trening

Nawet po najgorszej burzy wychodzi słońce…

Generalnie najgorsze mam za sobą. Najmroczniejsze scenariusze nie spełniły się. Oczywiście trzymam się zasady, że w życiu można być pewnym tylko dwóch rzeczy, więc z mówieniem hop nie spieszę się. Mimo wszystko czas podsumować ostatni okres i śmielej otworzyć kolejny rozdział. A początek nie był różowy… (tu-klik)

Nie wiem jeszcze jak to będzie i kiedy dokładnie wybije godzina pierwszego treningu biegowego, ale na dzień dzisiejszy wiem, że ta chwila nadejdzie i to najważniejsze. Skok został wykonany.

Zaczęłam od punktu, gdy o bieganiu mogłam zapomnieć i faktycznie byłam całkiem pogodzona z tą myślą. Nie mogę biegać? Ok. Trudno. Znajdę sobie inne zajęcie, bo nie akceptuję życia bez sportu i o ile bez biegania mogę żyć (tu-klik), nie wyobrażam sobie nie wrócić do pełnej sprawności. Stąd pełna dystansu do najczarniejszych scenariuszy, zaczęłam żmudną pracę nad powrotem do zdrowia.

Od pierwszych dni po operacji trzymałam się zasady: „ przyjdzie dzień, w którym chcę móc powiedzieć, że zrobiłam wszystko co w mojej mocy” i w myśl tej zasady:

Wybrałam lekarza i fizjoterapeutę, którym w pełni zaufałam i podążałam ścieżką przez nich wyznaczoną. Choć były momenty buntów i daleko mi do pokornego pacjenta, ostatecznie byłam posłuszna i nie podważałam zaleceń. Dalej nie podważam.

Przez pierwsze 6 tygodni swoją całą energię skoncentrowałam na zroście. Poza zabiegami, które wymieniłam (tu-klik), zaczęłam korzystać z exogenu (jedyny naukowo potwierdzony sposób na przyspieszenie zrostu kości). Do tego suplementowałam się, unikałam alkoholu, coli i jadłam turbo zdrowo (ogólnie jem zdrowo).

Wierzyłam, że wszystko będzie dobrze i codziennie powtarzałam sobie przed snem, że mam mocne i zdrowe kości i nawet gdy odebrałam badania, mówiące, że niestety nie są one takie zdrowe, wierzyłam, że są w fazie naprawczej i będą zdrowsze niż kiedykolwiek.

Gdy dowiedziałam się, że noga zrosła się po 6 tygodniach, a nie roku, czy dwóch latach, jak to mogło być w przypadku szyjki kości udowej (pod względem problematyki i złożoności szyjka zajmuje czołowe miejsce w organizmie człowieka) zaczęłam bardzo ostrożnie z nią pracować.

Zaangażowałam się w inne dyscypliny sportowe (tu-klik) Wiem, że obecnie nie rokuję na mistrza w pływaniu, ale obiecuję, że nie zrezygnuję i z tej mąki będzie jeszcze kawał chleba. Kończę kompletować rower. Zaczęłam doskonalić swój trening funkcjonalny i uczyć się nowych ćwiczeń pod okiem trenera. Regularnie chodzę na rehabilitację. Przy wszystkim co robię bardzo uważam i gdy tylko czuję zmęczenie, czy ból, odpoczywam. Nie biegam i wiem, że jeszcze jakiś czas nie pobiegam. Akceptuję tę myśl, a w międzyczasie chcę zbudować mięśnie jak z okładki i pływać bez stresu na 50 metrowym basenie.

Oddałam się w ręce dietetyka. W związku z celiakią mam obniżoną gęstość kości (tu-klik), która na szczęście jest na tyle wcześnie wykryta, że po pół roku pilnowania diety, wagi, aktywności i brania leków, moje badania powinny znacząco się poprawić.  To najważniejsza rzecz jakiej się dowiedziałam w tym czasie o swoim organizmie. Z tą wiedzą mogę nie tylko ruszyć z miejsca, ale też zacząć myśleć o bieganiu.

Tak w skrócie minęło mi ostatnie sto dni. W między czasie zaczęłam też nową pracę. Od kilku dni nie korzystam ze wsparcia w postaci kul. Przyspieszam z treningami funkcjonalnymi i w końcu zaczynam sapać i się pocić. Od czwartku będę wsparciem dla osób chcących zacząć przygodę z bieganiem na treningach Ligi Biegowej.

W czerwcu wyciągam śruby, to jest dla mnie najważniejsze na chwilę obecną. Zdecydowałam się na zabieg prywatnie, bo państwowo jest to zabieg niskiej potrzeby, ale z punktu widzenia osoby, która chce jeszcze pokorzystać z tej nogi, kluczowy. Dopiero bez śrub będę mogła odetchnąć i wykonać trucht zwycięstwa. Co nie zmienia faktu, że opcja od zera do „będziesz biegać za pół roku” brzmi jak cud. Cud, który nie wydarzył się sam, ale przy udziale wielu ludzi, sprzętu, wiary i zaangażowania oraz pieniędzy (4 tygodnie w Kenii poszło!). Nic nie dzieje się samo i nic nie dzieje się bez przyczyny. Rozdział bolesna nauczka, powoli się kończy.

Share:
  • Darek

    Kasia – teraz czekamy już tylko na Twój nowy PB w maratonie!

    • Z maratonem nie chcę się spieszyć. Wszystkich proszę żeby ze dwa lata siłą mi zabronili gdybym zmieniła zdanie 😉

      • Darek

        Przecież wiesz, że Tobie nie da się niczego zabronić…

  • hannah

    bardzo sie ciesze i nie wiedzialam, ze kiedys powiem komus z radoscia: a nie mòwilam? A tak a propos diety: czy moglabys zrobic post na temat diety dobrej dla kosci? Nie mam celiakii, ale jestem wege z alergia na laktoze no i tez mialam zlamanie zmeczeniowe, o ktòrym piszesz. Ogòlnie niska gestosc kosci (podobnie jak zanik miesiaczki) to czesto problem u kobiet uprawiajacych sport, wiec moze zaglebisz temat i o tym napiszesz?

    • Jest to dość skomplikowany temat, ze swojej perspektywy mogę coś napisać (chyba nawet mam w kajecie już coś na skrobane na ten temat), ale nie będzie to naukowy wywód 😊

  • od poczatku twojej kontuzji widzialam to tak: znowu bedzie pierwszy maraton 🙂
    przylaczam sie jako chetna do czytania o diecie dobrej dla kosci ;d

    • Postaram się, ale nie ma w niej nic nadzwyczajnego – może to jest właśnie recepta? 😊

  • pafcio