trening

Podsumowanie miesiąca. Sierpień 2017

Czas rozprawić się z zeszłym miesiącem. Krótkie podsumowania robię od samego początku, to nie tylko zapis ile kilometrów udało się wybiegać, ale przede wszystkim odpowiedzi na pytania, które pojawiają się gdzieś w trakcie miesiąca, a na które w pędzie nie zwracamy uwagi oraz kierunek na następny miesiąc. Siadając do podsumowania, otwieram tabelkę z notatkami i  już wiem, czemu było tak, a nie inaczej. Na bieżąco bywa, że nie widzimy pewnych schematów, dopiero analiza dłuższego okresu pozwala nam obiektywnie spojrzeć na swój trening. Szczerze zachęcam do robienia małych podsumowań, to naprawdę pomaga i w treningu i w utrzymaniu motywacji, szczególnie gdy trenujemy bez trenera.

13 sierpnia startem w Chodzieży zamknęłam swój triathlonowy sezon. Uzyskałam tam wynik 2:31, więc jest już nieźle. Mocno poprawiłam się w wodzie (2 minuty) oraz na rowerze. W bieganiu utrzymałam stałą formę i właśnie to bieganie stało się powodem do dalszych zmartwień. Dziś wiem, że zupełnie niepotrzebnie.

Po starcie w Chodzieży postanowiłam odpocząć od tri i skupić się na samym bieganiu. Jak wiecie większość lipca spędziłam na obozie w St. Moritz – tu podsumowanie. Tam wywróciłam do góry nogami swój wcześniejszy trening i postanowiłam zaryzykować – trenować jak do tri, a nie bieganie plus zabawa w tri. Wystarczyły 4 tygodnie by wyraźnie poprawić pływanie i rower, niestety tym samym utknąć w martwym punkcie biegowym. I tu dochodzimy do sedna problemu, ja jedną nogą stoję w świecie tri, a drugą w świecie biegania. I tu i tu chciałabym notować progres, nie mówię, że jest to niemożliwe – jak najbardziej jest, ale po cyklu intensywnego pływania i jazdy na rowerze, musiało ucierpieć bieganie. Niby wiedziałam, że tak będzie, ale jak przychodziło zrobić trening biegowy i widziałam, że to nie jest ta forma co wcześniej, zaczynałam się irytować.

Drugą połowę sierpnia poświęciłam bieganiu. Na 2 września zaplanowałam start na 5 km z nadzieją, że powalczę tam o życiówkę. Zostały mi 3 tygodnie. Odstawiłam rower i pływanie, ale forma biegowa nie wróci sama, trzeba było nad nią popracować od nowa. I to na spokojnie, a trochę mi tego spokoju brakowało.

W pierwszym tygodniu nie było szybkości, nie było lekkości, ale nie wywierałam presji na moich nogach – szłam do lasu lub parku i po prostu biegałam 10-15 km. Widziałam po swoim tętnie, że jestem zmęczona, czułam po nogach, że długa droga przede mną, ale starałam się zachować spokój i nie myśleć, ooo kiedyś to takie biegi kończyłam po x:xx na pełnym luzie… Dopiero w weekend zrobiłam pierwszy akcent. 3 x 1600m, które były ciężkie, ale widziałam po nich, że już jest lepiej i noga zaczyna kręcić. Z dumą patrzyłam jak moje rowerowe czwórki zaczynają zanikać 😉

Po tym treningu trochę się uspokoiłam. Moja forma nie była taka zła, po prostu mało biegałam, to i do przodu nie poszłam, ale przestałam też wierzyć, że wynik poniżej 18:50 jest w zasięgu ręki. W drugim tygodniu miałam już wyraźnie lżejszą nogę. Szybkość nie była problemem, wytrzymałość tempowa już tak.

Ostatni tydzień sierpnia, to równocześnie pierwszy mocniejszy tydzień. Tydzień testów. W sobotę miałam start na 5 km. W środę zdecydowałam się na zrobienie 5 km tempa + 4×400 m. Mocny trening i wielu osobom raczej nie przyniesie zbyt wielu korzyści przed samym startem na 5 km, ale pamiętam, że tego typu trening świetnie mi zrobił przed piątką w Wiązownie, stąd postanowiłam i tym razem go zrobić. Nie miałam problemu z biegiem po 4:00, ale jak tylko zaczynałam przyspieszać robiło się bardzo ciężko, a przecież w sobotę planowałam pobiec 5 km poniżej 3:40?

