motywacja

Płynę, jadę, biegnę. Recenzja

Płynę, jadę, biegnę. Autobiografia mistrzów triatlonu. Recenzja książki.

Coraz trudniej mi znaleźć dobre pozycje w literaturze sportowej, których jeszcze nie czytałam, a że ostatnio mam ciut więcej wolnego czasu, szukam i czytam bardzo aktywnie. W ostatnich tygodniach zrezygnowana odrzuciłam już książki o podświadomości, biografię o Mohamedzie Alim (może gdy będę w lepszym nastroju przez nią przebrnę), urodzeni i najedzeni biegacze też kompletnie do mnie nie trafiają i gdy już miałam oddać się błogiemu patrzeniu w sufit, zauważyłam leżącą na parapecie autobiografię braci Brownlee. Przez przypadek otworzyłam na stronie opisującej samopoczucie starszego brata podczas kontuzji i poczułam się zaproszona do lektury. Z triatlonem łączy mnie jeszcze niewiele, ale uwielbiam czytać biografie, więc postanowiłam spróbować. W ten sposób spędziłam dwa miłe popołudnia i nabrałam siły na kilka kolejnych dni.

Alistair (1988) i Jonathan (1990) Brownlee są braćmi i bez wątpienia najsłynniejszymi triatlonistami na świecie. Trochę o nich słyszałam, ale nigdy nie zagłębiałam się w ich historię. Prawdę mówiąc pewnie by tak zostało, ale przypadek, a może podświadomość, skierowała mnie ku książce w momencie, gdy dowiedziałam się, że drugi etap mojej rehabilitacji będzie odbywał się na rowerze i w basenie. Nie od razu Rzym zbudowano, ale 1+2=3, a to oznacza, że całkiem niedługo zostanę takim przyszywanym triatlonistą 😉 Zanim wskoczę na głęboką wodę, chciałabym podzielić się z Wami swoją opinią na temat książki o braciach Brownlee.

Płynę, Jadę, Biegnę, spokojnie mogę polecić każdemu. Nie trzeba być triatlonistą, ba! nie trzeba znać świata triatlonowego by sięgnąć po książkę i z przyjemnością przeczytać. Książka opowiada o drodze jaką bracia pokonali, od wczesnego dzieciństwa do Igrzysk Olimpijskich w Londynie w 2012, na których Alistair zdobył złoto, a młodszy Jonny brąz. Czyta się lekko i przyjemnie, a historia jest na tyle wciągająca, że na przeczytanie wystarczy jeden dłuższy wieczór.

Historia braci Brownlee, to historia zwykłych chłopaków z Yorkshire w Wielkiej Brytanii. Sport w ich życiu był obecny od zawsze. Od małego biegali, pływali i jeździli na rowerze, przychodziło im to zupełnie naturalnie, a fakt, że zostali zawodowcami tłumaczą sprzyjającymi czynnikami. Mieszkali w pobliżu triatlonowego sklepu, w szkole mogli wychodzić pobiegać w czasie przerwy, mieli świetną nauczycielkę pływania. Nikt i nic nie blokowało im możliwości rozwijania się w tym kierunku, za co są ogromnie wdzięczni, bo w ten sposób zupełnie naturalnie bez dramatycznych zwrotów akcji i poświęceń mogli robić to co lubią, a przy okazji wspinać się coraz wyżej.

bracia brown lee

Podoba mi się sposób w jaki została napisana książka. Każdy z braci mówi swoim głosem, możemy z dwóch stron dowiedzieć się jak wyglądała rywalizacja między braćmi, treningi, punkty wspólne i sporne. Między wspomnieniami z zawodów i treningów, bracia dają wskazówki dotyczące treningów. Co ciekawe nie znajdziemy tu przesadnego uwielbienia gadżetów i detali, które osobiście mocno wiążę ze światem triatlonów. Bracia wprost piszą, że od lat ich trening jest układany według stałego schematu i nie ma w nim większej tajemnicy, poza wkładanym ogromem pracy, serca i uwielbienia do rywalizacji. Bracia pomimo globalnych sukcesów sprawiają wrażenie normalnych, szczerych chłopaków z sąsiedztwa. Widać jak ważna jest więź, która ich łączy, ale też rywalizacja, która naturalnie jest między nimi obecna.

Osobiście najmocniej doceniłam fragmenty, w których starszy brat szczerze dzieli się swoim doświadczeniami związanymi z kontuzjami. Mamy ze sobą wiele wspólnego pod tym względem. Czytając jego zmagania, miałam wrażenia, jakbym czytała swój pamiętnik. Spadki nastroju, złość, izolowanie się, niezrozumienie otoczenia, to wszystko w końcu mija, a my po wszystkim wychodzimy mocniejsi.

Brownlee brachia

Z kolei podejście młodszego Jonniego do rywalizacji między braćmi, czyli jak to jest ciągle gonić starszego, świadczy o jego dojrzałości i ogromnej mądrości. Bracia ze sobą rywalizują, czasem kłócą, często nie zgadzają i bardzo różnią między sobą. Ostatecznie jednak to dzięki więzom, które ich łączą są wstanie razem góry przenosić. Kilka fragmentów przeczytałam Bartkowi i Pawłowi na głos, bo momentami nie mogłam oprzeć się wrażeniu ogromnego podobieństwa 😉

Podsumowując, książkę zaliczam do wartych przeczytania i polecenia. Historia braci Brownlee to potwierdzenie zasady rób to co kochasz, a osiągniesz sukces. Kontuzjowani na pewno znajdą kilka słów pocieszenia, a nieprzekonani do triatlonistów zapragną poznać i zaprzyjaźnić się z wyluzowanymi braćmi Brownlee.

 

Share:
  • No to teraz łyknij biografię Chrissie Wellington 🙂

  • pafcio

    Sporadycznie czytuję biografie sławnych sportowców. Wybieram moment biegowych dołków w poszukiwaniu motywacji. Czasami znajduję – wystarczy aby jedno zdanie w książce trafiło w moje sedno. Łatwo utożsamiam się wtedy z autorem i stwierdzam, że ten sławny gościu to wypisz-wymaluj ja tylko, że bardziej sławny. 🙂 Ze zdwojoną silą napieram aż do momentu gdy wpadnę w kolejny dołek (znużenie, kontuzja, inne takie) Sięgam po kolejną biografię w poszukiwaniu natchnienia. Taka sztafeta 🙂

    Motywacja? Przekaż dalej:

    https://www.youtube.com/watch?v=IIA1XQnAv5s:

  • bardzo fajna książka, też zrobiła na mnie duże wrażenie, chyba sięgnę po nią jeszcze raz w tym roku!