trening

Lektury dla trenujących na własną rękę

Myślę, że spora część biegaczy nie korzysta z pomocy trenerów, czy gotowych planów dostępnych w internecie, a po prostu stawia na pracę samodzielną i naukę na własnych błędach lub zabawę, która przy okazji ma przełożyć się na cel sportowy. Samodzielność ma swoje plusy i minusy, ale nie o tym dziś.

Dziś chciałabym Wam przedstawić książki treningowe, na których do tej pory ja opierałam się  rozpisując swoje plany. Jeżeli ktoś trenuje sam, to warto skądś tę wiedzę brać. Książki treningowe to jedna z opcji.

Jerzy Skarżyński Maraton

jerzy skarżyński maraton

Maraton Jerzego Skarżyńskiego, to pierwsza książka o tematyce biegowo – treningowej, z którą się zetknęłam i swoje pierwsze maratony pokonałam głównie w oparciu o zaczerpniętą z niej wiedzę. Aż do 3:10 nie spotkałam się z innymi teoriami treningowymi. Otwarcie muszę jednak się przyznać, że nigdy nie przeczytałam Maratonu od deski do deski. Książki Jerzego Skarżyńskiego to najlepiej opracowane lektury treningowe na polskim podwórku. Wydaje mi się, że wśród polskich autorów próżno szukać czegoś dokładniejszego. Powstało trochę tych poradników, ale większość to takie rady po łebkach, stąd jak ktoś patriotycznie podchodzi do sprawy, osobiście polecam Jerzego Skarżyńskiego. Przy okazji możemy poznać sporo historycznych faktów i ciekawostek, a także profile polskich maratończyków biegających do 2000 roku. Niestety książka ma też swoje minusy, np. styl i język, które sprawiają, że nie jest to łatwa i przyjemna lektura. Do tego bardzo rygorystyczne podejście autora do jednostek treningowych i warunków w jakich mają być przeprowadzane treningi (raz nawet szukałam idealnie płaskiego kilometrowego odcinka asfaltu), podziały na jakieś OWB i inne dziwne skróty polskie, po prostu do mnie nie trafiały w stu procentach i spowodowały, że w pewnym momencie uciekłam z polskiego podwórka.

Bieganie Metodą Danielsa Jack Daniels

jack daniels bieganie metodą danielsa

Myśląc o 3:10, wiedzę od pana Jurka zaczęłam uzupełniać Jackiem Danielsem. Treningi w oparciu o tempa, zawsze przekonywały mnie bardziej od biegania na tętno. U Danielsa mamy szczegółowo i konkretnie, ale przy tym zrozumiale zdefiniowane i rozpisane jednostki treningowe. Możemy dowiedzieć się co i jak biegać, w jakim treningu, które biegi są ważne,  jak uzupełniać trening, jak wracać po przerwie, a wszystko to jest poparte badaniami, tabelami i wykresami. Z jednej strony mamy potężną dawkę wiedzy, którą wbrew pozorom wcale nie tak trudno przyswoić, z drugiej sporo tabel, wykresów i bardzo precyzyjnie rozpisanych planów, które na początku mogą odstraszać. Stąd do Danielsa uważam, że warto wracać kilka razy, na początku przerobić definicje, dowiedzieć się co to bieg spokojny, progowy, rytm, interwał, na jakich intensywnościach to biegać i próbować to wcielać w życie. Gdy poczujemy się gotowi na kolejną dawkę wiedzy, otwieramy książkę i gdy już w praktyce co nieco sprawdziliśmy łatwiej będzie zrozumieć tabele Danielsa. U Danielsa nauczyłam się przeliczać swoje tempa z różnych dystansów i na podstawie wyników z krótszych prognozować wynik w maratonie, nauczyłam się nazywać co robię na treningu, czuć to i rozumieć. Skarżyński był trochę taką drogą na oślep, masz robić to i to, ale nie pytaj czemu, a jak skrócisz albo pominiesz trening, nic z ciebie nie będzie. Daniels to masa wiedzy teoretycznej, a także gotowe plany treningowe. Przyznaję, nigdy nie przerobiłam żadnego, bo o ile ufam teoriom i jednostkom w Metodzie Danielsa, w rozpisanej wersji niespecjalnie mnie pociągają. Może przelicznik na mile i dużo biegania na przesadnie zróżnicowanych (połamanych) odcinkach oraz ich skomplikowana forma, utrudniają zadanie. Danielsa polecam bo to sztos teorii biegowej, ale przyznaję, że nie wszystko kupuję w praktyce.

