motywacja

Jak poradzić sobie z depresją maratończyka?

Niezależnie od wyniku na maratonie, doświadczenia biegacza i dalszych planów, depresja maratończyka może dopaść każdego. Taki zjazd nastroju jest czymś normalnym, stąd nie warto panikować, tylko spokojnie przejść przez proces. Postarać się zrozumieć co nas spotkało, rozkminić co możemy zrobić by sobie pomóc, a w końcu razem z ciałem i głowa wróci do formy. Część osób, szczególnie wczorajsi maratończycy, pewnie teraz stuka się w czoło i zastanawia, o czym ja bredzę. Jaka depresja maratończyka? Część może podziela moje doświadczenia, a reszta na pewno ma za sobą gorsze chwile i spadki motywacji, stąd na pewno zrozumie, że mam je i ja.

Istnienie zjawiska potwierdza wielu biegaczy, od amatorów po zawodowców, w tym moja osoba. Długo zastanawiałam się, czy narazić reputację i opisać swój przypadek. Otwarcie opowiedzieć, jak bardzo czasem nienawidzę biegania i jak ciężko było mi pozbierać się po takim na przykład Maratonie Warszawskim. Ostatecznie uznałam, że nie ma nic lepszego niż operacja na otwartym organizmie w imię dobra ogółu i szczerość. Opisałam swój przypadek i sposoby walki z po-maratońskim dołkiem.

runtheworld blog o bieganiu1

ZROZUMIEĆ PROBLEM Start w maratonie w większości przypadków oznacza kilka miesięcy życia pod dyktando planu treningowego. Czasem wymaga on od nas sporych poświęceń, dużej dawki koncentracji i ogromnej woli walki by dotrwać do końca. Jemy, biegamy, żyjemy, pracujemy, z myślą o jednym – maratonie. W końcu przychodzi upragniony dzień, biegniemy maraton, przekraczamy metę i tyle. Koniec! Zrobiliśmy to, osiągnęliśmy cel, jest fajnie, ale co dalej? Cieszyć się? W jednej chwili  wszystko się zmienia. Dotychczasowy porządek w naszym życiu przestaje funkcjonować, a my mamy zacząć po prostu odpoczywać. Odpoczywać? Dla wielu organizmów przerwanie schematu jest sporym szokiem. Gwałtowne zmiany nigdy nie są przyjemne, a koniec bolesny i trudny do zaakceptowania. Maraton to koniec, ale też początek, warto spojrzeć na swój bieg z dystansem i przede wszystkim dać sobie czas.

DAĆ SOBIE CZAS Maraton to ogromny wysiłek fizyczny i psychiczny. Dojście do siebie trwa zwykle 7-14 dni. Gdy bardzo bolą nas mięśnie, czasem dochodzi do tego kontuzja lub niesmak po niespełnionych oczekiwaniach, o gorszy nastrój naprawdę nie trudno. W moim przypadku negatywne skutki biegu ograniczyły się do lekkich zakwasów, a zmęczenie dotknęło głównie moją głowę. Pierwsze 2 dni po maratonie, trzymała jeszcze adrenalina. Cieszyłam się odniesionym sukcesem, odpoczywałam, spełniałam swoje zachcianki kulinarne, trwoniłam czas na zakupach i innych babskich przyjemnościach. O bieganiu nie chciałam myśleć, ani w teraźniejszości, ani przyszłości. Trzeciego dnia wyszłam by dokręcić do czterystu kilometrów i spokojnie zamknąć miesiąc. Ochoty specjalnej nie miałam, ale potruchtałam. Przy okazji sprawdziłam jak się mają nogi (było lepiej niż OK), nakręciłam kilka snapów, zrobiłam zdjęcia i jakoś te 11 km zleciało. Kolejnego dnia prowadziłam trening w Adgar Fit, na którym było też kilku niedzielnych maratończyków. Rety! Spojrzałam na nich z zazdrością, że też im się chce! Mnie się samej nie chciało, ale bieganie z innymi pozwala zapomnieć o sobie i swoich kilometrach, a skupić na towarzystwie i celach innych. Kolejne biegi w samotności były męczarnią. Zmęczone nogi i głowa nie dawały za wygraną, a z moim nastrojem było coraz gorzej. Ograniczyłam własne bieganie, wyszłam do ludzi i czekałam na lepsze dni. Odpocząć i zacząć od nowa z lekką głową, to najlepsze co można zrobić, gdy chcemy zajść daleko.

adgar fit treningi

WYJŚĆ DO LUDZI Zamknięcie się w sobie, wyłożenie na kanapie i bezczynne czekanie, to najgorsze co można zrobić w walce ze spadkiem nastroju i motywacji. Brnąć dalej z planem treningowym, gdy jeszcze nie odpoczęliśmy po poprzednim, też nie jest dobrym rozwiązaniem. W oczekiwaniu na lepsze dni postawiłam na bieganie z innymi. Dzięki temu odpoczywałam od swojego planu, a towarzystwo innych biegaczy pomagało mi odzyskać dobrą energię. Jeżeli bieganie nie wchodzi w grę, warto w czasie powrotu do zdrowia, spróbować innych sportów. Rower, joga, od dawna przekładane zajęcia z pole dance, tennis, basen, cokolwiek. Najważniejsze, to coś robić, a nie czekać z założonymi rękami. Treningi grupowe, inne sporty, a na dokładkę udział w jakimś fajnym biegu. W moim przypadku taka kombinacja okazała się idealna, a start w BOŚ Ekobiegatonie przełomowy. Spontanicznie i treningowo, do tego pierwszy raz sama, wybrałam się w zeszłą sobotę do Powsina by wziąć udział w organizowanym na terenie Lasu Kabackiego biegu. Lepiej nie mogłam trafić, rodzinna atmosfera, znajome twarze, las, muszę przyznać, że ani stresu ani spiny nie było. W końcu udało  mi się szybciej pobiegać i zrozumieć, że zmęczenie zaczyna mijać, a bieganie dalej może cieszyć.

