motywacja

Nie bądź dziewczyną ze szpitala

Nie wiem jaki jest dzień tygodnia. Godzina też bliżej nie jest mi znana. Leżę. Patrzę w sufit. Od kilku dni to moja jedyna perspektywa. Jak ja mogłam sobie to zrobić?

Gdy spotyka nas coś nieoczekiwanie złego, na zmianę załamujemy się i podejmujemy walkę od nowa. Płaczemy i śmiejemy się. Rezygnujemy z życia lub wręcz przeciwnie, zaczynamy korzystać. Myślimy dużo lub w ogóle. Mamy nadzieję. Tracimy nadzieję. Szukamy winy w sobie, w świecie, Naszym Stwórcy. Wariujemy. Czy już zwariowaliśmy? Wszystko prędzej, czy później sprowadza się do jednego, trzeba pogodzić się z losem i wybrać drogę. Odpowiedzieć sobie na jedno ważne pytanie: Co dalej z tym fantem możemy zrobić?

Słysząc diagnozy od lekarzy, pierwsza moja myśl brzmiała: moje życie się skończyło. 50 % szans, że będę normalnie chodzić. Bieganie nie jest dla Pani, a już tym bardziej wyczynowe. Powikłania po operacji, długie miesiące, a nawet lata rehabilitacji i leczenia, to przed Panią. Kurwa, czemu ja? Czemu Bóg stworzył mnie taką nieidealną? Czemu wszyscy mogą biegać setki, tysiące, a ja jestem na to za słaba? Czemu jak już coś mnie zaczyna boleć, nie może być to naciągnięty mięsień, zerwane ścięgno, rozcięgno, czy inne pierdoły, tylko od razu kataklizm zdrowotny? Nie jestem stworzona do biegania, a czemu akurat ja nie jestem stworzona do biegania? Co? Myślicie, że chciało mi się w tamtym momencie walczyć? Nie. Myślicie, że poznałam chociaż jedną odpowiedź na dręczące mnie pytania? Nie.

W końcu odrywam oczy od sufitu. Patrzę na dziewczynę obok, która boi się poprosić o rehabilitację. Walczy sama z bólem i wymiotami. Ze szpitala wychodzi ledwo trzymając się na nogach. Bez pomocy bliskich. Poddała się rok temu. Zrezygnowała ze swoich marzeń i planów. Chciałabym Jej jakoś pomóc, ale za długo sama patrzyłam w ten sufit. Co ja teraz mogę zrobić? Nie chcę być dziewczyną ze szpitala i Ty też nie bądź. Proszę. Tyle mogę zrobić dziś.

Nie słucham czarnych scenariuszy. Skupiam się na szukaniu podobnych przypadków w Polsce i za granicą. Szukam specjalistów, którzy spotkali się z podobnymi przypadkami u biegaczy. Nie mam ochoty, ale robię co każą rehabilitanci. Wiem, że jeszcze nie raz spojrzę w sufit, ale nie będę tą dziewczyną ze szpitala. Walczyć, to najlepsze co mogę zrobić by takich dziewczyn było mniej.

Gdyby tylko ktoś mi uwierzył, że tak bardzo bolało. Gdybym umiała odpuścić. Gdybym nie biegała. Jak wtedy wyglądałoby moje życie? Uniknęłabym tego przez co muszę teraz przechodzić? Nie wiem i się nie dowiem. Czasu nie cofnę, błędów nie naprawię. Wiem, że najostrożniejsi wpadają pod samochody, a niepalący chorują na raka płuc. Takie jest życie, nie tylko sport. Niesprawiedliwe i bolesne z jednej strony. Pełne doznań i emocji z drugiej. Ryzykowne. Puste bez pasji. Pewne przeżycia są nam dane, po inne sięgamy sami, cokolwiek nas spotyka, kształtuje nas i nasze życie. Czasem warto przyjąć najgorsze baty, podnieść się i iść dalej, mądrzej, inaczej a może mocniej przeżywać? Od doznań nie warto uciekać, tylko wyciągać z nich wnioski,  jeżeli chcemy by coś z tego naszego życia pozostało. Czuć. Życie trzeba czuć, zawsze sobie to powtarzam. Życie musi mieć kolor, kształt, smak, zgodny z tym co nam w duszy gra. Nie żałuję, że poświęciłam się bieganiu. Bieganie mnie określa. To moja pasja. Czy jeszcze kiedyś będę gonić? Nie myślę o tym dziś, ale łatwiej mi wierzyć i walczyć z myślą, że kiedyś sama nałożę oba buty biegowe i wyjdę potruchtać.

Nie rozpamiętuję. Nie gdybam. Nie obwiniam siebie i innych. Szukam wyjścia z sytuacji. Robię wszystko by prognozowane 7 lat zamieniło się w 7 miesięcy i wierzę, że mi się uda. Inspiruję się otoczeniem. Ludzie są niesamowici. Codziennie ktoś udowadnia ile wiara i duch walki są w stanie zdziałać. Poznałam historie ludzi, którzy wychodzili z niewyobrażalnych wypadków i kontuzji. „Widzisz tego w białej koszulce na rowerze? To Jarosław Hampel. Żużlowiec. Pół roku temu w wypadku dosłownie eksplodowało mu udo. Dziś jeździ już na rowerze. Niedługo wsiądzie na motor.” Jakiś czas temu wszyscy na chwilę wstrzymaliśmy oddech na wieść o wypadku przyjaciółki mojej siostry. Dziewczyny żyją wspinaczką. Coś poszło nie tak i Klaudia odpadła ze ścianki. Złamała kręgosłup. Dziś znowu się wspina. Człowiek to silna bestia, wiele zniesie, ale nic nie stanie się samo. Musi wierzyć, walczyć, mieć nadzieję i determinację. Wariactwo? To tylko pasja? Każdy żyje w imię czegoś. Jeżeli czegoś swojego – jest szczęściarzem. O tym co mi się stało bałam się mówić nawet najbliższym. Na początku wiedział tylko Bartek. Tacie powiedziałam dzień przed operacją. Byłam załamana swoją sytuacją, a ostatnie co chciałam usłyszeć, to „wina biegania”. Jeszcze nie usłyszałam, jeszcze wszyscy mnie oszczędzają, ale przyjdzie taki dzień i taka osoba. Dziś jestem gotowa na to spotkanie.

Nie jestem szczęśliwa i rzadko się uśmiecham, bo nie mam ochoty udawać. Boli mnie moja bezradność i zależność od innych. Staram się nie patrzeć na swoje nogi. Unikam odbicia w lustrze. Ciało sportowca powoli przestaje istnieć i nic z tym nie zrobię. Muszę wierzyć, że kiedyś wrócę mocniejsza. I wierzę.

Pozdrawiam!

Share:
  • Leszek Domżał

    Przykro słyszeć, że ktoś, kto inspirował tak wielu ludzi teraz sam jest w dołku. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia i biegania. To nie jest kwestia „czy”, wyłącznie „jak szybko” 😉 I tego się trzymaj!

    • dziękuję, ale nie pisz przykro, wzloty i upadki spotykają każdego, przykro by było gdybym z tego dołka nie wyszła, a ja zamierzam się z niego wydrapać 😉

      • Anita Falenska

        Wydrapiesz się…:) Po wielu miesiącach śledzenia Twoich wyczynów wiem to po prostu! Po cichu będę kibicować z całych sił!!

  • Łukasz Ossowski

    Brzmi to niewiarygodnie smutno, ale tak jak sama napisałaś – człowiek jest w stanie przezwycieżyć naprawde wiele przeciwności zdrowotnych. Każdy zna osobiście lub słyszal od znajomych o przypadkach beznadziejnych, które potrafiły odwrócić się o 180 stopni. To nie moje sprawa co dokładnie Tobie dolega i absolutnie szanuję Twoją prywatność. Wiem jednak, że odpowiednie nagłośnienie problemu być może pozwoliłoby otworzyć przed Toba drzwi, które dotychczas były zamknięte (specjalistyczne leczenie, wyjazd do zagranicznej kliniki, finansowe wsparcie itp.).
    Jesteś osobą publiczną, wszyscy który czytają Twojego bloga zawszę będą Cie wspierać (ja również) i nawet nie wiesz, ilu z nich ma „znajomego znajomego”, który jest światowej klasy chirurgiem/ortopeda/pracue w klinice specjalizującej się w podobnych urazach i będzie w stanie Tobie pomóc.
    Życzę Tobie jak najwięcej sił w tej nierównej walce i oczywiście powrotu do pełnej sprawności.

