motywacja

Co zmienia w życiu triathlon, a czego nie masz w bieganiu

Można napisać, że niedługo miną dwa lata jak postanowiłam przerzucić się na triathlon. Choć przerzucić, to nie najtrafniejsze określenie. Jak wiecie stoję trochę po środku tych światów i ciężko mi jednoznacznie się określić. Z jednej strony triathlon pochłania mnie coraz bardziej, z drugiej bronię się jak umiem, bo bieganie zajmuje ważną część w moim sercu i nie chcę z niego zrezygnować. I tak walczy moja dusza i ciało, a nie jest łatwo! Oba sporty mają w sobie coś co mnie przyciąga i coś co sprawia, że nie da się  ich do siebie porównać. Każdy kto spróbował jednego i drugiego pewnie ma swoje przemyślenia na ten temat, jestem ciekawa czy choć część jest zbieżna z moimi.

PRZEKRACZANIE GRANIC

Pomysł na poniższy wpis wpadł mi do głowy w ostatnią sobotę. Płynąc samotnie przez jezioro (z bojką asekuracyjną i Bartkiem obserwującym mnie z brzegu) i mając do wykonania konkretne zadanie – 2 km, ma się sporo czasu na przemyślenia. Nigdzie tak jak w wodzie nie dokucza mi samotność i monotonia. Ani się nie rozejrzysz, ani nie pogadasz, tylko prawa – lewa, chwyć-przerzuć-wyciągnij. Na basenie przynajmniej wiesz ile masz za sobą, a w jeziorze? Płyniesz i płyniesz i myślisz. I tak właśnie zaczęłam myśleć o tym, ile to ja barier pokonałam przez ostatnie dwa lata. Triathlon to takie moje Mount Everest, tylko rozłożone w czasie. Uczysz się pływać od zera, ze sporą niechęcią do wody i kompletnym brakiem talentu do sportów technicznych. Wsiadasz na rower szosowy mając za sobą jedynie treningi na komunijnym, a wyobraźcie sobie, że ja nie zmieniałam przerzutek całe życie! I tak przeżywasz kolejne etapy: wpinasz nogi w pedały, chwytasz za bidon pod ramą, później za siodłem, kładziesz się na lemondce, pokonujesz agrafki bez wypinania, zakręty bez hamowania do zera, przesiadasz się na rower czasowy, robisz te rzeczy coraz szybciej, dokładniej, lepiej – a przecież jeszcze niedawno nie wiedziałaś co to kaseta! Gdy już myślisz, że najlepsze masz na końcu, przecież bieganie tak dobrze znasz! Okazuje się, że bieganie w triathlonie to zupełnie inna bajka. Do tego wszystkiego walczysz ze zmęczeniem fizycznym i psychicznym (szczególnie pod koniec przygotowań lub w okresach załamania formy).  A w bieganiu? W bieganiu owszem przekraczałam swoje granice, szczególnie możliwości fizycznych, ale nie musiałam w drodze do maratonu pokonać tylu schodów mentalnych co do triathlonu. Przekraczanie granic w triathlonie właściwie towarzyszy mi od początku i to każdego dnia. I to jest chyba taka jedna z większych różnic jaką odczuwam. 

ORGANIZACJA CZASU

Każda dodatkowa aktywność poza obowiązkową pracą, rodziną i odpoczynkiem, wymaga od nas odrobiny zorganizowania i chęci. Gdy czegoś nie musimy, najczęściej nie robimy tego w ogóle – to całkiem naturalne i ludzkie. Chcieć poświęcić kilka godzin w tygodniu na dodatkowe aktywności, hobby za które nam nikt nie płaci, nie zmusza, nie wymaga, to nie lada sztuka. Trzeba naprawdę tego chcieć, lubić i wierzyć, że to co robimy wprowadza jakiś większy sens do naszego życia 🙂 Poza chęciami, które są do wypracowania, każdy z nas styka się z brutalną rzeczywistością – dobra ma tylko 24 godziny. Triathlon pokazał mi jak to jest niewiele. Poza samą ilością treningów, która waha się od 6 do 14 w tygodniu (w przypadku większości amatorów), dochodzi jeszcze ich długość oraz logistyka. Godzina pływania w moim przypadku to zawsze minimum 2 godziny (dojazd, prysznic). Trening na rowerze w Warszawie? Naprawdę nie dziwcie się, że większość tri jeździ nawet latem na trenażerze. Wyjazd za miasto, znalezienie miejsca gdzie będzie i bezpiecznie i odpowiednio by wykonać zadania treningowe nie jest proste, a sam trening na rowerze może trwać… u mnie na szczęście do 3 godzin, ale wyobraźcie sobie co robią triathloniści mocniejsi ode mnie lub przygotowujący się do pełnego dystansu Ironman? Szaleństwo! Dochodzi open water, zakładki i bieganie (które na szczęście można robić wszędzie). Średnio treningi wraz z otoczką zajmują mi 3-4 godziny dziennie, a wiecie co jest w tym najlepsze? Trenując do maratonu 5-6 razy w tygodniu przez 45 min – 2 h byłam dużo bardziej zmęczona fizycznie (i szybsza) niż teraz, a czasu miałam… uuu na wszystko! Praca w pełnym wymiarze godzin, blog, treningi innych… Teraz właściwie jestem w ciągłym biegu i z połową rzeczy ledwo się wyrabiam. Do tego pracuję na własny rachunek, więc nie muszę jeździć do biura dzień w dzień i siadać przy biurku punkt 9, ale np. obecnie pracuję nad dwoma dużymi projektami, które wymagają ode mnie ciut więcej zaangażowania… i znowu ta triathlonowa doba taka krótka się zrobiła! A ja latam jak opętana, a im bardziej opętana tym mniej zorganizowana! Cały czas nad tym pracuję i cały czas nabieram pokory oraz z ogromnym szacunkiem spoglądam np. na takiego Krasusa, który przy dwójce dzieci ciśnie jak zły. W tej triathlonowej dobie Bartek świetnie się odnajduje, biega ile chce, a ja nie mogę się przyczepić, że więcej ode mnie 🙂 

TRENING UZUPEŁNIAJĄCY

Każdy wie, że ćwiczyć trzeba, a ilu z nas biegaczy ćwiczy? Właściwie za ćwiczenia bierzemy się w obliczu kontuzji ( i to nie zawsze). W triathlonie (przynajmniej ja) zauważyłam, że jak tylko zaniedbam (wystarczy tydzień, dwa) swoją stabilizację, poślady, rozciąganie, rozluźnianie pleców… od razu czuję to na treningach zasadniczych. Dlatego robię sobie wyzwania typu daily set na stabilizację i przed snem 10 minut śmigam na dywanie proste, ale skutecznie ćwiczenia wzmacniające. Jak tylko plecy spinają się na biegu – wiem, że zabrakło np. rolowania… Biegając łatwiej było o kontuzję wynikającą z ilości pokonanych kilometrów, ale generalnie nie odczuwałam tak zmęczenia całego ciała. Plecy, ramiona, kark… nie sądziłam, że mogą boleć w biegu – a przy triathlonie muszę mocno tego pilnować.

SUPLEMENTACJA

Przez całe swoje biegowe życie z suplementacją miałam tyle wspólnego ile mają izotoniki i żele na zawodach oraz w gorące dni/długie biegi. Przy triathlonie nie dość, że posiłków muszę pilnować co do sekundy (w czym bardzo pomaga mi dieta pudełkowa), wspieram się poza izo i żelami (tych potrafię zjeść 10 w tygodniu/rower), koktajlami białkowymi lub BCAA, a w okresie startowym m.in. argininą i beta-alaniną. Suplementacja przede wszystkim ma pomóc mi dostarczyć to czego nie jestem w stanie dostarczyć już w jedzeniu, szybko uzupełnić braki po treningu  wspomóc regenerację – a nie magicznie wynieść mnie na wyższy poziom sportowy. Dobra suplementacja jest jedną ze składowych, które prowadzą do rozwoju, ale pamiętajcie, że bez treningu nic się nie zadzieje samo. 

MASAŻE SPORTOWE

Podobnie jak przy suplementacji, zaczęłam z nimi mieć więcej wspólnego dopiero trenując do triathlonu. 

ZMĘCZENIE OGÓLNE

Ilość poświęconych godzin na treningi i ich organizację sprawia, że dużo bardziej jestem zmęczona ogólnie niż przy treningu biegowym. W bieganiu byłam w stanie znieść dużo mocniejsze jednostki biegowe, za czym bardzo tęsknie. W triathlonie bywa, że minutówki robię tempem jak kiedyś bieg ciągły, nogi mam niby luźne, ale zazwyczaj nie mam już siły po pływaniu lub rowerze. Z tym punktem jest mi dość ciężko się pogodzić. Czujesz, że niby możesz, a jak próbujesz, okazuje się, że skoordynowanie jest już wystarczająco dużym wyzwaniem i jednak nie możesz. Zmęczenie widać nie tylko na treningach biegowych, po dwóch trzech mocnych jazdach na rowerze zaliczam taką ze średnią o 5km/h wolniejszą i zasypiając na kierownicy lub na basenie, gdy tracę cierpliwość do wiecznie piekących barów i mówię dość, ostentacyjnie wydłużając przerwę 🙂 Na szczęście takie zmęczenie przychodzi i mija, gdy tylko pojawia się w planie kilka luźniejszych dni albo zasnę na 10 h! Uuuu wtedy jestem jak nowonarodzona. Pewnie niekażdy zrozumie takie zmęczenie, bo przecież to pasja przede wszystkim… ale jak się dąży do jakiegoś celu, czasem trzeba ciut się poświęcić. Najważniejsze by zmęczenie nie było permanentne i nie doprowadzało do wypalenia. Poza tym, nawet nie wiecie jak smakują wakacje po docelowym starcie! Już nie mogę doczekać się 2 września 🙂

BIEGANIE W KOMFORCIE

Ilość treningów, które serio odbywają się w komforcie, a nie tylko według mojego pulsometru, mogę policzyć na palcach jednej ręki. Zazwyczaj rozbiegania biegam na dojechanych nogach przez rower, bolących barach od pływania lub tyłku po ćwiczeniach, ewentualnie robię zakładkę… a ta wiadomo 🙂 Jak tylko zdarza się bieg, na którym czuję się lekko, uśmiecham się sama do siebie. W tajemnicy napiszę, że ostatnio coraz więcej takich.

COŚ KOSZTEM CZEGOŚ

Zasada, którą dobitnie obserwuję na swoich treningach. Nigdy nie idą mi dobrze trzy dyscypliny. Jak czuję się zajebiście w wodzie, bieganie zaczyna kuleć. Jak na rowerze przycisnę – tak zgadza się, znowu cierpi bieganie. Jak bieganie zaczyna się układać – znak, że ciut odpuściłam rower. Kalach mówi, że to normalne i najważniejsze by na zawodach wszystko zagrało – tego się trzymajmy.

NERWUS

Dużo łatwiej mnie zdenerwować. Myślę, że to przede wszystkim kwestia zmęczenia i mniejszej ilości czasu. Gdy masz wszystko dopięte na ostatni guzik i coś się wykrzacza (np. zamknięty basen, przesunięte spotkanie), nie zawsze potrafię zachować zimną krew. A kierowcy nie umiejący jeździć na suwak doprowadzają mnie do szału jak nigdy przedtem (przecież cały świat jeździ na suwak!!!). Z drugiej strony dzięki tym nerwom i mniejszej ilości czasu nauczyłam się czegoś ważnego – jestem coraz bardziej asertywna i gdy coś mi nie pasuje, duże częściej odmawiam… a wcześniej – potrafiłam robić coś, bo komuś zależało, a ja chciałam być miła…

DUCH TRIATHLONU

Nie wiem, czy cały sekret tkwi w tym, że zawody biegowe przez tyle lat po prostu trochę się przejadły, czy starty triathlonowe robią podobne wrażenie na każdym. Niezależnie od dystansu i rangi czuję na każdym starcie magiczną energię. Odprawa, wstawianie roweru, spotkania z innymi zawodnikami, targi, zapoznanie się z trasą przed zawodami, sam start i celebracja po – to wszystko trwa dłużej niż przy bieganiu, wszyscy są bardziej podjarani i uśmiechnięci, co udziela się ogólnie. Sam fakt, że za chwilę przepłyniemy kilometr w jeziorze, przejedziemy 45 km na rowerze i przebiegniemy 10 km (dystans 1/4) sprawia, że jesteśmy podekscytowani – przynajmniej w większości. Przynajmniej ja! Jak tylko pomyślę, że czeka mnie przepłynięcie dwóch kilometrów w morzu, a później oceanie jeszcze w tym roku, od razu przychodzi dreszczyk emocji. Czy chcę powiedzieć, że w bieganiu tego nie ma? Absolutnie nie! Bieganie także niesie ogrom emocji, chociażby te za którymi tak tęsknię – na mecie maratonu.

Roboczo nazwałam ten wpis bieganie czy triathlon, tytuł może bardziej chwytliwy, ale nie oddaje myśli przewodniej wpisu. Tak naprawdę nie chodzi o wybieranie, porównywanie, czy punktowanie plusów i minusów. Raczej luźna i krótka 😉 odpowiedź na pytanie, co wyraźnie zmieniło się przy triathlonie, a czego nie widziałam w bieganiu?

Share: