W lutym miało być ostro – tak zapowiadałam planując TU. Przez pierwsze 2 tygodnie nawet tak było. Przebiegłam ponad 100km. Pogoda zaczęła sprzyjać, więc sporo było treningów jakościowych. Zaczęłam się rozkręcać i… tu powinien luty się skończyć 🙂 Jak to w życiu bywa – nie wszystko da się zaplanować.

Dogoniły mnie demony przeszłości i na kolejne dwa tygodnie zostałam wykluczona z wszelkich sportów angażujących łydki (mój przypadek jest tak beznadziejny i niezwiązany z bieganiem, że aż wstyd pisać).
Na szczęście nadchodząca sobota wydaje się być realnym terminem mojego powrotu do biegania. Ja przestanę biadolić, a wokół mnie znowu zapanuje pokój 🙂
Podsumowując: planu na luty nie dowiozłam,w Półmaratonie Warszawskim super czasu też nie wykręcę, ale jak mówi stara prawda życiowa, o której staram się pamiętać w takich chwilach: „nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło”. Także, z plusów sytuacji: pozbędę się w końcu czegoś co mocno ograniczało moje bieganie. Miałam więcej czasu, który mogłam poświęcić, np. na eksperyment ABS 🙂 (szczegóły już niedługo).
Pozdrawiam!
PS A jak Wy sobie radzicie w chwilach, gdy coś Wam przeszkadza w realizowaniu pasji?
Share:
  • Powodzenia Kasia. Będzie dobrze 🙂

    Ja w zeszłym roku w okolicach sierpnia i września zrobiłem sobie wczesną przerwę posezonową (żeby podleczyć kontuzję) – w tym czasie dużo pływałem i chodziłem na siłownię. To zaprocentowało, bo basen i słownia pomogły mi później szybciej biegać na jesieni.

  • Ja szukam ukojenia w rozciąganiu 🙂
    dzieki i również powodzenia!

  • Czasem trzeba (i warto) się zatrzymać, żeby dojść dalej. A odkąd regularnie się rozciągam biegam lepiej.
    Głowa do góry!