life style

Najbardziej irytuące rzeczy podczas biegania

Bieganie przede wszystkim kojarzy się z przyjemnością, relaksem, uśmiechem, spokojem… prawda? Raczej nie, ale spróbuj napisać, że jesteś zmęczony treningiem albo co denerwuje podczas biegu, a przekonasz się ilu jest obrońców biegania w imię endorfinek!

Ja też uwielbiam endorfiny! Co nie zmienia faktu, że nie zawsze w moim bieganiu jest różowo, a to zmęczenie bierze górę i trening nie wyjdzie, a to coś zdenerwuje na tyle, że musimy go przerwać.  Właściwie za każdym razem gdy układam włosy przed biegiem, przypomina mi się stara lista rzeczy irytujących, którą sporządziłam kilka lat temu. Dziś trochę ją aktualizuję, ale wierzcie mi, jedno się nie zmienia – numer jeden zostaje!

Oto 5 najbardziej irytujących mnie rzeczy podczas biegania. Daleko nie musiałam szukać, czy to oznacza, że nie ma dla mnie ratunku?

V GPS…

Wychodzę na zewnątrz, włączam zegarek/telefon, zaczynam rozgrzewkę i liczę, że jak skończę, sygnał GPS będzie OK. Nie zawsze tak jest. Pogoda (może złośliwość rzeczy martwych?) powoduje, że czasem muszę poczekać kilka minut! Tyle wystarczy żebym zaczęła tupać nogą i nerwowo maszerować, resetować sprzęt, przypuszczać, że to już koniec i na pewno zepsuł się na zawsze! Może przesadzam z tą paniką, ale przyznaję, ja po prostu nie lubię czekać. Dla zwolenników naturalnego/wolnego biegania, przywiązanie do sprzętu może się wydać bardzo głupie lub śmieszne. Niestety nic na to nie poradzę, przywiązałam się do tych stukających kilometrów. Bez muzyki na trasie umiem sobie radzić, ale bez miernika – NEVER!

IV SASZETKA NA PAS

Jaka wspaniała i markowa by nie była, idealna nie będzie. Lata testów mam za sobą, wiem co piszę. Bywają lepsze i gorsze. Zdarzają się biegi, na których tak się wszystko ułoży, że nic nie przeszkadza, nie podskakuje, nie szeleści, nie przesuwa…ale tylko bywają. Mocniejsze biegi biegam się bez dodatkowego sprzętu, ale czasem nie mamy wyjścia i trzeba wziąć coś na klucze, żel, telefon. Decydując się na bieg z saszetką, nauczyłam się jednego – nie miej złudzeń, że będzie wygodnie, a się nie zdenerwujesz. Im dłużej stawiasz opór, tym więcej nerwów stracisz.

III AMBITNY ZAJĄC

Któż to taki? A no towarzysz biegu, który z racji, że biega szybciej, zdecydował się pomóc w treningu, ale w międzyczasie zapomniał, że jego komfortowy trening, to mój na granicy możliwości i biegnie wesoło rozmawiając 5-10 metrów przed tobą. A ja? A ja na tych tyłach zła jak osa, bo a) nawet jak coś mówi to nie słyszę co mówi, bo jest za daleko, b) nawet jakbym chciała się dowiedzieć co mówi i poprosić o powtórzenie, to jestem już zmęczona i nie mam siły krzyczeć w trakcie mocnego treningu, ej… przepraszam o czym to mówiłeś dwa zdania wcześniej? c) jestem zła, że miał pomagać, a bieg kilka metrów przede mną wg moich wytycznych wcale nie jest pomocny! Pomocny jest obok mnie lub tuż przede mną, okraszony miłą motywacją: dajesz Kasia, dobrze ci idzie, trzymaj luz itd. Ja wiem, że to dziwne i nie mam pretensji do nikogo oprócz siebie samej, że mnie to denerwuje. Prawda jest taka, że na takich biegach powinnam zmotywować się i spróbować utrzymać narzucone tempo zamiast niepotrzebnie denerwować się… musze nad tym popracować.

II DŹWIĘKI

Wyobraźcie sobie taką sytuację: zawody na długim dystansie, walczysz z samym sobą, zaciskasz zęby i… łapiesz rytm z kimś kto głośno sapie, pochrząkuję, albo gorzej! (bo głośne oddychanie to i mnie się zdarza), ma ze sobą klucze, groszki, drobne (po co na zawody swoją drogą drobne?). Kilka minut można znieść, ale 20, 30, 40 km … świętego by zirytowało!

WŁOSY

Zło w czystej postaci!
Bezkonkurencyjne, od wielu lat, są moje włosy! Podczas każdego kolejnego biegania utwierdzam się w przekonaniu: tak to wy podłe włosy irytujecie mnie najbardziej!

Tak pisałam kiedyś: Moje włosy są długie, niesforne i grube. Kucyk tłucze mnie raz z prawej, raz z lewej, albo opada mokry na plecy. Koki… raz na 10 udaje się zrobić takiego, który nie ciągnie i nie ciąży i jest w stanie utrzymać się na miejscu do końca! O rozpuszczonych nawet nie myślę :/ Dobrą opcją jest zaplatanie, na które nie zawsze starcza czasu i umiejętności. Marzeniem jest by przed zawodami ktoś robił koronę z warkocza. Co do krótkich (bo pewnie to polecicie), kiedyś miałam włosy na boba i krótsze. Pamiętam, że wcale lepiej się nie biegało, bo (może zabrzmi to obrzydliwie), ale gdy kapie z nich do oczu… to nie ma przebacz, krótkich nie zwiążesz.

Tak piszę dziś: Moje włosy są pół długie, a denerwują jak długie. Niestety nie są już tak długie i piękne, lata treningu, pejtania gumką, pływania robią swoje. Teraz poza tym, że denerwują na biegu, puszą się po pływaniu i uwierają pod kaskiem 🙂

Ufff u mnie byłoby na tyle… A u Was?

Share:
  • 1. Dzwoniący telefon/SMS
    2. brak sygnału GPS
    3. Pies mi zamula i wącha krzaki i wszędzie sika zamiast biec.
    4. nagły napad głodu
    5. silny wiatr który jak ściana zatrzymuje mnie lub cofa

    • haha muszę przemyśleć to co napisałeś o psie, bo mąż chce mi psa do biegania sprawić 😉

    • Anonymous

      o tak, pies może podnieść cukier 🙂

    • Anonymous

      jeśli chodzi o włosy to spróbuj opasek, takich jak mają np. niektórzy piłkarze….(kiedyś Ronaldinho)….:)

  • Biegam po mieście…irytują mnie często kierowcy, którzy stają np. na mojej drodze połową auta bo akurat wyjeżdżają z jakiejś małej uliczki. Dostaje wtedy szału. Z napojem byłoby podobnie jednak mam sprytny plecak na plecy i wchodzi w niego śmiało bidon, nie obija się, jakoś specjalnie nie przeszkadza, jednak trzeba trochę zwolnić i nagimnastykować się przy chęci skorzystania z napoju. Kabel od słuchawek wręcz mnie wkur…ia tak, że czasami wyrywam słuchawki z uszu i biegnę bez. Z gpsem nie mam problemu odkąd używam lepszego modelu telefonu;) na pot (bo jestem facetem z krótkimi włosami) kupiłem czapkę z daszkiem i nawet w nocy z nią biegam:) jeśli już pot leci to ktoś mądrze zaprojektował ową czapkę i spływa po daszku i nie przeszkadza. No i jak mam czerwone światło na przejściu dla pieszych:P:P
    Pozdrawiam

  • haha
    mi tam butelka z wodą nie przeszkadza
    włosy robię w kucyk i z tego warkocz 🙂
    powtarzające się dźwięi to faktycznie udręka,ostatnio coś mi strzelało w kręgosłupie szyjnym,masakra
    ale na 1 m-cu jest u mnie: juz po 15 min chce mi się sikać 🙂
    a silny wiatr-to nawet lubię 🙂

  • Ala

    1. Ból nogi
    2. Światła
    3. Nieprzepuszczający na pasach kierowcy.
    4. Wyskakujący z znienacka pies.
    5. Nagły głód/pragnienie.

  • Mat

    Problemy z butelką i sygnałem GPS (też mam Garmina 210) są mi bardzo bliski 🙂 Odzienie też czasem mi przeszkadza, ale raczej z tego powodu, że ubrałem się za grubi mi gorąco, albo za cienko i mi zimno 😉 Ponadto denerwuje mnie trochę to, że zawsze muszę biegać z kluczami w ręku. Nie schowam ich do kieszeni bo wtedy latają, dzwonią i mnie denerwują. Są na szczęście małe więc trzymam je w dłoni cały czas, ale chętnie bym wymienił kiedyś zamek w drzwiach na taki co rozpoznaje np. linie papilarne i uwolnił się od kluczy raz na zawsze! 😀

    • ja zawsze mam przy sobie jeden, resztę odczepiłam 😉

    • Anonymous

      zawin w papier lub chusteczkę. nie dzwonią.

  • Anonymous

    1. a co powiecie na to jak podczas biegu źle kliknąłem w Endo i zakończyłem trening gdy leciałem na życiówkę? AAAA! i tekst „wracam do domu !” – wpisywanie z ręki do Endo to nie to samo 🙂
    2. kamyk który wpadnie do buta i wieczny dylemat , zatrzymać się i wyciągnąć? czy biec dalej może się gdzieś upcha w bucie i nie będzie przeszkadzał?
    3. okrzyk tem-po ! tem-po! jak ktoś cię widzi jak biegniesz ( a nie to ja zawsze tak krzyczałem jak byłem mały i chciałem pownerwiac jakichś biegaczy 🙂

    PS> Nie wiem kto biega z tym pasem i bidonem? ja kupiłem elegancki Nike ( 0,6 L) i jak biegnę to sie majta na wszystkie strony – beznadzieja,nawet jak pas-gumka mam sciśnięty na max – W sumie to tylko na rower się przydaje.

    • Ja mam asicsa niby też taaaaaaaki wypasiony a biegać się w nim nie da :/

    • Anonymous

      Z przerwaniem treningu na endo nie ma problemu. Klikasz nowy trening lecisz dalej. W domu wrzucasz treningi na portal, nastepnie eksportujesz obydwa pliki treningów (polecam w tcx) na dysk komputera. Otwierasz pliki w notatniku, ja je potem przeklejam do worda bo łatwiej się połapać. sumujesz kalorie, sekundy, metry, doklejasz wartości z treningu II do I, znowu kopjujesz do pliku tcx w notatniku, importujesz na server i gra gitara.

    • Anonymous

      Endo ma funkcję scalania treningów. Ostatnio korzystalem jak przerwało mi muzykę i próbując ją wznowić narobilem glupot.

  • Anonymous

    1. Ucieczka przed psem.
    2. Masa aut na drodze jak chce przebiec na drugą stronę lub pociąg przez którego muszę czekać dobre 3-5minut na przejściu.
    3. Piraci drogowi.
    4. Dzwoniący telefon.
    5. Gdy jakiś debil mówi po 20km mojego biegu: „co tak wolno?” a sam tylko spaceruje, stoi w miejscu.

  • 1. gdy ubiorę się za ciepło, przez co później bluza zwisa mi na biodrach
    2. źle zasznurowane buty (raz za luźno, raz za mocno)
    3. dyndające słuchawki ;D
    4.. i pewnie coś by się jeszcze znalazło…

  • Anonymous

    Dla odmiany z męskiego punktu widzenia:

    1. Na dłuższych biegach dedykowane koszulki obcierają sutki – takie niemiłe szczypanie (niby można zakleić plastrami, ale te też się odklejają) – a smarowanie się Sudocremem to też dziwna metoda

    2. Kontuzje – latnie z bólem – nic przyjemnego – zamiast chwytać biegowe endorfiny – człek myślami wędruje po bolącym miejscu.

    3. Partner biegowy – gaduła – absolutnie z nikim nie biegam. Nie lubię gadania, sport to chwila dla siebie, chwila izolacji, walki, wytrwałości. A biec z kims i gadać, to jak pizza bez sera i sosu, da się przełknąć, ale rarytasem nie będzie. Prędzej wolałbym być zamknięty w Guantanamo z 4 meksykańskimi homorecydywistami niż biegać z osobą towarzyszącą, która nawija.

    4. Rozciąganie. Bo prawdziwy mężczyzna się nie rozciąga 😉

    5. Pasek od pulsometru zasługuje na wyróżnienie, tak naprawdę to ścisłe podium nielubienia. To dzieło szatana, mające pomóc biegaczowi, tak naprawdę wbija szpile, obciera, ciśnie, samo się poci i generalnie jest jak duża paczka krakersów w filharmonii na koncercie w piano pianissimo – do dupy.

    6. Wiadukty, przejścia podziemne etc. Bo kradą zasięg satelit w GPSie, i jak człowiek zapomni włączyć stopa na chwile, to potem na Endomondo wychodzą Usainboltowskie prędkości.

    7. Czerwone światła podczas biegania w mieście. Apogeum, zaraza! jak cokolwiek MA PRAWO powstrzymywać biegacza na prostej drodze? Rozwiązaniem są wieczorne biegi i nadzieja, ze policja nie sledzi tras na endomondo 😛

    8. Luźne majtki – bo latają jajka i się o siebie obijają 😀

  • Anonymous

    PS. Wpis by Kyniu 🙂

  • pas z bidonikami idealne rozwiązanie:)
    włosy mam cienkie i łatwo je zaplątać w kucyk, ale czasem mocno irytują:)

  • Powiedzmy sobie szczerze, większość tych „dokuczaczy” biegowych da się wyeliminować. Ciuchy? wybieram najwygodniejsze, wycinam metki. Włosy? Upinam warkocz lub 2, krótsze kosmyki wspomagam spinkami lub chustą / opaską. Klucze? Zabieram tylko 1 z całego pęku, wtedy nie dzwoni w kieszonce, w chłodniejsze dni klucz wkładam do rękawiczki. Pas z bidonem? Wypróbowałam kilka i zrezygnowałam, na interwały „tam-i-spowrotem” zabieram bidon który czeka na zmianę na płocie, a na długie bieganie idealny jest camelbak. Wiadukty? Zaczynam trening za wiaduktem (jeden mam tuż przy osiedlu). Czerwone światła? Układam trasę tak, zeby nie mieć skrzyżowań i przejść ze światłami po drodze.
    Zostaje jedna rzecz, na którą nie mamy wpływu: dźwięki wydawane przez innych biegaczy. Raz biegnąc na 10km miałam cały czas tuż za sobą dziewczynę tak sapiącą, jakby miała agonalne stadium astmy – aż sama miałam wrażenie że się duszę;) innym razem biegła za mną dziewczyna z włączonym alarmem w garminie, alarmem dźwięczącym „za wysokie tętno”. Nawet sobie nie zdawałam sprawy, że tak mnie to może zdenerwować!! I dlatego na biegi uliczne wkładam sobie do uszu muzykę;)

  • 1. Bóle… Przeróżne bóle nóg albo w klatce piersiowej. Jak biegałam rano to po niecałych 2 km tak mnie rozbolały nogi że ledwo doczołgałam się do domu! (serio! to było straszne :c)
    2. Psy >:( Nie ma na to rady. Biegam zawsze w wąwozie, nie mam za wiele miejsc do wyboru i nie raz zdarzyło mi się, że psy na mnie skakały. Boję się dużych psów od dziecka a ludzie w wąwozie normalnie mnie WYŚMIEWAJĄ! ostatnio koleś się ze mnie śmiał do swoich znajomych, że jak szła gromada psów z właścicielami zajmując cały chodnik to obeszłam tą paradę trawą z boku. wielkie rzeczy. ale facet mi trochę popsuł humor złośliwymi komentarzami.
    3. Źle zawiązane buty, raz za ciasto, raz za luźno.
    4. Wypadająca mp3 i wypadające słuchawki.

    eh zwykle nie narzekam ale jak się nad tym zastanowić…;)

  • 1. słuchawki:/ ale bez nich nie cierpię biegać więc muszę je tolerować:/
    2. butelka – jak muszę to biorę do saszetki na biodra ale lata jak głupia wokół mojej osi:/ chyba skuszę sie na pas z kilkoma bidonami
    3. gps i jego brak zasięgu
    4. do włosów polecam opaskę lub czapkę
    5. z kluczy też biorę tylko jeden
    hmm to by było chyba na tyle 😉

  • 1. Ludzie idący całą szerokością chodnika – po co mają się przejmować, że ktoś chce ich wyprzedzić
    2. Rowerzyści jadący nieostrożnie, chodnikiem, często tuż obok ścieżki rowerowej
    3. Psy – małe i duże, spuszczone ze smyczy + właściciele, którzy nie robią sobie nic z ich ujadania na biegaczy + niesprzątanie kup z trawników i okolic
    4. Odcisk na stopie czy inne obtarcia, które właśnie się tworzą
    5. Akumulatorki, które wyładowały się już na początku biegu
    6. Dobry pomysł, który wyparował tuż po wejściu do domu
    7. Głupie zaczepki – ale pupa, dokąd Pani tak biegnie, może pobiegnę z Panią etc.

    Kolejność raczej przypadkowa 😉

  • Anonymous

    Witaj!Przeczytałam Twój blog od deski do deski:)Ciągle wspominam,że moim marzeniem jest triathlon, ale jak to bywa mówić można dużo gorzej z wykonaniem. Twoje wpisy tak mnie zmotywowały, że…poszłam biegać. Zrobiłam ok 7 km, pamiętając o Twoich zaleceniach rozgrzewka, rozciąganie itd..Mój pierwszy trening 🙂 Twój blog i Twoje osiągnięcia motywują do działania za co bardzo dziękuje. Jeszcze dużo muszę się nauczyć , postanowiłam zrealizować plan biegowy (http://bieganie.pl/index.php?show=1&cat=19&id=432)zaczynając od 4 tygodnia i w grudniu ruszyć na półmaraton. Nie wiem czy to nie za szybko na amatora niezbyt wysportowanego? Będę wdzięczna za wszelkie rady. Dziękuję i pozdrawiam 🙂 Aga

  • Cześć! Super, że się zmotywowałaś 🙂 tzymam kciuki żeby to trwało! Co do planu, to ciężko powiedzieć (nie wiem o Tobie za duzo) może to być za szybko, tym bardziej, że przed nami zima, ale z mądrym podejściem można wiele osiągnąć. Ja przed pierwszym półmaratonem długo się nie przygotowywałam- wszystko jest możliwe. Biegaj, realizuj plan, a jak poczujesz, że trochę za dużo i za szybko, to zwolnij. Pierwszy półmaraton możesz pobiec spokojnie, bez ciśnienia na czas 😉 pozdrawiam

  • Ja mam pas z dwoma buteleczkami, i też mi się macha 🙂 obija itp 🙂

  • Anonymous

    Jestem człowiekiem dość cierpliwym i mało rzeczy wyprowadza mnie z równowagi, ale :
    1. Włosy(gumkę zaciskam, ze lifting nie potrzebny)
    2. Brak sygnału GPS.albo zginie po 100 metrach jak dzisiaj,
    3. Dzisiaj się dowiedziałam, że nie lubię jak mi deszcz zalewa okulary,
    4. Mijające samochody, które na mnie trąbią( tętno skacze mi do 200),
    5. Nie wiem, czy to nie powinien być punkt pierwszy, ale denerwuje mnie mój własny , głośny oddech. Zaczęłam go kontrolowanie przyciszać, ale po pewnym czasie mam wrażenie, że w ogóle nie oddycham, więc zaczęłam biegać w słuchawkach. No dobrze…ale przecież ludzie mnie słyszą!
    Gorąco pozdrawiam.

  • Anonymous

    Hej.
    Problem z wlosami – skad ja to znam! Dobrze, ze nie masz grzwyki – pot kapiacy ze strakow na twarz to tez nic przyjemnego…
    Kucyk/warkocz maja tendencje do rozciapciwania sie w najgorszych momentach. Jakis czas temu odkrylam spinki (wypelniacze?) do koka (cos w ten desen: http://modatotu.pl/6789-thickbox_default/hairagami-spinka-do-koka.jpg ). Montowanie tego na lbie wymaga troche wprawy w zakladaniu, ale potem siedzi jak przymurowanie. Mozna 8 godzin tanczyc pogo i nawet wlosek nie wylezie. Ja kupilam w zlotych tarasach w sklepie ze spinkami, ale pewnie mozna dostac wszedzie.

  • Anonymous

    Hej 🙂 wiem, że to nie do tego postu, ale co tam.
    Dziękuję, bo dzięki tobie dość niedawno zaczęłam biegać. Myślałam o tym wcześniej, ale jakoś nie miałam motywacji i zawsze miliard wymówek. Od kiedy zaczęłam czytać twojego bloga, jakoś tak po prostu mi się chce 🙂 i muszę przyznać, że bieganie (na razie z marszem, ale jak na początki jest dobrze) jest bardzo przyjemne. Chyba zaczynam rozumieć wszystkich biegaczy. Póki co nie biegam zbyt dużo bo mam kiepską kondycję chociaż jestem szczupła, no i czasem kręci mi się w głowie, ale to tylko kwestia czasu. Mam nadzieję, że pokocham bieganie, tak jak ty. Chciałabym, naprawdę.

    A co do tego, co przeszkadza przy bieganiu – u mnie z włosami sprawdził się wysoki kucyk, a później warkocz. Trochę mi się obija bo rozpuszczone włosy mam prawie do pasa, ale nie przeszkadza aż tak bardzo.

    Hejlij.

  • Nie rozumiem ludzi którzy odradzają biegania z powodu potencjalnych dolegliwości ze stawami. Ja jestem początkującym biegaczem i właśnie zaczęłam korzystać z profesjonalnego programu treningowego ale powiedzieć mogę, że wystarczy po prostu zacząć biegać.

  • Przeczytałam, ubawiłam się do łez!!!! Mam DOKŁADNIE te same odczucia, albo jestem Twoim klonem! pozdrawiam serdecznie
    Hania

  • Z napojami miałem ten sam problem, ale kolega podpowiedział mi, żebym spróbował biegać w koszulce na rower – tam z tyłu znajdują się bardzo fajne kieszonki, bo i nawet banany się mieszczą w większej ilości niż sztuk raz 🙂 Nie każdemu to może będzie odpowiadało, ale u mnie sprawdza się w 100%. Super blog – pozdrawiam

  • Z napojami miałem ten sam problem, ale kolega podpowiedział mi, żebym spróbował biegać w koszulce na rower – tam z tyłu znajdują się bardzo fajne kieszonki, bo i nawet banany się mieszczą w większej ilości niż sztuk raz 🙂 Nie każdemu to może będzie odpowiadało, ale u mnie sprawdza się w 100%. Super blog – pozdrawiam

  • Anonymous

    Tak czytam te Wasze opisy przeszkadzaczy, i mi Was żal Drodzy Biegacze!
    1. butla – ja na zwykły trening do 15km nie zabieram, na wybieganie biorę, zostawiam po 3-5 km w krzakach żeby mieć na powrót. Polecam też camelback na pasie biodrowym od inov-8, rewelka.
    2. ubranie – trzeba kupić wygodne i tyle. nie wygodne wywalić i nie używać. ktoś pisał że źle dobrał ilość warstw do pogody – no ludzie termometrów nie macie? żeby się z tym ogarnąć wystarczy jeden sezon. ja wiem co do stopnia czy zakładać krótko czy długo – ew. wiatrówka i jedziemy
    3. piszecie że ludzie trąbią, dogadują, śmieją się…biegam parę lat po Wawie – nie zauważyłem. raz mi facet na pasach zajechał drogę, to cyk, przebiegłem mu przez maskę. nawet słowa nie powiedział 🙂
    4. psy – to jest faktycznie problem, chociaż to trudne, to pamiętamy o pewnej siebie, otwartej postawie do psów – ale wyłącznie atakujących, żeby nie prowokować bez potrzeby. jak atakują – to my tak samo, łapy do góry, głośny niski krzyk. naprawdę działa nawet na agresywne potwory
    5. włosy – ja jestem łysy, więc się nie wypowiem, ale pot mnie zawsze zalewa, nie ruszam się bez czapki z daszkim lub buffa
    6. garmin – kładę na oknie pół godziny przed wyjściem. jak złapie sygnał wyłączam – potem na zewn. ZAWSZE łapie od razu
    7. ktoś pisze że przeszkadza ból nogi. no kurde a mi ból ręki. ludzie ogarnijcie się
    8. prawdziwy facet się nie rozciąga – to ja jestem prawdziwy kobitka

    Szanowna autroko bloga – gratuluję. Masz fajną łatwość pisania, przyjemnie się czyta Twoje wpisy. A przyznam, że i popatrzeć jest miło 😉

    Powodzenia, i dwójki z przodu życzę 🙂

  • Anonymous

    Świetny blog! Dopiero go odkryłam, ale zaraz po dzisiejszym treningu bardziej się wczytam. 😉
    Na marginesie – autorko, masz cudowną figurę, do takiej właśnie dążę! 🙂

  • Anonymous

    Biegunka na 5 kilometrze!!!!! To jest jakaś masakra…….

  • Nie polecam pasa z mniejszymi bidonami. Buteleczki także się obijają i to nawet bardziej irytująco niż w przypadku dużego bidonu 😉 Najlepszym rozwiązaniem dla mnie jest plecak z camelbackiem. Wbrew przypuszczeniom prawie w ogóle nie czuć go podczas biegu, a woda jest cały czas pod ręką.

    • Dokładnie! Camelback daje radę, też sobie sprawiłam. Tylko z tym myciem ciężko

  • a opaska na rozpuszczone włosy, tak aby nie miały jak wejśc na twarz?

    • Teraz mam krótkie i czasem biegam w samem opasce – sprawdza się, ale jak był dłuższe to lepiły się do pleców bleeeeh 😉

  • Ja do pierwszego półmaratonu przygotowywałem się nie cały miesiąc. Trening był mocno przyspieszony ( przedtem nie wiele biegałem) Ale dałem radę . Satysfakcja i radocha na mecie po prostu bezcenna 🙂 🙂 🙂

  • Jako alternatywę zamiast pasów biodrowych, butelek trzymanych w ręku polecam Camelbaka, piękna sprawa, posiadam wkład 3l ale można poszukać mniejszą pojemność 🙂

  • Ooo mój nr 1 to też włosy, mam długie, ciężkie i strasznie plączące się, więc kucyk odpada 🙂 Ale w sezonie jesień/zima włosy to najmniejszy problem – oto mój sposób – zaplatam warkocz i zakładam czapkę, a resztę warkocza chowam pod kurtkę, tak żeby się nie majtała podczas biegu – proste i bardzo efektywne 🙂 Lato to koszmar – warkocz lata od prawej do lewej i ciągnie za skórę, kok odpada, bo boli jeszcze bardziej.
    Poza tym denerwuje mnie również katar podczas biegu i dźwięk dyndających kluczy 🙂
    Ktoś powinien podjąć się zadania stworzenia listy fryzur idealnych dla osób ćwiczących/biegających 🙂

  • A ja mam pytanie, jak rozwiązać problem picia podczas długich wybiegań zimą przy minusowej temperaturze ?

    • Jak jest zimno to nie chce mi się pić tak do 20 km, a co dalej … w ten weekend spróbuję z jakimś żelem i wodą w plecaku

    • Przecież to proste!!! Bierzesz picie w termos, termos odkładasz w ustalonym miejscu i wybierasz sobie taką trasę żeby w połowie biegu przebiec obok tego termosu 😛 Albo bierzesz monetę 5zł i korzystasz z dostępnych miejsc z piciem po drodze 😉

    • raz tak odstawiłam i po jednym okrążeniu nie było…

  • Piekna kobieta biegnąca przedemną 😀

  • Uśmiałam się w głos 🙂

    1. Kluczyki do samochodu dyndające w kieszeni (to jak dojeżdżam na trening do parku)
    2. teraz schudłam i spodnie mi zjeżdżają wszystkie – czas na wymianę garderoby hehe 🙂
    3. przekłamujące endomondo – które zaniża dystans z racji niedobrego sygnału GPS!

    Ostatnio utopiłam telefon i czekam na nowy a biegam póki co tylko z aplikacją i smartfonem – uczę się jak biegać bez telefonu pełna irytacji – moja pierwsza myśl po treningu – ciekawe ile przebiegłam 🙂 haha a kiedyś nie było takich opcji i co…ludzie biegali z powodzeniem 😉

  • Anonymous

    Rewelacyjny tekst.:)
    Mnie chyba najbardziej irytuje mój burak na twarzy. taka uroda. I chłop się ze mnie śmieje, że czerwona jestem:>

  • Na dyndające słuchawki mam patent , że przewlekam je przez ramiączko biustonosza sportowego lub koszulki i nie zwija mi się kabel, nie wypadają z ucha itp. Gps w endo mnie też irytuje bo często gęsto się nie załacza albo traci sygnał :/ Sapanie? Oj to ja bym Cię strasznie zirytowała, po prostu nie umiem cicho biec a bardzo bym chciała 😉

  • Anonymous

    Jesteś piękna 🙂 Można się w Tobie zakochać? 🙂

    sąsiad

  • Mnie najbardziej irytuje dzwoniący telefon w trakcie biegu. Brak zasięgu GPS też potrafi napsuć krwi, ale o dziwo za radą znajomych zmieniłam Endo na RunKeeper i jest o wiele lepiej. W prawdzie czasem trochę musi minąć nim złapie sygnał, ale jak już złapie to z reguły działa dobrze. Może raz na 30 biegów się zatrzyma ale bije na głowę poprzednią aplikację.
    PS. Świetny blog. Super wpisy.

  • Anonymous

    Na pieski są dwa rozwiązania:
    1. najlepsze – gwizdek ultradźwiękowy – bardzo tego nie lubią
    2. pistolet na wodę i celować w nosek

    🙂

  • duri

    Mnie irytują ŚWIATŁA na drodze. Zawsze czerwone. A w Łodzi czeka się polgodziny aż się zmieni, po mieście nie ma szans na przyjemny bieg …

  • gosiaczek131360

    Heeej 🙂
    Warkoczyki chetnie zrobie! Jeden czy tam dwa;) 😉 😉

  • Kacper Barański

    1. Światła w mieście! 👿
    2. Kiedy wgrasz za krótką playliste i podczas wybiegania do półmaratonu/maratonu słuchasz dziesiąty raz tego samego 😂

  • Maciej Glowacki

    Duri, zapraszam na Widzew albo bałuty i światła tak nie przeszkadzają. A mnie ostatnio wqrzyły na maksa sutki! Długie wybieganie, sutki zalepione plastrem jak należy i na 7ym km plastry się odlepiają. Sutki krzyczą „Hilfe, hilfe”, a ja jak mantrę mruczę „dam radę, dam radę”. Po czym jak wchodzę do wanny widzę tatara, a siadając w wodzie słyszę swój syyyyk – bynajmniej nie szczęścia!

    • duri

      za rok, na magisterce już, planuję kolejne podejście do przeprowadzki, więc dzięki za wskazówki:D

  • Maciej Kaniewski

    1. Kałuże w lesie….Czasami jest tak, że nie ma jak wyminąć i choć bym starał się jak smok, suchą stopą do domu nie wrócę.
    2. Gospodarskie pieski. Słodkie i w ogóle, ale szczekają i gonią jak szalone. Jak są małe to pół biedy, ale jeśli wielkości dobermana to zaczyna robić się wyzwanie. Super tekst na poprawę humoru 😀 Dziękuję!