    • Dziękuję i naprawdę to nie jest smutny wpis. Ja mam nadzieję, jakieś nowe cele życiowe i wierzę że złe chwile miną 🙂

  • Beata Piórko

    Szacun dziewczyno! Czytam wszystko z wielkim napięciem, bo wiem, że któregoś dnia skończę na podobnym etapie, tylko nie wiem jak długo kręgosłup mi jeszcze wytrzyma i jak będzie potem… i za ten tekst Ci dziękuję, BARDZO dziękuję. Boli, czasem jak jasna cholera, a ja jak osioł uparcie dreptam, ćwiczę, gdzieś tam z tyłu głowy mając myśl: korzystaj póki możesz. I być może tym korzystaniem póki mogę jeszcze bardziej sobie szkodzę? Ale ile można uważać jak się siada, jak się schyla, jak stoi, żeby czasem nogi źle nie postawić, gdy wcześniej wszędzie człowiekacbyło pełno. Rozumiem, Tak bardzo Cię rozumiem. POWODZENIA, bo będziesz jeszcze biegała!

    • Oj naprawdę nie życzę CI żebyś skończyła tak jak ja, czy ogólnie źle. Życzę żeby jednak zdrowie się poprawiło, a na pewno nie pogorszyło, jak czujesz że coś naprawdę szkodzi nie warto iść dalej w tę stronę, a poszukać zdrowego rozwiązania. Wiem, że banalne i wiem, że nie zawsze się da. Ja jak już wiedziałam że coś jest nie tak było za późno, trochę przeholowałam, trochę miałam pecha, czasu nie cofnę, ale gdybym mogła to odpuściłabym sobie te ostatnie 10 kilometrów

  • Kasia, trzymam kciuki! Musi być dobrze! Masz w sobie tyle siły, energii i MOCY, że nie wyobrażam sobie innego zakończenia tego tymczasowego stanu!
    Zdrowiej!

    • dziękuję i nie martw się za mocno o mnie, naprawdę będzie dobrze 🙂

  • Bartłomiej Zyntek

    Wierzę, że dasz radę i się odnajdziesz w tej nowej dla Ciebie sytuacji. Jesteś silną babką. Nie jedne zawody, treningi nauczyły Ciebie, że trzeba walczyć do końca i, że wszystko jest w głowie. Poukładasz to sobie, jestem o tym przekonany. Zawsze powtarzam swoim dzieciom, żeby nigdy się nie poddawały. Mnie tego nauczył traithlon.I niech ta myśl, w trudnych momentach Ci przyświeca. Pamietaj Never Ever Give Up. Byłaś, jesteś i będziesz mocna. Tylko na chwilę wypadałaś ze swojego toru. Pamiętaj jesteśmy mocni na tyle na ile jest mocna nasza głowa. To tam teraz wszytko się rozgrywa. Przeszłość zostaw za sobą. Liczy sie tu i teraz. Trzymam mocno kciuki za Ciebie !! Masz koło siebie Bartka, który Ci pomoże.

  • Sylwia Grzeszczyk

    Siadam po prostu obok Ciebie. Posiedzmy tak razem. Proszę

  • Sylwia Grzeszczyk

    Siadam po prostu obok Ciebie. Posiedźmy chwile razem. Proszę

  • EwaPe.

    Wrócisz, nie myśl inaczej i nie trać wiary.

  • Sylwerado

    Kasia, my ambitni biegacze, pasjonaci z apetytem na więcej, zawsze w obliczu poważnych kontuzji i problemów, postrzegamy Świat w najczarniejszych barwach. Natomiast, myślę, że wszyscy mamy jeden gen, ten, który nie pozwala nam odpuścić, gen, który odpowiada za tą upartość, i konsekwencję w dążeniu do realizacji swoich marzeń!!! Kasia, wiem, że TY go masz!!! Czas, czas, trochę spokoju…ale absolutnie, nie ma mowy o poddaniu się, Ty nie będziesz tamtą dziewczyną, bo TY jesteś KAŚKA z RTW, my Ciebie Kochamy i wspieramy 😀
    ps. mój brat w sierpniu 2002 roku miał poważny wypadek, pogruchotana miednica, złamane trzy kręgi…itd…lekarze mówili, że jest ryzyko, że nie będzie chodził…., ale on w grudniu już śmigał po domu bez kul 😀 bardzo szybko wrócił do aktywnego życia: wspinaczka, rower. Gdyby nie blizny na ciele, nikt nigdy nie uwierzyłby, że to go spotkało.

  • hannah

    Oczywiscie, ze wròcisz, nie uwzgledniam innej opcji. I wysylam duzo pozytywnej energii i bedziesz w moich zyczeniach noworocznych. A przeciez wiadomo, ze zyczenia noworoczne maja moc stwòrcza.

  • Paulina Surmacewicz

    Dasz radę, to jak z dobiegnięciem do mety, tylko tym razem metą jest powrót do zdrowia 🙂 nie jesteś sama. Wszyscy są z Tobą. Jesteśmy 😉

  • Edyta Sta

    Przyszedl czas na walke poza bieznia, poza szlakiem. Wierze, ze powrot do zdrowia jest mozliwy. Byc moze nie bedziesz tak silna fizycznie jak jeszcze kilka tyg temu. Bedziesz silniejsza psychicznie. Moze Twoj przyklad pomoze innym „patrzacym w sufit”?
    Trzymam kciuki. Chcilalabym umiec pomoc. 🙁

  • Dire

    Kasiu, trzymaj się!! Wysyłam Ci tyle energii i uśmiechu, ile potrafię 🙂 Czytam Twoje wpisy już chyba od dwóch lat i za każdym razem połykałam je, jak tylko się pojawiały. Budzisz ogromną sympatię i wielokrotnie mnie motywowałaś i inspirowałaś. To dzięki Tobie kupiłam pierwszy zegarek (polecany przez Ciebie) i zaczęłam biegać. Jak tylko przeczytałam Twoją relację z Łemkowyny, ubrałam się i wyszłam do lasu i wbiegłam na najwyższą górę bez zatrzymania (a u mnie są całkiem okazałe), myśląc o Twoim poświęceniu, zacięciu i walce. A że jestem dość tłuściutka, to łatwo nie było 😀 Bardzo Cię podziwiam i życzę Ci mnóstwo siły i zdrowia… i miłości, bo z nią przetrwasz wszystko 🙂

    Okej, wyszło okropnie górnolotnie, ale chyba inaczej nie potrafię. Trzymaj się i uparcie wracaj do zdrowia!! <3 😀

  • Uysy

    Pod jednym z Twoich wpisów napisałem, że mam wrażenie, że się trochę za bardzo nad sobą użalasz.
    Zrobiłem to całkowicie świadomie, mając nadzieję, że Cię to wkurzy, chociaż to tylko jeden z wielu internetowych wpisów. Udowodniłaś, jak bardzo się myliłem (tzn. myliłbym, gdybym naprawdę tak uważał). Twarda sztuka jesteś.
    Spróbuj mi się teraz poddać, to przyjadę i nakopię do tyłka. A potem zrobię to wszystkim na literę G.
    Chcę Cię widzieć biegającą za.. jak najszybciej!

  • emka

    Trzymam kciuki, abyś dała radę wierzyć i marzyć… abyś mogła nadal biegać. Tyle razy inspirowałaś mnie do ruszenia tyłka z kanapy, mam nadzieję, że jeszcze nie raz uda Ci się samej pobiec. Kondycja – rzecz nabyta – wróci 🙂 nie przejmuj się 🙂 Dużo pozytywnych fluidów!

  • R_jak_Rzodkiew

    Trzymaj się Kaśka!

  • Wrócisz mocniejsza. Teraz sie trzymaj Kasia

  • Monika Szatkowska

    Kaśka jesteś silną kobietką ! Przezwyciężysz ten ciężki okres. Trzymam mocno kciuki 😉 ! Pamiętaj, że masz wiele życzliwych osób czytających Twojego blog, którzy zawsze będą z Tb… Wiem, wiem banalne… Ale tak jest.

    Za jakiś czas będziesz wspominać to jako lekcje daną od losu.
    Nie poddawaj się !;)

  • Marta Pyrz

    Kasiu, bardzo dziekuje ci za ten wpis. ustawia w glowie wszystkie mniejsze i wieksze wlasne kontuzje. Zycze Ci jak najszybszego powrotu do zdrowia, sprawnosci i mozliwosci jak najszybszej realizacji Twoich marzen!

  • Kamajla

    Kasia, kto jak kto ale Ty masz w sobie ogromnego przyjaciela-twardziela zwanego samozaparciem, który pomoże Ci przez to okropieństwo przejść. Nie znam Cię osobiście, raz Ci tylko pomachałam na Agrykoli i krzyknęłam „gratulacje” ale jesteś mi bliższa niż ktokolwiek biegający. Zawsze kibicowałam, zawsze trzymałam kciuki, zawsze podziwiałam. I to się nie zmieni. Tym razem kciuki zaciskam za Twoją silną wolę, za pozytywne nastawienie, które na pewno tam w środku masz (choć przykryte smutkiem i rozczarowaniem). Wiem, że i tym razem zwyciężysz. Być może będzie to największe wyzwanie i najtrudniejsza walka ale kobieto, Ty już tyle przeszłaś, że to nic innego jak tylko kolejny etap w Twoim biegu życia. Dasz radę! Ja w to nie tylko wierzę, ja to wiem!