Im bliżej startu, tym mniej przekonana byłam o swojej gotowości. Biegi nocne maja swój urok, jednak o wynik zdecydowanie wolę walczyć za dnia. Mam wrażenie, że starty nocne są dla mnie czymś w rodzaju długo odkładanego treningu. Cały dzień chodzę, czekam, a gdy w końcu przychodzi moment, że trzeba się zbierać – nie chce mi się. Nie jestem pobudzona, nie jestem poddenerwowana, po prostu jestem już zmęczona czekaniem i chcę mieć to za sobą.

W drodze na start zmieniam taktykę milion razy. Ruszę na maksa i zobaczę przynajmniej jak długo wytrzymam, pobiegnę z Bartkiem, albo nie, powalczę sama, może zacznę po 4:00 i będę przyspieszać, a może równo po 3:45? Bartek biegnij za mną… albo obok… albo nie… Chwilę przed strzałem startera proszę by Bartek biegł ze mną, ale ja narzucam tempo.

Ruszyliśmy. Pierwszy kilometr wybił po 3:40, a nie biegło się lekko. Do tego kręta trasa, ciemność, sporo ludzi na trasie, nie potrafiłam złapać rytmu ani przez chwilę. Zła byłam na siebie, bo tętno miałam w okolicach progu, a nie mogłam zmusić nóg ani o sekundę przyspieszenia. Kolejne dwa kilometry przebiegliśmy po 3:40, 3:43. Nie miałam ochoty walczyć, starać się, gdy wbiegliśmy na odcinek z błotem powiedziałam dość. Zwolniłam i biegłam byle do mety. W sumie cieszę się, że w tamtym momencie odpuściłam, bo dalej czekał mnie podbieg i nawrotka 180 stopni, to nie był dzień na walkę z własnymi słabościami. Dobiegłam do mety z czasem 19:05, co ok nie było szczytem moich marzeń, ale jest moim drugim czasem na 5 km oraz dało mi 3 miejsce wśród kobiet, więc po pierwszych chwilach złości, przyszedł rozsądek i jak na podsumowanie mojego sierpnia ta piątka nie była taka zła. Na drugi dzień pobiegłam jeszcze 10 km w Skierniewicach, nie patrząc na tempo chciałam pobiec mocno, ale bez walki o sekundy. Było ciężkawo, niewyspanie szczególnie dawało się we znaki, ale dobiegłam w 41:01, a dzięki panom, których złapałam na ostatnie 2 km utrzymałam tempo 4:00 – 3:50 i dobiegłam jako druga kobieta.

Reasumując. W sierpniu wybiegałam 169 km. Zrobiłam przerwę od treningów triathlonowych. Zamknęłam miesiąc bez życiówek, ale z perspektywą na poprawę ich jeszcze w tym roku. We wrześniu pracuję dalej nad bieganiem, muszę też w końcu wyznaczyć sobie jakiś konkretny cel/start, który pomoże mi utrzymać koncentrację na treningu, a nie bieganiu gdy mam ochotę 😉

Share:
  • Łukasz Naglak

    Tak się zastanawiam odnośnie tych biegów tempowych 3×1600 czy też innych kombinacji typu 6x1km czy 3x2km. Biegasz je w tempie startowym na 10km czy szybszym? I czym się sugerujesz podczas tempówek?. Tempem, które muszę osiągnąć czy też pulsem, którego nie mogę przekroczyć? Jeśli pulsem to na jaki maksymalny (%hr max)sobie pozwalasz?

    • Kasia GoRlo

      Hej, biegam na tempo, a tętno służy mi do analiz po treningu i wtedy ewentualnie koryguję następny trening. Na jakich tempach i zakresach biegam to zależy co robię, jeżeli te 3×1600 mają być formą testu to biegam w okolicach tempa na 5 km, a jeżeli ma to być trening tempowy to zaczynam w okolicach tempa na dychę, i następne powtó®zenia przyspieszam. Ja biegam większość na samopoczucie i właściwie jak czuję po pierwszy powtórzeniu że jest za mocno i za słabo koryguję swoje tempo, a tętno zgadza się z tym samopoczuciem w większości wypadków, jak przekraczasz próg tlenowy to czujesz że już jesteś na innej planecie 😉