motywacja

Motywacja, skąd ją brać, jak ćwiczyć, utrzymać i wykorzystać?

To, czy ktoś z nas osiąga większy, mniejszy lub żaden sukces w tym co robi, podyktowane jest w pierwszym rzędzie przez poziom motywacji, którym dysponuje. Głowa odwala największy kawał roboty i tego trzeba się trzymać. Kropka. W tym momencie mogłabym zakończyć pisanie, bo oto we wstępie zdradziłam całą tajemnicę. Głowa chce, ciało bierze i wszyscy zadowoleni. Proste, ale czemu nie dla wszystkich osiągalne?

Motywacja wewnętrzna jest najważniejsza

 
Może płynąć z różnych źródeł. Zewnętrznych, jak: chęć wzbogacenia się, zaimponowania płci przeciwnej, upodobnienia się do idola. To są bardzo dobre motywy, nie mówię, że nie, ale bez domieszki  odpowiednich, wewnętrznych pobudek, na niewiele się zdadzą. Motywacje zewnętrzne przychodzą, odchodzą, zmieniają się. Są dobre jako dodatek, który jest namacalnym dowodem Twojej walki po… No właśnie. Po co? I to jest właśnie, to zajebiście ważne pytanie, na które każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Jakie są moje wewnętrzne motywacje? Czy wybrana droga jest rzeczywiście tym, co sprawia mi w życiu przyjemność? A jeżeli nie jest, co dalej? Jak stworzyć idealny związek motywacji zewnętrznych i wewnętrznych i osiągnąć sukces?


Nie da się schudnąć, nie lubiąc regularnie ćwiczyć. Nie da się wygrywać, jak nie lubi się bólu na treningach. Nie da się osiągnąć celu, idąc drogą, której nie lubimy. Dlatego trzeba uczepić się czegoś  (na początku może być to coś małego) co sprawia nam przyjemność i szlifować swoje wewnętrzne motywacje. Wierzę, że każdy z nas je ma. Niektórzy muszą trochę dłużej i głębiej poszukać, ale na pewno je mają! Inaczej byliby smutnymi ziemniakami! A przecież jesteśmy ludźmi, którzy uwielbiają samodoskonalenie 😉
To oczywiste, że są osoby mocniej zmotywowane wewnętrznie, bardziej skoncentrowane, zawzięte, uparte, ambitne, zdolne do wielkich poświęceń, mistrzowsko skoncentrowane na celach, kompletnie zanurzone w swoich pragnieniach… oraz te mniej 😉 Zostawmy tych pierwszych i poszukajmy recepty dla tych drugich.

Prowadź dialogi wewnętrzne 

To mój ulubiony środek treningowy utrzymujący skupienie i pobudzenie do działania na wyższym poziomie. Na szczęście nie jestem dziwadłem, a moje gadanie do siebie jest jedną z popularniejszych strategii z zakresu technik psychologicznych. Stąd otwarcie o tym piszę i polecam. Pamiętacie jak przy okazji relacji z Orlen Maraton wspominałam o tym jak na każdym kilometrze głaskałam się mentalnie i biłam sobie brawo? „Kaśka jesteś przezajebista. Kolejny kilometr zrobiłaś po mistrzowsku. Piąteczka. Jedziemy dalej.” 🙂 Ok, mnie możecie nie wierzyć, ale Muhammad Ali chyba Was przekona? On także powtarzał sobie w kółko, że jest najwspanialszy, czym nie tylko motywował samego siebie, ale i podburzał pewność swoich przeciwników.

Maluj oczami wyobraźni 

Obierane cele muszą być ambitne, ale realne. To oczywiste i trzeba o tym pamiętać przy wyznaczaniu ich. Jednak od czasu do czasu możemy dać się ponieść fantazjom (w głowie!) i pomarzyć o tym, co będzie jak już osiągniemy ten cel, a później kolejny i kolejny. Pozwólmy działać wyobraźni jak najczęściej. Dzięki temu pozytywnie się nakręcamy, chcemy więcej, możemy więcej, pragniemy biec dalej, po prostu mamy siłę i chęci do działania, a pewnego dnia nasze marzenia stają się miłą rzeczywistością. Trzeba tylko cholernie mocno tego chcieć i wierzyć.

Analizuj, planuj, wyznaczaj kolejne punkty

Nie sztuką jest zdobycie pierwszej bazy. Trzeba umieć wykorzystać ten mały sukces i dalej się nakierować, by w końcu sięgnąć po mistrzostwo. W tym celu warto stale śledzić swój wzrost. Pomocne będą tak oczywiste i przyziemne atrybuty jak dzienniczki treningowe, lustro, centymetr krawiecki (atrybuty zależne od obranych celów). Monitoring pozwoli realnie spojrzeć na siebie i cele, skorygowanie ich, ewentualne dopracowanie. Widoczne postępy zachęcają do dalszej pracy. Jej mierzalność, daje jej sens. I tak w kółko. Robisz. Zdobywasz. Biegniesz po następne. Jarasz się tym.
A co znajduje się na końcu tej drogi? Da się żyć i ciągle motywować do kolejnych kroków? Wypalenie, załamanie, chwilowe zwątpienia, to normalna sprawa i każdego mogą dotknąć. Nie mówię, że nie. Jest tylko jedna mała różnica i stąd cały ten wpis. Ludzie z wysoką motywacją wewnętrzną potrafią gonić przez całe życie, jak nie w tej, to innej dziedzinie. Zawsze znajdą coś w czym chcą się spełniać i czerpać przyjemność. To co? Siadamy, zamykamy oczy, pogadamy trochę ze sobą i hajda do przodu! 😉

Share:
  • Anonymous

    Drobne cele! Od jakiegoś czasu nieśmiało myślałam o maratonie, w niedzielę zrobiłam życiówkę na połówce i tak mnie to podbudowało, że na wiosnę już się zapisałam 🙂 Kucie żelaza póki gorące, póki nam się chce – bo jak zapał minie, to zazwyczaj są już pierwsze sukcesy, które motywują dalej 🙂
    Dodałabym jeszcze porównywanie się ze swoim punktem wyjścia. Czasem nam się wydaje, że nic nie osiągnęliśmy, a jak popatrzymy wstecz, to widać, że jednak suniemy naprzód.

    Mara

  • Cele trzeba sobie malować, oczywiście. Wyobraźnia może zdziałać cuda.

    Ja na przykład jeszcze oglądam filmy motywacyjne, bardzo mi pomagają w zebraniu się na trening i cięższej pracy. Do tego też muzyka, zależy na co mam ochotę. 🙂

  • Anonymous

    „Ludzie z wysoką motywacją wewnętrzną potrafią gonić przez całe życie, jak nie w tej, to innej dziedzinie. Zawsze znajdą coś w czym chcą się spełniać i czerpać przyjemność.”

    np?

    • Np? Np nie dotyczy to tylko biegania. Może być to praca, wspinaczka, itd…