    • Dziękuję za mądre i szczere słowa, naprawdę dużo znaczą 🙂

  • Czytając to, co piszesz, wierzę, że nie będziesz dziewczyną ze szpitala.
    Niech te słowa dodają Ci siły do walki. Trzymam kciuki, byś wyszła z niej zwycięsko.

  • Katarzyna Zendarska

    Kasia.. wiesz Kaśki są silne! Dodałaś otuchy i wiary w to, że przebiegnę maraton.. Doradziąłaś. Przebiegłam. Metę witałam z bananem na uszach. Ty razem ja Tobię życzę zdrowia! Zadziorą już jesteś, nie wątpię w to że się nie poddasz. Człowiek to bestia, ty taką jesteś. Ślę miliony pozytywnej energii! Uśmiechu i wytrwałości!! Buziaki

  • Michał

    jeśli bogowie chcą nas ukarać – spełniają nasze prośby

    • Piotr Skorka

      Ktorzy bogowie masz maila,albo jakis kontakt?

      • Michał

        Do wyboru do koloru, wybierz sobie 😉 I jest to cytat z Oscara Wilde’a, mam nadzieje, że autorka zrozumiała moją intencje…

        • Wilde czasami zbyt dosadny, ale przy tym ciężko z nim się nie zgodzić

  • Piotr Skorka

    Czesc:) No to zmotywowals biegaczy strachem, ja z moja kontuzja chetnie bym powiedzial pier…. te bieganie 🙂 zachowujesz sie jak by ci zostalo 2 tygodnie zycia.Rozumiem ze wy blogerzy zawsze czekacie na slowa otuchy ,podziwu ,gratulacje a jak ktos napisze negatywa to blokujecie .Wszyscy sa ciekawi co ci sie stalo bo martwia sie tez o swoje zdrowie, a tu wielkie ukrywanie, jezeli to rak to walcz jezeli sparalizowalo ci nogi to walcz.prowadzisz bloga dla ludzi o bieganiu a potem ukrywasz co bieganie ci wyrzadzilo.Dla mnie dystanse maratonu to wyniszczanie organizmu .Nie jestesmy zawodowcami zeby wystatrowac w biegu na 70 km po gorach bez doswiadczenia a potem w maratonie bo sponsor sie znalazl. Kazdej zimy masz konkretna kontuzje i kilka miesiecy przerwy jakze by moglo byc tej zimy inaczej? Tyle sie nauczylas …Jak w nastepnym roku wrocisz, to co po maratonie wystartujesz w Badwather? zal mi ciebie , tak trzymalem kciuki razem z Bartka marzeniami na forme 2:40 🙂 Tak to sa moje slowa otuchy a poza tym badz zdrow i czekamy na wpisy jak co roku jak wracasz po kontuzji 🙂 A teraz skasuj posta zeby inni nie przeczytali, a nie ty najpier odpisujesz w emocjach a po spokojnym przemysleniu potem kasujesz , duzo zdrowia 🙂
    Piot Skorka krytyk ( przez ludzi o slabym charakterze nazywany hejter) pozdrawiam i sory ze nie lize pupy jak inni ale tacy jak ja maja tez prawo funkcjonowac :*

    • Oj Piotrze, jak zwykle niezawodny i obecny gdy czuje, że może wzbudzić troszkę kontrowersji. Wiele moich wpisów by zrozumieć, trzeba posiadać umiejętność czytania ze zrozumieniem, to po pierwsze. I większość czytelników tę umiejętność posiada, stąd bawię się słowen i nie o wszystkim piszę na chłopski rozum. Mój drogi z krytyką spotykam się na co dzień i nie jest to dla mnie problemem. Ciężko by w życiu wszyscy szanowali nasze wybory. Ty natomiast pojawiasz się i komentujesz w tak abstrakcyjny sposób, że nie wiem z której strony to ugryźć. Problemem jest to, że nie napisałam wprost co mi jest? Czy to że ludzie życzà mi dobrze? A może to że dużo biegam? Po trosze, chyba wszystko dla Ciebie jest problemem, dla mnie na szczęście nie. Moje podejście do życia i pasji też warto przetrawić zanim mi doradzisz jakie maratony są złe. Jak wolisz wspinaczkę czy szachy, to ciężko będzie na tym blogu odnaleźć coś co do Ciebie trafi. Co do kontuzji, skoro już tak pilnie śledzisz moje bieganie, to wiedz że od kiedy piszę bloga miałam dwie przerwy i nic więcej, żadnych mniejszych bàdź większych przeciążen. Piszę 3 lata, w tym czasie miałam przerwę z powodu piszczela i teraz, jak na moje mocne podejście do treningów to dużo i nie dużo, ale takie jest ryzyko. Poza tym miałam jeszcze zespol pasma dawno temu , mala biegowa pierdola z którą wielu biegaczy się zmagało a biegam dobrych kilka lat, to nie jest każda zima, dla ścisłości 😊 Uzupełnij proszę w zakładce dane o RunTheWorld. Przepraszam za błędy, piszę z telefonu. Mimo wszystko życzę więcej empatii i zdrowszego podejścia do życia i ludzi.

      • Darek

        Facet mądrze Ci pisze, a Ty to ignorujesz i jeszcze jesteś niemiła, a wręcz go obrażasz. Zrobiłaś dwa maratony w odstępie dwóch tygodni, drugi ze spektakularnym rekordem życiowym, potem dowaliłaś ultramaraton po górach i na koniec jeszcze pobiegłaś maraton na Jamajce w koszmarnych warunkach i gigantycznym upale, zaczynając go niemal tak, jakbyś chciała wyrównać PB. Naprawdę uważasz, że Piotr nie ma racji i te starty pozostały bez wpływu na Twoje obecne problemy zdrowotne? Czy wszyscy lekarze, którzy twierdzą, że biegi powyżej 30-tu km są szkodliwe dla człowieka, to zwykli idioci? Jak długo będziesz jeszcze zastanawiać się: „k…, czemu ja”?

        • Czytanie ze zrozumieniem wystarczy. Pozdrawiam

          • Piotr Skorka

            Zimna glowa a nie rozglos wystarczy 🙂

        • Piotr Skorka

          Widzisz ktyryka ich boli i probuja w inteligenty sposob dokopac 🙂 Bo nie podlizalem tylka

      • Piotr Skorka

        Na co dzien mam krytyke i probujesz mi dojebac w swoim wpisie , ci co na codzien cie krytykuje im tez starasz sie dojebac.skrytykuj kogos zaraz ci oczy wydrapie

  • To banał, ale dasz radę, no, dasz!! Jesteś fighterką. Takie dziewczyny nigdy nie upadają na amen.
    Lubisz intensywne życie i ono Ci to daje; jak upadasz, to konkretnie i twarzą o ziemię, ale tylko po to, żeby się wnerwić i mieć siłę do wylezienia znów na powierzchnię 🙂 Bardzo trzymam kciuki, walcz mała!!!

  • Piotr Skorka

    P.s Nastepnym razem po zyciowce w maratonie daj organizmowi odpaczac pol roku, potem po 70 km ultra nastepne pol , nie jestes zawodowcem zeby startowac wiecej niz 2 razy w roku , chyba ze truchrasz na maratonach jak wiekszosc amatorow.Filozof specjalista .doktor , fizjoterapeuta , polaczek znajacy sie na wszystkim Piotr Skorka

  • Elwira Sochacka

    Trzymam kciuki! Nie poddawaj się!

  • pafcio

    Staram się wyobrazić jak się nudzisz w szpitalu…

    Z tych nudów postanawiasz ułożyć zaangażowaną piosenkę, stajesz na stoliku nocnym strącając wszystkie banany i butelki wody niegazowanej przyniesione przez odwiedzających i zaczynasz nucić. Wszyscy czytacze Twojego bloga doskonale wiedzą o czym traktuje tekst…

    https://www.youtube.com/watch?v=i41qWJ6QjPI

    Zrywasz się na równe nogi. Uff, szczęśliwie to tylko koszmar. Już 7:42?!? Te pieprzone chińskie budziki… Obuwasz ulubione boosty bo dziś w planie ostatnie 20 km ciągłego w TM. Kolejny maraton już za 2 tygodnie (filmik z trasy umieścili właśnie na stronie ;-)).
    Dacie wiarę?!

    https://www.youtube.com/watch?v=dW6SkvErFEE

    PS Trzymaj się i pamiętaj o niedokończonej rundzie wokół ziemi. 🙂

  • Krzysztof

    Kontuzje się zdarzają, ale skoro to blog „RunTheWorld” a kontuzja przez bieganie to czytelnicy chcieliby wiedzieć co się stało. Trzymaj się 90% sukcesu to głowa a Twoja wydaje się być silna (no może też trochę gorąca), więc na pewno się uda.

