trening

Rytuały przed ważnymi zawodami

rytuały przed zawodami

W najbliższą niedzielę czeka mnie kolejne wyzwanie biegowe. Zmierzę się z dystansem 10 km i spróbuję ustalić na nim nową życiówkę. Niby to tylko dyszka, ale sami wiecie jak jest, gdy przygotowujemy się pod konkretne zawody. Skupienie, oczekiwania, lekki stres, niepewność przeplatana z wielką wiarą, podekscytowanie. Oj dzieje się w głowie. Żeby nie zwariować pomagają mi pewne stałe w zachowaniu, tak zwane rytuały przedstartowe. Każdy z nas ma swoje przyzwyczajenia, które pomagają dotrwać do dnia zawodów i podbudować pewność siebie. Co ja robię i jak się czuję w tym czasie?

Dbam o regenerację

Szczególnie w ostatnim tygodniu, niezależnie od dystansu na którym mam biec, staram się więcej odpoczywać, a mniej trenować i z niczym nie eksperymentować. Ograniczam ilość treningów, praktycznie rezygnuję z treningów uzupełniających, odpuszczam długie zakupy i inne szalone aktywności. Cokolwiek robię w ciągu dnia próbuję poświęcić temu jak najmniej energii. Wiadomo, że nie ze wszystkim tak się da. W domu, pracy, są obowiązki, których nie unikniemy, ale z pewnymi rzeczami można pokombinować na swoją korzyść. Jeżeli takich startów mamy 2-3 w roku nikt nie powinien ucierpieć.

I tak w tym tygodniu ostatni mocny trening biegowy zrobiłam we wtorek, ostatnie pływanie w środę, mniej angażuję się na zajęciach grupowych, śpię ile mogę (choć w środę wyszły z tego całe 4 godziny), zaliczyłam ostatni masaż, leżenie na kolcach i od czwartku zostają lekkie rozbiegania. Jedynie ta sobota w Mediolanie trochę mnie przeraża, nie wiem czy starczy determinacji by nie szaleć po sklepach.

Nastrajam się pozytywnie

Kiedyś przed startami towarzyszył mi duży stres. Oczywiście w dzień startu jestem poddenerwowana, ale ten strach nie paraliżuje mnie. Dawniej martwiłam się na zapas, co to będzie jak się nie uda, będę musiała zejść z trasy lub pobiegnę gorzej niż deklarowałam. Co wtedy? Co ja zrobię? Co inni pomyślą? Dziś absolutnie nie przejmuję się tym. To jest sport, zawsze może coś pójść nie tak, ale nie można już na starcie poddawać się i wątpić. Trzeba próbować i uczyć się doceniać każdy aspekt wyścigu. Wiara w swoje siły i dobre nastawienie do samego końca, a także po zawodach – o tym trzeba pamiętać. Bez tego najlepszy trening zawiedzie. A za metą – nawet w nieudanych startach trzeba umieć odnaleźć coś pozytywnego – np. naukę i wnioski na przyszłość, czy sam fakt, że po raz kolejny przekroczyłeś linię mety.  Przecież to przede wszystkim pasja nas napędza, nie straćmy jej gdzieś po drodze.

Już kilka dni wcześniej staram się myśleć pozytywnie, uciekać od negatywnych opinii, rozterek. Jedna gorsza chwila potrafi uruchomić lawinę myśli, które źle wpłyną na nasz bieg.

Gdy zaczynam wątpić, czy jestem gotowa, wracam pamięcią do treningów, szczególnie tych udanych. Analizuję starsze starty na danym dystansie i utwierdzam się w przekonaniu, że stać mnie na planowany wynik. Buduję swoją pewność dobrymi wspomnieniami z mocnych, udanych treningów, z udanych startów i wniosków z tych mniej udanych. Co robić jak nie pójdzie zgodnie z planem, zamierzam myśleć dopiero za metą. Do tego czasu chcę przede wszystkim spróbować wykonać kolejny krok i nie stracić wiary i pasji, które pozwoliły mi zabiec tak daleko.

Odżywiona na tip top

Na co dzień bywa u mnie różnie z regularnością i jakością posiłków, pamięcią o witaminach i suplementach, które aktualnie biorę oraz wypijaniem zalecanej ilości wody. Staram się bardzo, ale ideałem nie jestem. Za to w ostatnim tygodniu przed startem chodzę jak w zegarku. Pamiętam o każdej witamince, na trening robię izotonik, w torebce noszę wodę i lekką przekąskę. Zjadam pudełeczka bez wybrzydzania. Gdy tak jak w tym przypadku start oznacza dłuższa podróż i brak dostępu do własnej kuchni. Planuję posiłki i robię zakupy zawczasu.  Przezorny zawsze ubezpieczony. Nawet jak te wszystkie środki ostrożności nie pomogą, z pewnością tez nie przeszkodzą. A w spokojnej głowie łatwiej o pozytywne myśli.

Rytuały przed ważnymi zawodami

Szukam wyciszenia i skupienia

Czas przed zawodami to mój czas. Mniej mówię i bywam myślami nieobecna, ale to nie znaczy, że jestem zła, czy smutna, to oznacza, że proces koncentracji właśnie się rozpoczął. W ostatnim tygodniu na biegach dużo wizualizuję. Wyobrażam sobie sam moment startu, przebieg zawodów i trudną, ale zwycięską walkę na końcu. Zawsze w tych moich wizualizacjach przyspieszam z każdym kilometrem mimo zmęczenia, w realu jeszcze tak się nie udało, ale kto wie… trzeba próbować 😉

Ten wpis mi uświadomił, że chyba nie jestem zbyt rytualną bestią. Kolacja przed zawodami, ubiór startowy, specjalne atrybuty – nie ma reguły. W dniu startu, to co innego tu już lecę konkretnym schematem: pobudka 3 godziny przed startem, kawa, bułka z dżemem, spacer, rozgrzewka 30 minut przed godziną zero…

Ciekawa jestem jak to wyglada u Was? Czy ostatni tydzień przed zawodami jest jakiś inny? Macie swoje rytuały godne polecenia?

fot. LukeZdunek

Share:
  • Arkadiusz Jankowski

    U mnie na śniadanie w dniu startu naleśniki z nutellą 😁 a tak to nie mam jakiegoś schematu ale większość startów mam 100 km od domu więc te pobudki są wcześniej na tyle żeby zdążyć na pociąg. Ale jak u siebie startuję to śpię jak najdłużej się uda 😊

  • Maciej Kaniewski

    „…Rzadko mistrzowie dyscyplin wytrzymałościowych uważają swoją wydolność fizyczną za źródło swojego sukcesu. Częściej twierdzą, że ich zaletą jest nie to, że mieli więcej do dania, ale że dali więcej z tego, co mieli…”
    – Matt Fitzgerald
    I tego Ci życzę. Daj z siebie tyle co masz, a to w zupełności wystarczy 👍 Powodzenia! 💪

  • pafcio

    Może to nie rytuał a raczej przesąd… Mianowicie na każdy ważniejszy start zakładam na sobie coś nowego – czy jest to koszulka, skarpety, czapeczka czy sznurówki. Odcinam się taką nową rzeczą od wolniejszego i słabszego „ja”. Biegnę w nowym po nowe powtarzając sobie w duchu: „Ride or Die”. I przeważnie jest to „DIe” 🙂

    https://www.youtube.com/watch?v=3De0E_1x1Rw