Inne

Nike Zoom Elite 7, czyli recenzja moich pierwszych biegowych butów Nike

DSC_0114

Trochę się zeszło mi z napisaniem tej recenzji. Jak wiecie, testowanie butów, to nie jest moja specjalność. Podział butów według mojej stopy jest bardzo prosty i średnio wiem, czy wygoda tym razem zależy od systemu amortyzacji, dropu, wagi, czy systemu wiązania, ale poważnie – specjalnie dla Was postaram się opisać swoje odczucia najtrafniej, najlepiej i najpoważniej, jak tylko potrafię. Poza tym, to moje pierwsze buty Nike, nie licząc tych najpierwszych, w których zaczęłam przygodę z bieganiem, ale one były dwa numery za małe i chyba nawet niebiegowe, więc czuję się zobowiązana i nadrabiam braki!

196462_189376061101729_174361_n

 

Skąd pomysł na te buty?

Jak wiecie… Bardzo długo biegałam w butach marki adidas. Zaliczyłam prawie wszystkich modele na booście i przez rok nie miałam kontaktu z innymi markami. Bardzo sobie chwalę buty adidasa, a pierwszy model Energy Boost uważam za najlepsze buty w jakich biegałam ever! (do tej pory). Przyszła jednak kontuzja, kilka trudnych miesięcy, poważnych decyzji, przemyśleń i tak jak wiele kobiet w takich chwilach zmienia fryzurę, ja postanowiłam spróbować z butami. Taki świeży start 😉 Gdy tylko dostałam zielone światło od lekarza i fizjoterapeuty, pobiegłam do sklepu wybrać kompletnie nowe buty, coś z czym nie miałam do czynienia. Po godzinach mierzenia i wahania, padło na Nike Elite Zoom 7.

IMG_3360

Co mnie skusiło w Elitach?

Nike Zoom Elite 7 są klasyfikowane jako buty treningowo-startowe, a ja jestem wielką fanką tego typu rozwiązań, stąd chciałam sprawdzić, co w tym temacie ma do powiedzenia Nike. Buty są dość lekkie (w moim rozmiarze niecałe 250 g), odchudzone i dynamiczne ale mają na tyle amortyzacji, że bez obaw możemy w nich iść na zwykły trening. To znaczy, nie do końca zwykły. But może sprawiać wrażenie sztywnego i twardego, dla osób lubiących dużą ilość amortyzacji, średnio komfortowy. Na wolnych wybieganiach moim zdaniem się nie sprawdzi, ale na szybsze treningi to trafiony wybór. Tak też je dzisiaj traktuję. Zakładam Elity, gdy idę szybciej pobiegać. Kusząca była także ich cena, w sklepie zapłaciłam coś poniżej 300 pln.

IMG_3498

Jakie słabe strony w nich odkryłam?

Początkowo “biegałam” w nich wszystko, no slowjoggingowałam. Robiłam po 5-6 km w 30 minut, takim tempem dobrze bym się czuła nawet w trampkach. Z czasem zaczęłam przyspieszać i wydłużać, a w butach zaczęło mi coraz więcej rzeczy przeszkadzać. Pierwsza sprawa, to mam długie, ale wąskie stopy i uwielbiam dobrze dopasowane buty. Elity nie są takie do końca. Są szerokie w śródstopiu i muszę je związać na maksa by w miarę zaspokoiły moje potrzeby. Do tego mają kształt łódki, przez co mam wrażenie, jakbym cały czas leciała na pięty. Nie chodzi mi już o samo lądowanie podczas biegu, ale nawet jak idę albo stoję to od razu cały mój ciężar przechyla się na pięty, a śródstopie wisi w górze i mogę sobie machać jak chcę połową stopy w bucie… Pod względem dopasowania do stopy, but kompletnie mi nie odpowiada, ale i tak lepiej w nim się czuję niż w Pegasusach (mierzyłam kilkanaście razy i chyba nigdy nie zdecyduję się na ten model). Skoro zaczęłam od narzekania, przejdźmy do podeszwy. Nie wiem co dokładnie za to odpowiada, ale w Elitach czuję się, jakbym biegała na kompletnie płaskich butach, opowiadając komuś o swoich wrażeniach użyłam zwrotu, gdy biegam mam wrażenie, że chlapię nogami jakby ktoś założył mi tekturowe klapki. Do tego co jakiś czas robi mi się odcisk, prawdopodobnie w typowym dla najkowców miejscu – szczerze to jeszcze nigdy nie dorobiłam się odcisków w butach biegowych. Terenowych i po ćwiczeniach boso miewam, po biegowych ewentualnie palce mam trochę zmasakrowane, ale odciski nigdy nie były moją specjalnością. Do teraz. Zauważyłam także, że but bardzo szybko zdziera mi się na pięcie, od wewnętrznej strony, co z jednej strony jest moją winą (taki styl), a z drugiej buta, gdyż jest lekki i z małym wsparciem. Na zakończenie już dodam, że właśnie w Elitach robiłam analizę swojego kroku w chodzie i biegu. Można by polemizować z niektórymi wynikami badań – byłam świeżo po zdjęciu usztywnienia, cały czas jeszcze odczuwałam bóle w nodze i miałam mocno osłabiony staw skokowy, ale jednym z głównych zaleceń, była zmiana obuwia. Mam tendencje do koślawienia tyłostopia. Co ciekawe większość minusów znika, gdy zaczynam przyspieszać…

Czy te buty mają swoje mocne strony?

Są lekkie, poza startówkami, najlżejsze jakie posiadam. Biega się w nich rewelacyjnie, pod jednym warunkiem – trzeba biegać szybko. Jest lekko, dynamicznie, nic nie przeszkadza, chlapanie, o którym pisałam przy minusach, zmienia się podczas szybkiego biegu w dynamiczne wybicie. Jest wygodnie i można w nich robić naprawdę świetnie treningi jakościowe. Myślę, że to ich największa zaleta. Są twarde, wymagające i kompletnie nie dające komfortu podczas długich spokojnych biegów, ale gdy przychodzi czas na przyspieszenie – sprawdzają się rewelacyjnie. W moim przypadku od razu nawet technika biegu się zmienia (jak szybko biegam nie koślawię tyłostopia 😛 ). Z takich pobocznych plusów mogę dodać jeszcze, że mają dobre wiązania i wygodny język – nawet przy mocnym związaniu nic mnie nie uwiera, a sznurowadła nie rozwiązują się ( to był zawsze duży minus adidasów). Materiał, z którego jest wykonany but, pozwala na bieganie zimą, ale jest na tyle przewiewny, że świetnie biega się w nich na siłowni.

DSC_0191

Podsumowanie

Były chwile, że nienawidziłam je i chciałam rzucić w kąt, po czym dawałam im szansę i robiłam świetny trening. A więc, o co z nimi chodzi?! Myślę, że to dobre buty, ale nie dla wszystkich i nie na wszystkie treningi. Stąd odradzałabym zakup Elitów na codziennie treningi – po prostu nie truchta się w nich wygodnie. Natomiast jeżeli szukasz czegoś na mocniejsze biegi: drugi zakres, tempówki, to wydają się być dobrym wyborem. Ja obecnie tak właśnie biegam, a całą resztę treningów robię w boostach. Jedno jest pewne, do tych butów będę miała wielki sentyment, z uwagi na okoliczności w jakich się poznaliśmy.

Pozdrawiam!

Share: