trening

Czy adidas Energy Boost zmieniły moje bieganie?

Energy Boost swoją światową premierę miały 13 lutego bieżącego roku. Przedstawiane przez firmę adidas jako buty, które zapewniają większy zwrot energii niż jakiekolwiek inne buty biegowe,  wzbudziły wielkie poruszenie wśród biegaczy.

Czy boosty rzeczywiście zmieniają bieganie? Jak zwykły biegacz może zweryfikować zapewnienia firmy o zwrocie energii?
Sama sceptycznie podchodzę do tego typu nowinek, więc boostami nie zachwyciłam się od pierwszego słyszenia. Dostałam jednak możliwość przetestowania boostów, więc dzielę się z Wami swoją subiektywną opinią.


But zwraca energię?
W bucie została zastosowana technologia BOOST – rewolucyjny materiał amortyzujący. Stoi za tym partner Adidas – BASF, wiodąca światowa firma chemiczna, która, na podstawie procesu innowacyjnego, opracowała specjalny system. Jego główną koncepcją jest podzielenie materiału ze stałych granulek (TPU) na tysiące małych kapsułek zbierających i oddających energię. To właśnie te małe kapsułki umieszczone w podeszwie mają gwarantować większy niż kiedykolwiek zwrot energii. Takie informacje zostały podane przez firmę adidas.


Rzeczywiście pianka Boost różni się od klasycznego materiału amortyzującego. W dotyku i wyglądzie przypomina styropian. Sprawia wrażenie lekko sztywnej i opornej na odkształcenia. Jednak prawdziwą i najważniejszą zmianę czuć przy pierwszy biegu po twardej nawierzchni. Każde wybicie jest sprężyste, a lądowanie miękkie. Wrażenia podobne do biegania po tartanie. Przy kolejnych biegach efekt już nie był tak wyraźny, może się przyzwyczaiłam. Na pewno są to buty, w których kroki stawia się bardzo wygodnie. Nie wymuszają lądowania na pięcie (tego się obawiałam), nogę stawiam naturalnie, na tyle ile pozwala moja technika. Może nawet łatwiej ląduję na śródstopiu, ale ciężko mi ocenić czy to sprawa boostów, czy dodatkowych ćwiczeń. Świetnie spisują się na dłuższych treningach. Nigdy nie bolały mnie kolana, czy stopy. Komfortowe wybicie czułam nawet po 20 km. Dają radę też na szybszych biegach. Pokusiłam się o dwa starty w boostach. Pierwszy, na 10 km w Legionowie, w 35 stopniowym upale nabiegałam w boostach 44:39. Drugi start (niestety nieoficjalny) był we Wrocławiu na dystansie półmaratonu. Padła nielegalna życiówka 1:37:27. Czy zwracają energię, nie umiem odpowiedzieć, na pewno są to buty komfortowe i uniwersalne.


Dopasowany jak skarpeta?
Producent informuje nas, że górna część buta wykonana jest z elastycznego materiału – poliuretanu (Technologia TECHFIT) oraz siateczki z meshu i strechu, dzięki czemu boost dopasowuje się jak skarpeta, równocześnie stabilizuje i wspiera stopę.
W konfrontacji z moją stopą materiał wypadł przyzwoicie. Trzeba przyznać, że jest elastyczny i dopasowujący się. Niestety odczułam też pewne niedogodności związane z górną częścią buta. Po pierwsze, przy wysokich temperaturach robi się w bucie naprawdę gorąco. Tylko raz założyłam grube skarpety i więcej tego błędu nie popełnię. Po drugie, uwierają mnie na grzbiecie stopy i jest to uczucie mocno irytujące. Muszę nieźle się nakombinować, żeby zawiązać je na tyle mocno, by się nie rozwiązały i trzymały stopę jak należy, i na tyle lekko, by moje stopy nie odczuwały ucisku.  Prawdopodobnie dyskomfort, z którym się spotykam, spowodowany jest tym, że są to buty dla osób o niskim podbiciu. Ja nie mam wysokiego, przynajmniej tak sądzę. Kiedyś miałam uszkodzone śródstopie, więc może to jest powód… W rozwiązaniu obu problemów pomocne są cienkie skarpetki, więc nie jest tak źle. Dodam jeszcze, że mają bardzo wygodny zapiętek, nawet przy krótkich stopkach, nie nacierają achillesa.


Wiele osób chwali boosty za wygląd. Nie mają kosmicznej stylówy, jak większość butów do biegania. Barwy są stonowane, a konstrukcja nieagresywna. Przemawiają przez nie prostota i minimalizm.
Boosty stały się moimi ulubionymi butami do codziennych treningów. Biegam w nich głównie po asfalcie i chodnikach. Z pewnością wielką ich zaletą jest system amortyzacji. Są bardzo wygodne, dopasowane, stopa czuje się idealnie nawet podczas długich biegów. W kontakcie z podłożem – najwygodniejsze w jakich biegałam. Mają małe niedociągnięcia, których odczuwalność jest kwestią indywidualną (ucisk grzbietu stopy), no i sama cena. Boosty to buty, jak dla mnie, z bardzo wysokiej półki (kosztują około 650 zł).
Pozdrawiam!

Share:
  • To zmieniły Twoje bieganie, czy nie? 🙂

  • Kasia
    1. Jak dużo kilometrów zrobiłaś w tych butach? Czy zauważasz zmiany w amortyzacji po większych przebiegach
    2. piszesz, że są to twoje ulubione buty do codziennych treningów. W jakich trenowałaś wcześniej i gdzie jest największa różnica między nimi a Boostami?
    Pozdrowienia

    • 1. Przebiegłam w nich około 200km. W amortyzacji nie zauważyłam zmian póki co. Podeszwa też nie jest starta.
      2. Do tej pory biegałam w Brooks Glycerin – chwalę je sobie, ale w pewnym momencie zaczęły mi ciążyć. W momencie gdy na wiosnę kupiłam Saucony Mirage 3 do startów. Muszę przyznać, że w lżejszych butach biega mi się o niebo lepiej i ciężko już było wrócić do brooksów. W sauconach biegałam max 22 km – stopy i łydki zaczynały odczuwać taki dystans.
      Jaka jest różnica dla mnie? Saucony mają za mało amortyzacji na dłuższe dystanse, a brooksy są za ciężkie do letnich wybiegań. Boosty są gdzieś po środku, dlatego bardzo możliwe, że to będzie mój wybór na maraton. Po kontuzji kolana bałam się, że boosty będą obciążać moje stawy – nic takiego nie odczułam.
      Dodam jeszcze, że w niewielu modelach biegałam. Nigdy nie biegałam w butach klasy cenowej boostów. Tak więc porównania dużego nie mam.
      pozdrawiam

  • Za porządny sprzęt trzeba zwykle więcej zapłacić, tak przynajmniej w rowerach jest :] Ale ja mimo wszystko ostrożnie podchodziłbym do zapewnień producentów o „magicznych właściwościach” 😉