motywacja

Jest tyle pięknych rzeczy do zrobienia

Wyobrażałeś sobie, co byś zrobił, gdybyś musiał zmienić z dnia na dzień praktycznie całe swoje życie? Musiał zrezygnować z tego co kochasz, czemu podporządkowałeś swój świat, po prostu zapomniał o dotychczasowych marzeniach i szedł dalej?

Gdy usłyszałam diagnozę i zalecenia lekarzy, nawet te najbardziej obiektywne, wiązały się z wykluczeniem biegania. Może na rok, a może na zawsze. Z mojej perspektywy to niewyobrażalnie długo. W pierwszej chwili wpadłam w panikę i nie widziałam rozwiązania sytuacji. Nic nie widziałam. Nie miałam pomysłu, co ja z tym wszystkim mam zrobić? Bieganie to moja wielka pasja i otacza mnie z każdej strony. Czas wolny poświęcałam na treningi, prowadzę bloga o bieganiu, moja praca ściśle wiąże się z bieganiem, mieszkam w „domu kenijskim” i do tego wszystkiego mój facet też jest biegaczem. Poszłam do psychologa i nie byłam w stanie wypowiedzieć całego zdania. Zalewałam się łzami próbując nakreślić swoją sytuację osobie, która mnie nie zna. Nie otrzymałam recepty na nowe życie. Dostałam przyzwolenie na takie samopoczucie. Mogłam płakać, krzyczeć i nienawidzieć świata. Mogłam zapomnieć o tym, że niektórzy mają gorzej i skupić się na sobie. Mogłam mieć żal do siebie i innych. Mogłam być zła, smutna i zamknięta w sobie. Mogłam dać upust tym wszystkim emocjom i zaufać, że rozwiązanie w końcu przyjdzie. I przyszło. Z wielu rzeczy faktycznie musiałam zrezygnować. Musiałam odpuścić wyjazd do Francji, Kenii i start w Kanadzie, zmienić pracę i przyzwyczaić się do myśli, że ja nie trenuję, nie będę biegać tego lata i nie zrobię maratonu w NYC. Musiałam przyzwyczaić się do widoku trenujących,w tym domowych Kenijczyków, Bartka i Pawła. Nauczyć się życia z biegaczami jako były biegacz. Zaakceptowałam te wszystkie zmiany, ale nie pustkę, z którą zostałam. Nie poddałam się, co więcej podniosłam i odkryłam nowe pokłady energii, bo zrozumiałam, że na bieganiu świat się nie kończy i tę pustkę da się wypełnić.

Na bieganiu świat się nie kończy i choć mój szok trwał długo, dziś mogę szczerze powiedzieć, że w końcu minął, a ja czuję w sobie nową siłę i gotowość na nowe cele i pasje. Angażuję się w nowe projekty i jestem przepełniona pozytywnymi myślami. Wiem, że te wszystkie zmiany wyjdą mi na dobre. Może nie dziś, nie jutro, ale w rozrachunku długoterminowym wyjdą mi na dobre. Naprawdę w to wierzę. Pięć lat temu gdybym komuś powiedziała, że zamierzam ukończyć Maraton Warszawski w pierwszej dziesiątce kobiet, nikt by mi nie uwierzył, ale umiem myśleć długoterminowo, cierpliwie czekać, ciężko pracować i wierzyć w to co robię. Nawet jak nikt inny nie wierzy. Ja wierzę, że jeszcze będzie wspaniale. Zaakceptowanie tych zmian i znalezienie nowych celów, pomogło mi w odzyskaniu dobrego samopoczucia i szerokiego uśmiechu. Śmiem twierdzić, że determinacji i wiary jest we mnie więcej niż dotychczas. Może zaczęłam bardziej optymistycznie patrzeć na życie i widzieć jeszcze więcej barw? Wiem, że warto, pomimo złości, rozgoryczenia, zrezygnowania, spróbować rozejrzeć się na spokojnie i poszukać plusów sytuacji, bo jakieś plusy są zawsze.

Zniknął ogromny kawał mojego dotychczasowego życia i pewnie mogłabym trwać w tej pustce, zalewać się łzami i marudzić jakie to życie jest niesprawiedliwe, ale gdzie by mnie to doprowadziło?

Nie mogę biegać? Spróbuję pływania, jazdy na rowerze, wrócę do snowboardu, skupię się na pracy. Jest tyle innych aktywności o których zapomniałam albo odłożyłam na bok. Czas do nich wrócić, spróbować czegoś nowego, zacząć spełniać się w inny sposób, albo udoskonalić w tym, co robiłam na pół gwizdka.

Nowy sposób na spełnianie może okazać się lepszym od poprzedniego. Kto wie? Nie dowie się ten, kto nie spróbuje. Moje pierwsze kroki biegowe nie były łatwe ani przyjemne, ale z czasem zaczęło wszystko się układać. Z pływaniem, czy jazdą na rowerze, obecnie nie radzę sobie najlepiej, ale nie składam broni i nie poddaję się. Będę ćwiczyć i próbować aż do skutku. Nauka czegoś nowego sprawia mi ogromną satysfakcję. Czy ciężko mi bez biegania? Jakaś cząstka mnie tęskni, ale nie płacze za bieganiem. No dobra, czasem płacze, ale wtedy wsiadam na rower i mi przechodzi. Pogodziłam się z losem, znalazłam w sobie siłę i odwagę na poznawanie nowych rzeczy, które świetnie mogą  zastąpić bieganie i naprawdę jest mi z tym dobrze. A do biegania wrócę w swoim czasie, także przy okazji informuję, że nazwy bloga nie zmieniam i świat też w końcu obiegnę.

I już na sam koniec chciałabym przekazać coś banalnie prostego, tym wszystkim co się wstydzą i boją, że są słabi, grubi itd. Naprawdę nie ma czego się bać i wstydzić, póki próbujemy, uczymy się i nie trwamy w pustce.  Na dzień dzisiejszy radzę sobie na basenie gorzej niż źle, ale to ode mnie zależy, czy zamienię swoją deseczkę w sukces. Nikt nie rodzi się mistrzem, ale trening czyni mistrza. Dlatego polecam zacisnąć zęby i próbować, uczyć się i walczyć i nie narzekać, że jest ciężko!

Share:
  • Piękna dusza. 🙂 Oby tak dalej, Kasiu. 🙂

  • Magda Horabik

    Dzięki Kasia za miłe słowa, też wiem z własnego doświadczenia co to znaczy mieć kontuzje i żyć bez braku ruchu. Ja nie biegam (choć mam zamiar zacząć) lecz uprawiam kolarstwo, gdy musiałam zostawić rower na ponad pół roku każdy dzień wydawał mi się bez sensu, a ja nie wiedzialam co ze soba zrobić. Silna wolą, determinacja i upór pomagają przetrwać I choć po kontuzji wraca się ciężko, a ciało wygląda kiepsko to głowa i umysł są bardziej zdeterminowane niż u niejednego zwycięzcy. Trzymam za ciebie kciuki, never give up i pamietaj że ból przemija, a skutki T zygnacji pozostają na zawsze.
    Kocham i pozdrawiam :*

    • O super, jak będę pisała coś o rowerze śmiało mnie poprawiaj 😉

  • Mateusz Sala

    A zobaczysz jaki rower będzie fajny, jak się zrobi ładna pogoda i ciepełko i będziesz śmigać, tam gdzie nawet Bartek nie dobiegnie 😉

    • no ba! już jestem od Niego lepsza w pływaniu i na rowerze 😛

  • „Nikt nie rodzi się mistrzem, ale trening czyni mistrza.” – podpisuję się czterema kończynami i powodzenia Kasiu w dalszej walce !!! 🙂

  • Tomatoł

    Zainwestuj w rower, wyjedź kilka razy w góry, poczujesz jak fajnie jest pędzić nie martwiąc się o kolana i inne pierdoły a do biegania nawet nie będziesz chciała wracać.
    Maraton w NY jest niczym w porównaniu z maratonem albo etapówką w Alpach 😉

    BTW .. basen, rower czy Ty nie kombinujesz przypadkiem w stronę triathlonu 😀

    • Póki co zamierzam ostro skupić się na nauce pływania, bo zawsze było to moim kompleksem 😉 a tri może 2017 jak dobrze będę już pływać i jeździć 😉

      • Tomatoł

        daj znać na stronach tri że masz zamiar startować od 2017 żeby celujący w pudło mogli sobie odpowiednio skorygować cele na sezon;)

  • Marta

    Ja mam takie przeczucie, że jeszcze kiedyś przeczytam biografie Katarzyny Gorlo. A właściwie to nie jest przeczucie, nie mam co do tego wątpliwości. Jeszcze niejeden sukces przed Tobą. Trzymam kciuki.

  • ewelina

    Bardzo fajny wpis! Powiem szczerze, że mam wrażenie, że nawet trochę odżyłaś – na snapach częściej się śmiejesz, więcej żartujesz, jakiś taki większy luz w Tobie widać 🙂 Może zniknął stres związany z ciśnieniem na trening i wynik? Tak, jak piszesz „zawsze są jakieś plusy!”

  • pafcio
  • Do nauki pływania podchodziłam trzy razy. W końcu wzięłam się za siebie i przełamałam strach. Teraz wizyta na basenie jest dla mnie urozmaiceniem codziennej aktywności fizycznej i przyjemnym relaksem.