Maraton Zaawansowany Pete Pfitzinger Scott Douglas

maraton zaawansowany

Maraton Zaawansowany przerobiłam zanim pojawiła się polska wersja, stąd swoją opinię oprę na angielskim wydaniu. Nie wiem na ile wierne jest tłumaczenie, z tego co słyszałam – dobre. Poza tym sam Olszewski poleca, także nie ma lipy. Książkę podsunął mi Bartek, gdy układałam swój plan pod 3h. Nazwa może odstraszać początkujących, ale osobiście uważam, że książka jest napisana bardziej przejrzyście niż dwie poprzednie, stąd jeżeli ktoś chce dowiedzieć się czegoś więcej o samym  treningu maratońskim, szczerze polecam. Bardzo ładnie objaśniony trening od A do Z, łącznie z przykładami ćwiczeń i gotowymi planami treningowymi. Jej zaawansowanie wynika głównie z tego ostatniego składnika, ponieważ w planach jest sporo kilometrów i ciężkich, długich biegów ciągłych. Co osobom majstrującym przy swoim treningu nie powinno przeszkadzać – po prostu coś się skróci, coś wydłuży itd. Maraton Zaawansowany przemówił do mnie swoją prostotą i biegami ciągłymi. Nie ma w planach dzielenia na pierdyliard odcinków, tylko kawał porządnej roboty. Jeżeli ktoś myśli o maratonach długofalowo, ta książka to obowiązkowa lektura.

Na dziś wszystko. Dodam, że nawet jak nie zamierzacie samodzielnie układać treningów, warto przeczytać chociaż jedną z tych lektur tak dla czystego samodoskonalenia 🙂

Share:
  • gronojad

    Kasia, jeżeli jeszcze nie próbowałaś to koniecznie maraton metodą hansonów, przystępnie napisana książka opisująca jedną z mniej przyjemnych metod treningowych (6treningów w tygodniu w planie dla początkujących), niemniej b. ciekawa i pozytywnie przyjęta przez biegaczy. Pozdrawiam:)

  • antelope

    dobrze, że gronojad wspomniał o pozycji hansonów, aczkolwiek znajduje się tam kilka błędów i nieścisłości powstałych zapewne na etapie tłumaczenia

  • www.runwithmum.pl

    Czytałam wszystkie trzy i mam nadzieję, że na dobre mi to wyjdzie…. jeszcze tylko trzeba wybiegać to co zalecane 😛

    Do tej 1szej mam mega sentyment. Kupowałam ją przez neta, bo w empiku nie było wtedy ANI JEDNEJ ksiazki o bieganiu. Tylko „Maraton” i „Biegiem przez zycie” pana Skarzynskiego… na specjalne zamówienie 🙂 a to było zaledwie 5 albo 6 lat temu 😀

  • pafcio

    Ostatniej pozycji jeszcze nie przerobiłem. Dzięki za podpowiedź. Nawet korzystając z gotowych planów co jakiś czas warto je zmieniać by biegowa nuda nie dorwała i szukać w kolejnych pozycjach czegoś odświeżającego/przydatnego. W miarę gromadzenia doświadczenia i wzrostu formy można lepić swojego biegowego Plastusia z różnokolorowej plasteliny. Czytać, sprawdzać na sobie i układać samemu bo własny plan to idealne rozwiązanie.

    https://www.youtube.com/watch?v=TzGc-QeALRo

    PS Wiedziałem, że już Cię gdzieś widziałem… 🙂