eko biegaton

WSZYSTKO W SWOIM CZASIE Narzucanie ambitnych planów, gdy nie jesteśmy gotowi, jest złym pomysłem i może tylko pogłębić zły nastrój. Polecam stopniowo wracać do formy, dać czas głowie i ciału, niech myśl o kolejnych celach dojrzewa spokojnie. Gdy pozwolisz sobie odpocząć, zregenerujesz się kompletnie i zaczniesz znowu jasno patrzeć na bieganie, kolejne cele będą łatwiejsze do zrealizowania i przyjemniejsze. Inaczej możemy po prostu się wypalić, a przecież jesteśmy tylko amatorami i poza celami warto mieć z tego biegania odrobinę przyjemności. Zewsząd padające pytania, co dalej? Warto przez jakiś czas po prostu ignorować.

DAJ SIĘ ZMOTYWOWAĆ  Ostatnią rzeczą, która sprawiła, że na niedzielny trening wyszłam już z przyjemnością, był widok innych maratończyków. Oglądając na żywo relację z Maratonu w Poznaniu, patrząc na niesamowite zwycięstwo Emila Dobrowolskiego, wbiegających na metę znajomych, emocje za metą, nie mogłam postąpić inaczej, jak po prostu dać się zmotywować. Założyłam buty i biegałam przez dwie godziny po lesie jak natchniona. Dzięki Poznań!

Moje zmęczenie fizyczne i psychiczne powoli mija. Dwa tygodnie pozwoliły podnieść się na tyle by odzyskać przyjemność z biegania, ale o powrocie do planu i nowych celach jeszcze nie myślę. Pewnie część osób zastanawia się, po co biegać, skoro tak mało w tym przyjemności? Myślę, że najlepszą odpowiedzią są wczorajsi maratończycy z Poznania i ich jeszcze świeże emocje.

Pozdrawiam!

Share:
  • Wielkie dzięki za ten tekst! Przydał się chyba jeszcze bardziej niż to wszystko co przed maratonem zdążyłem przeczytać.

  • Bartosz Różański

    Może nie nazwałbym tego depresją, ale na pewno jest coś takiego, że nie do końca wiadomo co dalej. Raczej wrażenie zagubienia. Tak jest jednak za każdym razem jak coś osiągniesz i to nie tylko w bieganiu. Niektórym pomaga znalezienie kolejnego celu, innym odpoczynek w dobrym towarzystwie (rodziny, przyjaciół). każdy musi znaleźć swoje rozwiązanie.

    Po Maratonie Warszawskim odpoczywam już dwa tygodnie. Zrobiłem raptem 3 biegania (jedno mocniejsze), ale za to kilka wyjść na basen z dzieciakami. Małżonka też mi nie odpuszcza i stwierdziła, że jak przez 5 miesięcy trenowałem, to teraz mam odpoczywać i regenerować się. Dzięki rodzinie porządnie odpocząłem zarówno fizycznie jak i psychicznie. Naładowałem baterie (o ile można to zrobić w dwa tygodnie) i mam chęć na więcej. Biegania oczywiście 🙂

  • Mariusz

    Podpisuję się pod tekstem 😉 z daleka od planów treningowych po maratonie jesiennym, październik dla mnie zupełnie luźny, chcę to wychodzę się przebiec nie to nie wychodzę i zero mocnych i długich biegów. Rower rekreacyjnie, ćwiczenia wzmacniające, spacery a na nowe plany treningowe przyjdzie czas od listopada 🙂

    • Miłego odpoczywania i zbierania sił! Od listopada ciśniemy!

  • Rafał Perkowski

    Wczoraj próbowałem zrobic jak najmniejsza róznice do Twojego czasu sprzed dwóch tygodni… Niestety jestem 10 minut za Tobą, dlatego dzis rano mam dylemat co przygotowac na nastepny maraton 😉

    • Biegać, do wiosny jeszcze będziesz 10 minut przede mną 🙂

  • Dziwnym trafem zawsze moja depresja biegacza zaczyna się po Maratonie Warszawskim. Październik najczęściej w ogóle bez biegania, a jeśli to lekkie, krótkie treningi.

    • Bo to w ogóle taki fatalny okres w kalendarzu… 😉

      • Robi się chłodniej, dzień krótszy… Ogólnie ludziom humor siada. A w sytuacji kiedy swój „wielki cel” masz właśnie za sobą to jeszcze trudniej się zmobilizować.

  • Mój 1szy maraton dopiero w kwietniu, ale doświadczyłam tego,o czym piszesz po jednej z połówek latem. Mówiłam o tym nawet swojemu mężowi i patrzył na mnie jak na wariatkę… Pewnie im większe podekscytowanie przed takim biegiem, tym większy zjazd „po”. Ja tak miałam; na ten jeden konkretny bieg wymyśliłam sobie dość trudny do osiągnięcia cel i gdy się udało poczułam tak wielką
    euforię, że było z czego zjeżdżać dzień po…A potem tego uczucia ekscytacji tak brakuje, że się szuka czegoś nowego… wygląda na to, że bieganie mocno przypomina narkotyk :O Pozdrawiam!

    • Ja tam jestem daleki od twierdzenia, że bieganie przypomina narkotyk. Moim zdaniem to JEST jedyny legalny narkotyk!

  • Pingback: Ze Źródeł #43 » Kuba Osiński()