    • Na pewno na spokojnie na piszę, jak już sama będę wiedziała na czym stoję 😊

  • Kasia

    Kasiu, gratuluję nastawienia i jestem pewna, że będzie dobrze. Czytam bloga od dawna i widzę, że po każdej kontuzji wdrapujesz się bardzo szybko na jeszcze wyższy poziom. Biegowo jako amatorka zdobyłaś właściwie wszystko, wierzę że znów wrócisz silniejsza, niekoniecznie w bieganiu, ale Ty po prostu zawsze zmieniasz porażki w sukcesy! Niezależnie od dziedziny którą wybierzesz, jestem pewna, że tak będzie i tym razem. Pozdrawiam

    • Dziękuję bardzo 🙂 aż mi głupio że tyle osób wierzy, życzy powodzenia i się przejmuje moim losem. Dziękuję i postaram się nei straszyć Was gorszymi nastrojami 😉

  • Karolina

    Kasiu,podziwiam za wiarę i odwagę,za to,że nie zamierzasz się poddać. Tak trzymaj. W razie czego mów,jak będziesz się czuła gorzej. My wszyscy Cię tu podniesiemy na duchu. Mówi się,że kiedy coś nie układa się po twojej myśli,to los szybko ci to wynagradza i obdarowuje jeszcze większym szczęściem. Życzę Ci tego aby wszystko wróciło do jak najlepszego stanu,pozytywnych myśli i przede wszystkim…zdrówka 😜

    • dziękuję 🙂 wierzę, że po gorszych chwilach zawsze przychodzą te lepsze, po gorszych chwilach zawsze też mocniej doceniamy to co mamy 😉

  • Artiroth

    Cześć. Po operacji kręgosłupa -8 lat temu- lekarze śmiechem odpowiadali na pytanie kiedy mogę zacząć biegać. Według mojego ówczesnego lekarza prowadzącego bieganie było dla kretynów. W mojej sali w szpitalu 50% osób to byli pacjenci, którzy wracali na ponowne operacje. Kolega poznany w sali z identycznym rozpoznaniem i leczeniem spotkany po pół roku czuł się fatalnie. Ja po pół roku od zabiegu wróciłem do sportu. Teraz biegam (+ćwiczenia) i odnoszę wrażenia, że dzięki temu właśnie nie wróciłem do szpitala. Moim zdaniem, trzeba brać samemu odpowiedzialność za zdrowienie, a w mniejszym stopniu polegać na wyrokach lekarzy. Widziałem Cię jak biegłaś na Maratonie Warszawskim. Wyglądałaś na osobę, która może wiele.

    • Tak już poza tematem, to i w trakcie i po, maraton Warszawski 2015 wspominam najlepiej, lekko, miło, spokojnie – żadnego biegu nie biegło mi się tak płynnie i spokojnie – miłe wspomnienia 🙂 Podobnie jak Ty wierzę, że to na ile jesteśmy wrócić do zdrowia zależy przede wszystkim od nas samych, od naszej determinacji i nastawienia. Trzymam kciuki za Ciebie, oby tylko do przodu! 🙂

      • Krzysztof Lisak

        Ja miałem operację przepukliny L4-L5 równo 4 lata temu. W przyszłym roku zaatakuję życiówkę maratońską z 2010 roku, bo na krótszych dystansach już ciężko się lepiej rozpędzić 🙂 2 lata przerwy i start z bieganiem jakby od zera – mnie coś takiego spotkało. Problemy z kręgosłupem (miałem podobne objawy jak Ty, więc strzelam w ciemno) to trochę loteria, jedni po operacji funkcjonują super, inni się borykają. Nawet to nie zależy od lekarza operującego, bo mój ma tyleż negatywnych opinii w necie, co pozytywnych. Aczkolwiek mogę polecić CKR i oddział chirurgii jednego dnia w Konstancinie, bo koniec końców jest OK. Pozdrawiam i życzę powodzenia.

  • PawełM

    Kasiu, pamiętaj, że zgodnie z zasadami aerodynamiki trzmiel nie ma prawa latać. Ale trzmiel o tym nie wie; i lata. Ty też będziesz. Już niedługo. Inna sprawa – bardzo mądre i ważne to, co napisałaś. Każdy jest w innej sytuacji życiowej – niektórzy mają super, niektórzy mają dużo gorzej. Nigdy nie jest zupełnie beznadziejnie, i nigdy nie jest maksymalnie fajnie. Wszystko co nam pozostaje – to po prostu walczyć z całych sił. Trzymam kciuki za Ciebie!

  • Adam Elżanowski

    Pytanie mnie jedno trapi. W ciągu ostatnich 6 miesięcy ile dystansów maratońskich i więcej przebiegłaś? Pozdrawiam i życzę szybkiego powrotu do zdrowia!

  • Seweryn Szeląg

    Witam serdecznie

    Dookoła świata zostało 28 557 km. My rodzina biegowa czekamy na ciebie. A jak się dowiem że wymiękasz, to Cię znajdę. Nie będzie to miłe spotkanie. A na razie czekamy na meldunki z postępów w rehabilitacji, oczywiście jak już przejdziesz wszystkie operacje.
    Pozdrawiam

  • Nie myśl: dlaczego ja, bo nie tylko Ty. Każdego dotyka jakieś nieszczęście, tylko jako nieszczęśliwi tego nie widzimy. Jak masz kontuzję wszędzie widzisz zdrowych biegaczy, nie możesz mieć dziecka – widzisz wózki i reklamy zupek, rzuca cię ktoś – widzisz samych zakochanych. A prawda jest taka, że tysiące ludzi słyszą właśnie koszmarną diagnozę, ktoś traci dziecko, pewnie palą się setki domów i bankrutują setki firm. Nie mam zamiaru Cię pocieszać, że inni mają gorzej, chodzi tylko o to, że na każdego wylewa się czasem wiadro gówna.

    Uśmiechać się nie musisz, nie jesteś jakąś Pollyanną (choć i ona przestała się cieszyć, jak leżała w łóżku). A historie ludzi, którzy mieli już nie chodzić/nie żyć zna chyba każdy z nas. Sama znam, choć publicznie opisywać nie będę. Nie daj się, jedna bitwa to jeszcze nie wojna. Wojnę z draństwem wygrasz, wierzę.

  • justyna

    Nie wiem z czym się zmagasz więc nie będę pisała banałów,że na pewno za chwilę znów będziesz biła rekordy. Ale wiem że wyjdziesz z tych zmagań jeszcze silniejsza, bo nie jesteś typem który poddaje się i odpuszcza. Patrzę na swoje buty, TE buty,które przyniosły mi jesienią sporo szczęścia i w których pobiłam życiówki i zaliczyłam pierwsze biegi z wózkiem.One naprawdę dały mi kopa, a raczej ty za ich pośrednictwem, a teraz jeśli będzie trzeba my damy ci kopa do walki o siebie. Zdrowia!

  • Strasznie smutno 🙁 Ale na szczęście większość komentarzy jest dowodem na to, że nie jesteś sama i dalej wszyscy dobrze ci życzymy. Tym bardziej teraz.
    Będziemy kibicować, czekać na happy ending tyle, ile trzeba, bo jeszcze trochę do okrążenia świata zostało. Chyba nie sprawiasz wrażenia osoby, która poddaje się trudnościom i rezygnuje z walki. A nawet gdybyś się poddała, to tyle osób zapowiedziało już kopanie po tyłu, że jak będzie trzeba, to przelecisz resztę brakujących kilometrów 😀
    Zdrowia!

  • Łukasz

    Niedawno byłem częściowo przypadkiem na spotkaniu z Martyną Wojciechowską. Drobną dziewczyną o niezłomnej woli. Bardzo mi przypominała Ciebie. Złamała kręgosłup a mimo to zdobyła Koronę Ziemi. ( wcześniej jako pierwsza polka ukończyła Paryż -Dakar ). „Niemożliwe nie istnieje” – cały czas to powtarzała, pewnie Ty rozumiesz to znacznie lepiej niż ja. Pozdrawiam.

  • Łucja

    Wierzę, że wrócisz do formy. Życzę Ci byś wykorzystała ten czas impasu biegowego na stworzenie czegoś pięknego.
    Będę się za Ciebie modlić 🙂

  • Kasia trzymaj się! Dasz radę!

  • Andrzej

    Kasiu trzymaj się – nie chcę pisać „pod publiczkę”, ale naprawdę wiem co to nie móc robić co się kocha. Ale wierzę, że Ci się uda. Mnie kiedyś też lekarz powiedział, że o bieganiu mogę zapomnieć ( zerwałem mięsień ). I co ? Minęło wprawdzie dużo czasu, ale dziś – między innymi dzięki poradom Bartka ( jeszcze raz dzięki ) – jestem piąty rok po tym jak wróciłem do biegania. W zeszłym roku nabiegałem życiówkę na 10 km i w półmaratonie. Więc musisz wierzyć i się za cholerę nie poddawać. TRZYMAJ SIĘ.