trening

Po co biegam z pulsometrem?

Czytając bloga od początku (wracając do starszych wpisów) można zauważyć, jak wiele rzeczy tu ewoluuje: moje wyniki, wygląd, podejście do wielu spraw. To ostatnie, owo podejście, ale nie światopogląd (ten jest zbyt sztywny i stary) zmienia się z prostej przyczyny: ciągle się uczę i o tym tu rozprawiam na gorąco. Potykam się na własnych błędach, ale i poprawiam, słucham mądrzejszych ludzi i co bardzo, bardzo ważne ANALIZUJĘ i wyciągam wnioski. Obserwuję samą siebie: notuję co mi pomaga, a co szkodzi, jakie treningi mi służą, regularnie mierzę ciśnienie i w tym celu też biegam z pulsometrem.

O tym jak zaczynałam z pulsometrem pisałam jakiś czas temu tu: KLIKU-KLIKU. Nie da się ukryć, zaczynałam pokrętnie i bełkotliwie. Trochę czasu minęło, czas zweryfikować nabytą wiedzę i doświadczenie.

Przez ten czas nauczyłam się swoich bezpiecznych granic (tak mniej więcej) i na ich podstawie staram się śledzić swoje postępy w treningu. Im lepiej jestem wytrenowana tym niższe tętno mam przy wyższych prędkościach. Jednak tętno nie jest sztywnym parametrem, może zależeć od wielu zmiennych: pogody (w upalne dni mamy wyższe tętno), dnia (stres, zmęczenie), infekcji. Wiek i stopień wytrenowania to oczywistości. Dlatego nie warto absolutnie mu się podporządkowywać, ale trzeba się mieć na baczności i kontrolować, czy nasze treningi są robione w odpowiednich zakresach. Jakie to zakresy? Każdy musi odpowiedzieć sobie sam.

Dlatego ja w dalszym ciągu nie biegam techniką „pod tętno”. Owszem śledzę je, ale nigdy nie biegam z założeniem dziś jadę max na 160 uderzeniach. Właściwie to nie wiem czy ktoś tak biega. Biega? W trakcie treningu przyglądam się mu sporadycznie lub w wyjątkowych sytuacjach, czyli np. gdy czuję, że moje tętno nie współgra z tempem (jestem bardzo zmęczona mimo, że biegnę wolno), gdy wiem, że przekroczenie jakieś granicy może źle się przełożyć na dalszy wyścig (na maratonie w Berlinie, Biegu Niepodległości) albo gdy się nudzę. Zazwyczaj jest to bierne przyglądanie i nigdy nie miałam sytuacji, w której bym stwierdziła: „O oł za wysoko, zwalniamy…” Może moja ignorancja bierze się z tego, że znam swój organizm na tyle, że jak mam biec w drugim zakresie, czy na 90% to po prostu czuję sama.

Ważniejsze jest dla mnie to, co widzę na ekranie komputera po zrzuceniu treningu. W swych analizach daleko się nie zapędzam, ale są to parametry, które lubię mieć na oku. 
Dla przykładu przedstawiam trzy moje biegi na 10 km z tego roku:
V Legionowska Dycha (09.06.2013)
Zapamiętam jako najgorsze zawody roku 2013. Na żadnym innym biegu nie czułam się tak fatalnie. Ponad 30 stopniowy upał i moje tętno dochodzące już na drugim kilometrze do 190 uderzeń. Koszmar! Tak jak pisałam w poście moim największym błędem był za szybki start, a dalej już mogło być tylko gorzej.

Białystok Biega (22.09.2013)

Po raz kolejny przeceniłam swoje możliwości. Chciałam biec tempem 4:15 min/km. Niestety wytrzymałam tylko do piątego kilometra. Na usprawiedliwienie dodam, że było kilka podbiegów, a zawody były tydzień przed maratonem w Berlinie, więc bez żalu odpuściłam. Co by jednak nie mówić, przy średnim tętnie 184 (niższe niż w Legionowie), poprawiłam się o minutę.

Bieg Niepodległości (11.11.2013)
Najprzyjemniejszy i najbardziej udany wyścig, jaki do tej pory zaliczyłam. Trasa, pogoda, forma, wszystko dopisało. Cel zrealizowałam na 100%. Poprawiłam ostatni czas o 2 minuty, z delikatnie niższym tętnem.

Wyciągając najprostsze wnioski jakie tylko można, widzimy, że wyniki idą w górę, a tętno delikatnie w dół. To dobry znak. Oznacza, że jestem coraz lepiej wytrenowana i ciągle w fazie wzrostowej 🙂 Albo szybko się starzeję…
Na warsztatach z pulsometrem, organizowanych przez www.bieganie.pl, nauczyłam się wykorzystywać swoje tętno do analizy interwałów. Jak już wspominałam, delikatnie zmieniło się moje podejście do treningu interwałowego. Dalej biegam 5 lub 6 odcinków po 1000 m, ale przerwę robię  w spoczynku, czekam aż tętno spadnie do założonego poziomu ( u mnie jest to 130 uderzeń), dopiero wtedy robię następny. W domu sprawdzam ile czasu zajęło mi zejście do poziomu 130 po każdym odcinku, porównuję z poprzednimi tygodniami, gdy czas się ładnie skraca kolejny trening robię robię z szybszym tempem. Gdyby się nie skracał, albo i wydłużał, musiałabym zastanowić się co robię źle na treningach, póki co się skracał 😉
Temat tętna jest szeroki. To co dziś przedstawiłam, to zaledwie wycinek, który pokazuje, że profesjonalistą nie jestem, ale staram się zrozumieć swoje serducho.
Pozdrawiam!
Share:
  • wiadomo, że człowiek uczy się z każdym kolejnym treningiem/tygodniem/miesiącem..też u siebie widzę różnicę, nie tylko w wynikach, ale też w samym podejściu : )

    piękny wynik w biegu niepodległości! gratuluję : )

  • KLIKU-KLIKU u mnie nie dziala 🙁 przenosi w to samo miejsce 🙁

    • Dzięki 😀 co ja bym bez Ciebie zrobiła 😉

  • Imponujące te Twoje wyniki:) Godne podziwu,gratuluję:)

  • uwielbiam Twoje wpisy, naprawdę dużo można z nich wynieść 🙂

  • na 2 zdjęciu wyglądasz fantastycznie

  • Anonymous

    Runtheworld napisała:
    „Owszem śledzę je, ale nigdy nie biegam z założeniem dziś jadę max na 160 uderzeniach. Właściwie to nie wiem czy ktoś tak biega. Biega? „

    Ja tak biegam bardzo często, szczególnie po mocniejszych treningach.. w moim przypadku 165 – 170 to tak zwany „próg mleczanowy” i po takim biegu super się czuje, poza tym skończył się problem „ciężkich i bolących nóg ” w dzień po treningu.. zawsze miałem problem z dozowaniem intensywności biegania 🙂
    Przeglądając starsze treningi fajnie widać jak od 5-6 km zaczyna spadać tempo (liniowo) przy w miare równym tętnie 🙂
    Może doswiadczeni biegacze popukają się w czoło czytając to co tu napisałem…ale ważne że mi to służy i naprawdę mam ochotę wyjść na kolejne bieganko 🙂

    Runtheworld napisała:
    …Dalej biegam 5 lub 6 odcinków po 1000 m, ale przerwę robię w spoczynku, czekam aż tętno spadnie do założonego poziomu…

    Tzn przerwę robisz w wolnym biegu czy przechodzisz w marsz lub się zatrzymujesz ?

    Pozdrowionka

    • Cześć, ważne, że Tobie takie bieganie służy 🙂 Na pewno i u mnie i u Ciebie można by coś poprawić i wielu profesjonalistów puka się w głowę jak czyta 😀 Ale jesteśmy amatorami i do wszystkiego dochodzimy po swojemu 😉
      Co do interwałów – zatrzymuję się i nic nie robię , po prostu stoję i czekam aż spadnie, wtedy łatwiej jest porównywać odcinki między sobą

    • Mi też zupełne zatrzymanie się najbardziej służy, niestety w okresie wiosenno letnim nie da rady się zatrzymać, żeby człowieka komary żywcem nie zeżarły 🙂

  • hey!
    Czytając twoje posty zastanawia mnie jak sama o sobie mówisz ze się szybko starzejesz. A wyglądasz super atrakcyjnie.

    Twoja uwagi ” Obserwuję samą siebie: notuję co mi pomaga, a co szkodzi, jakie treningi mi służą, regularnie mierzę ciśnienie i w tym celu też biegam z pulsometrem.” rewelacyjne. czy stosujesz tez ta zasadę w pracy?

    To się generalnie niezwykle sprawdza, gdy chcemy iść do przodu i nie popełniać dwa razy tych samych błędów.

    Z biegowym pozdrowieniem, Marek z Chaty Biegacza

    zapraszamy na treningi do Szklarskiej Poręby, mamy teraz wspaniale warunki, jest cieplo i słonecznie,w nocy trochę przymrozki
    Marek

    • Cześć,
      tak masz rację takie podejście przekłada się na całe życie. Z tym starzeniem to trochę tak sobie żartuję 😉
      O chacie będę pamiętać i może już niedługo uda się na jakiś weekend wybyć do Szklarskiej 😀
      Pozdrawiam
      Kasia

  • Tak mi się wydaje, że co najmniej kilka koncepcji treningowych zakłada bieganie pod puls razem z założeniami, że dziś trening X, więc tętno nie może być wyższe / niższe niż Y. Biorąc pod uwagę ilość czynników, które mają wpływ na tętno to dość karkołomne rozwiązanie.
    Sam przerwałem jeden trening z powodu wysokiego tętna, przebijało 180, a powinno być w okolicach 170 – wyszło przemęczenie. Poza tym tętno analizuje po treningu, a na treningu, to tak raczej z ciekawości zerkam 🙂

  • No to super ze to żarty żarciki. Bo wyglądasz na nastolatkę 🙂
    Pozdrawiamy Kasia i do zobaczenia
    Marek