listę zakupów prędzej czy później. No i trafił. A czemu wirtualny? Taki miałam kaprys. Chciałam od razu widzieć trasy, które pokonuję, ludzi, z którymi się ścigam i śledzić parametry treningowe. Chciałam mieć coś od życia! Chciałam by było ciekawiej.

Trenażery wirtualne (mam nadzieję, że dobrze nazywam) nie należą do najtańszych zabawek, ale nie są też niezbędne, więc jeżeli ktoś nie ma ochoty tyle wydawać – nie musi. Propozycja od hiszpańskiej marki Bkool  i tak na tle innych wirtualnych trenażerów wypadała świetnie i cenowo (różnica 1-2 000 zł) i jakościowo (jeden z najcichszych i najpłynniejszych w swojej klasie).  Jego cena to dwa tysiące z hakiem. Tyle zapłaciłam i korzystam z niego już prawie rok, a za każdym razem, gdy mam ochotę rzucić rowerem w kąt, mam motywację by tego nie robić.

Trenażer Bkool składa się z mechanizmu, w którym unieruchamiamy tylne koło roweru. Silnik podłączamy do kontaktu. Sprzęt jest dość ciężki (ponad 10 kg), więc uważajcie na palce! Na przednie koło mamy małą podstawkę. Na komputer pobieramy darmowe oprogramowanie marki Bkool, parujemy sprzęt za pomocą sensora USB z systemem ANT + i jesteśmy gotowi do treningu. Dodatkowo możemy sparować nasz pulsometr i miernik kadencji, dzięki czemu nasze parametry będą cały czas widoczne na monitorze.  Osobiście korzystam z miernika i pulsometru marki Polar i wszystko działa razem bez zarzutu. Ja do tego wszystkiego odpalam jeszcze zegarek, biorę ręcznik, izotonik, włączam głośno muzykę lub film i jadę. Oprogramowanie Bkoola uchodzi za jedno z najlepszych, osobiście mogę tylko potwierdzić, otwiera przed nami mase możliwości i bardzo możliwe, że jeszcze nie wszystkie odkryłam, ale podzielę się chociaż tym, z czego korzystam na dzień dzisiejszy.

Wirtualne trasy

Jedną z opcji na trening jest wybór wirtualnej rywalizacji na konkretnej trasie. W wersji standardowej mamy ograniczoną liczbę tras i nie ma efektu rzeczywistej jazdy po szosie. Inwestycja w subskrypcję premium jest nieobowiązkowa, ale daje znacznie lepsze wrażenia. Jeżeli chodzi o wybór tras wirtualnych, nasze możliwości są ogromne. Możemy wybrać trasy wgrane przez innych użytkowników, etapy konkretnych tourów, przefiltrować bazę i wybrać coś pod siebie na podstawie długości i zaawansowania. Ja w końcu nauczyłam się wybierać zawsze z jak najmniejszą ilością podjazdów, a i tak ostatecznie zdycham od ich ilości i przerzucam się na velodrom, o czym będzie niżej. Trenażer płynnie odwzorowuje obciążenia podczas jazdy i tak, gdy widzimy na monitorze +2% będzie nam jechało się ciężej, 0% – luzik, -5% ekstra jazda i tak dalej. Dobra zabawa, a przy okazji urozmaicenie, bo już samo śledzenie nachylenia sprawia, że jazda przebiega milej.

W wersji standardowej widzimy trasę jako zrzut mapy i nas jako poruszającą się kropeczkę. Przy opcji premium, mamy efekt jazdy na szosie, na żywo ścigamy się z innymi użytkownikami, siedzimy im na kole, widzimy kibiców, zakręty, itd. Na monitorze widzimy naszą prędkość, pokonywany dystans, moc, tętno, kadencję, wszystkie najważniejsze parametry treningowe. Do tej pory wirtualne trasy to był mój najczęstszy wybór na trening. Podjazdy idą mi tragicznie, zawsze dojeżdżam ostatnia, a mój zegarek potrafi pokazać, że trening był ekstremalny. Jak żyć?

Velodrom

Gdy mam dosyć walki z terenem i innymi rowerzystami, do zrobienia minutówki albo szybką akcję, wybieram velodrom. Płasko, nudno, idealnie by wytrzymać max 45 minut. Na velodromie także widać wszystkie dostepne parametry treningowe, możesz jeździć na czas lub ścigać się z innymi.

Gotowe treningi

To mój ostatni hit. Wybieram z bazy gotowych treningów propozycję, która akurat mi pasuje, a aplikacja robi za mojego trenera i widzę kiedy mam kręcić intensywniej, kiedy mniej, zero myślenia. Póki co w ten sposób treningi mijają mi najszybciej, wkręcam się w pilnowanie mocy i równej kadencji, do tego mam odrobioną konkretną jednostkę treningową, a zawsze to lepiej niż kolejna jazda w trupa 😉

Niezależnie od typu jazdy, zakończony trening mogę zapisać lub nie, na swoim profilu, który jest bazą i odzwierciedleniem moich postępów.

Plusy trenażera:

  • płynna regulacja obciążeń
  • ściganie na żywo
  • widoczne parametry treningowe
  • stabilność
  • zero problemów z łączeniem, raz sparowane czujniki sa widoczne za każdym kolejnym razem
  • dzienniczek treningowy i ocena postępów
  • możliwość wgrywania własnych tras

Minusy:

  • aplikacja jest bardzo obciążająca i przynajmniej mój komputer musi być cały czas podpięty do zasilania bo rozładowuje się w ciągu kilkudziesięciu minut, a po treningu dochodzi do siebie jeszcze dobre pół godziny
  • po ostatniej aktualizacji aplikacja trochę mi zacina
  • nie ma opcji zminimalizowania okna, a tym samym zrobieniem czegoś w tle
  • trenażer zdziera mocno oponę, więc radzę dokupić specjalną (ja tego nie zrobiłam i teraz żałuję)
  • Dźwięk? Nie mam porównania, ale to trenażer, więc cudów nie oczekiwałam

Podsumowując, wybór trenażera wirtualnego firmy Bkool był strzałem w dziesiątkę w moim przypadku. Bez całej tej oprawy multimedialnej nie wytrzymałabym na nim ani minuty i proszę nie mówicie mi o jeździe na zewnątrz, jak mam ochotę i warunki to jeżdżę, a jak nie, wsiadam na trenażer. `Nie zawiódł mnie jeszcze nigdy. Do tego realizuję konkretne jednostki treningowe, których z własnej inicjatywy pewnie bym nie zrobiła, a które ostatecznie złożą się na moją strzelistą formę triathlonową!

PS Jeżeli nie słyszeliście jak pracuje trenażer na moim instagramie, to tu macie próbkę: link do filmiku.

Share:
  • pafcio

    To SA3D HaCk3D – bet Kasia’s happy 2 have U as her overseas reader. More is better. No song 4 U, though. 🙂

  • Ł.O.

    Dobrze rozumiem, ze bez pradu on nie pojedzie?