motywacja

Maraton oczami kobiety, czyli kilka słów ode mnie o finałowych sprawach

Maraton w moim przypadku zawsze wiąże się z ogromnymi emocjami. Może typowo kobiece zachowanie, a może ogólna magia biegu maratońskiego. Te 42 km 195 za każdym razem pozwalają mi przeżywać i doznawać niesamowitych emocji. Piękna sprawa. Miesiące treningów, stres, zmęczenie, wszystko staje się nieważne w momencie startu. Stojąc na starcie zostajesz sam ze sobą, przed sobą mając tylko jeden cel i nie patrzysz się za siebie (a przynajmniej się starasz). Wielu z Was poczuje to już w najbliższą niedzielę, stąd mój dzisiejszy wpis.

  • Nie słuchaj osób chętnie doradzających na ostatnią chwilę (szczególnie: A mężczyzn, którzy nie biegają, B mężczyzn, którzy biegają wolniej od Ciebie). Na wszelkie zmiany treningowe jest za późno, a założeń taktycznych lepiej trzymać się tych wyznaczonych przez siebie, swojego trenera, osobę, której wiesz, że możesz pod tym względem zaufać. Najlepiej zrobisz jak będziesz unikał osobistości wszystko wiedzących, starcie z nimi może tylko podburzyć Twoją pewność siebie, a tego nie chcemy!
  • Trzymaj się twardo postanowień. To bardzo nerwowy okres, większość zaczyna panikować i popełniać niepotrzebne błędy (zmiana obuwia, tempa biegu, ubrania, zakwaterowania, godziny pobudki, jedzenia). To już nie pora, większość masz już od dawna postanowione, niech tak zostanie.
  • Zaplanuj bieg. Po dwóch pierwszych maratonach nauczyłam się, że nie istnieje na wyścigu plan minimum i maximum. Od początku biegnij tempem, które pozwoli na uzyskanie wymarzonego wyniku (chyba, że decydujesz się na negative split). A jeżeli jeszcze nie wiesz jakie powinno być Twoje tempo, polecam obliczyć na podstawie swojej obecnej życiówki na dystansie półmaratonu (czas x 2 + 10 minut, 15 minut jeżeli biegasz krótko) lub skorzystać z gotowych liczydeł dostępnych w sieci, np. tu: McMillan. Od siebie dodam, że mi nigdy żadne liczydła nie potwierdziły moich założeń, a i tak pewnie biegłam według swego i udawało się. Jeżeli trening był zrobiony, leć na tyle na ile się przygotowywałaś/eś.
  • Najważniejsze zabiegi kosmetyczne wykonaj max 2 dni przed biegiem (obcinanie paznokci, depilacja, itp.) Stanowczo odradzam robienie tego w wieczór poprzedzający bieg.
  • Nie rozmawiaj podczas biegu – lecisz 42 km i każda kaloria jest cenna! Widzę, że sporo osób sobie rozmawia na trasie. Ja milczę jak zaklęta, ewentualnie rzucę czasem, jak ktoś zapyta. Ci rozmowni zazwyczaj najszybciej się wykruszają, stąd polecam milczenie.
  • Dzień przed biegiem spędzaj dużo czasu z samym/samą sobą. Słuchaj ulubionej muzyki, spaceruj, przygotuj strój startowy, przemyśl jak się uczeszesz (panie), obejrzyj motywujący film, poczytaj o inspirujących ludziach. Odpoczywaj, ale nie przesadzaj (nie przeleż całego dnia), wyjdź na krótki spacer. Ciesz się tym, co Ciebie czeka i uwierz, że jesteś najlepszy/najlepsza!
  • Odżywianie i nawadnianie – sporo jest tego w sieci, więc krótko dodam: uważam, że większość przesadza z ilością pochłanianych kalorii i litrów płynów. Trzeba jeść tak, by mieć siłę na bieg, ale czuć się lekko. Osobiście kolację jem o jakiejś 18.00, jest to albo makaron bezglutenowy z pomidorami, albo ryż z kurczakiem i gotowanymi warzywami (w Berlinie jadłam jeszcze frytki w Burger Kingu). Ważne by jeść to co dobrze już zna nasz biegający żołądek. Przed ostatnimi dwoma maratonami piłam wieczorem sok z pomarańczy z dodatkiem napoju węglowodanowego (izotonik w proszku), a przed łamaniem trójki dodatkowo herbatę z dużą ilością miodu i cytryny oraz wodę zawsze. Co do ilości żeli: dwa pierwsze maratony biegłam bez, w Berlinie i na Orlenie miałam ze sobą trzy, a zjadłam dwa (na 12 i 24 km), ostatni w Warszawie – 3 żele (w tym dwa z kofeiną).
  • Przed snem przygotuj strój na bieg, żele i wszystko co będzie o poranku niezbędne by sprawnie zjeść, ubrać się i dotrzeć na start.
MARATHON DAY
Ja wstaję 3 godziny przed startem. Najpierw idę na spacer z kawą i muzyką, trochę truchtam, na spokojnie przypominam sobie strategię, nie dopuszczam myśli, a co jeśli się nie uda, wierzę w siebie. Potem jem śniadanie i zaczynam proces ubierania. Cała się balsamuję, a miejsca wyjątkowo narażone na otarcia bardzo dokładnie. Pachwiny można potraktować wazeliną. Zakładam wygodną bieliznę, a pod spodenki startowe nie zakładam nic. Strój mam wcześniej przygotowany. Skarpetki, spodenki, buty, top, nawet gumka do włosów, wszystko musi do siebie pasować – inaczej nie mogłabym skupić się na biegu. 30 minut przed startem biorę stoperan i no- spę, czasem kofeinę, dwa razy wzięłam coś przeciwbólowego (Berlin i Orlen) – nic mi się nie stało, biegło ok, ale żeby nie było, nie polecam, wiem, że podejścia są bardzo różne, stąd czysto informacyjnie piszę co robię, co robiłam, co jeszcze testuję. Przed samym wyjściem zakładam dres, który zdejmuję przed samym startem.

Gdy już zaczniesz biec, nie daj się nikomu i niczemu zwieść! Lecisz bez wymówek do samej mety! Nawet jeżeli coś nie pójdzie, wbij sobie do głowy, że to tylko maraton i następnym razem może być tylko lepiej, o ile na to zapracujesz.

Pamiętaj, że żaden poradnik nie zastąpi doświadczenia i poznawania maratonu metodą prób i błędów. Musisz swoje przeżyć, by kolejny raz podejść do sprawy mądrzej.

Powodzenia!

Share: