life stylemotywacjatrening

Jak zachęcam swoje nogi do współpracy?

Nogi. One wiedzą, że są ważne w bieganiu i potrafią to wykorzystywać! Czasem przejmują stery na moim statku i pojawia się tak zwane ogólne zwątpienie… (prędzej przyznam się do słabości fizycznych niż psychicznych)

Gdy moje nogi postanawiają się zbuntować i odmawiają współpracy, z pomocą musi przyjść głowa!
Bywa, że głowa powie: „Ok, odpuszczamy”. Czasem krótka przerwa to najlepsze rozwiązanie – nogi po pewnym czasie same zaczynają tęsknić za bieganiem. Bywa też tak, że głowa siłą przejmuje władzę, fundując nogom np. „trening drażniący”(bieg w tempie przemiennym – raczej interwałami tego nie nazwę).

 

 

Szybko-wolno-szybko-wolno – i tak przez 10km. Taka zabawa to świetna terapia na chwile zwątpienia.
Moja satysfakcja wzrasta, a serce znowu zaczyna mocniej bić! Widzę, że wracam do formy i mam ochotę na więcej 🙂 Ciało i dusza znowu mówią jednym językiem. Cudowna moc endorfin działa!
A technicznie trening ujmując – na takich biegach poprawiam technikę biegu i oddychania oraz pracuję nad tempem do półmaratonu!

Po takich dwóch dniach, kąpiel w soli dobrze zrobi moim nogom – niech wiedzą, że je kocham 🙂

Pozdrawiam!

Share: