life style

10 powodów dlaczego nie mogę już słuchać o Wings For Life World Run

Trzeci rok moje życie kręci się wokół Wings for Life i dlatego postanowiłam napisać, co o tym wszystkim myślę.

  1. Nie mogę słuchać recytowanego z pamięci zdania: „główny cel biegu jest piękny, bo charytatywny, a 100% wpłat jest przekazywane jako wsparcie badań nad leczeniem rdzenia kręgowego.” To piękny cel, z którym zgadzam się w 100%. Prawda jest jednak taka, że poza wyuczonym sloganem, który powtarza każdy począwszy od dyrektora biegu a kończywszy na kolejnych zwycięzcach i ambasadorach, nikt do tej pory, (przynajmniej w Polsce) nie powiedział o tym celu czegoś więcej. Nie rozwinął tematu, nie opublikował podsumowania ile pieniędzy zostało zebrane, jaki realny wpływ ma ten bieg na program badań, jak ten program działa, jak się rozwija. Poza tym, że w przeciągu roku ukazał się jeden artykuł i to na stronie organizatora, z podsumowaniem, ile zostało zebranych pieniędzy, a zebrano jakby ktoś nie wiedział 6,6 miliona euro w 2016, z nikąd nie dowiedziałam się czegoś więcej. Co jest dość dziwne i smutne zarazem, bo o zwycięzcach przez okrągły rok wszyscy się rozpisują, ambasadorzy prześcigają się w liczbie zebranych osób w drużynie, telewizje i portale zabijają się o wywiady ze zwycięzcami, a o głównym celu biegu możemy dowiedzieć się naprawdę niewiele, a myślę, że nie dość, że jest szczytny to i ciekawy i wielu ludzi czeka na odpowiedzi, które mogą przynieść prowadzone badania. Może źle szukam, ale skoro ktoś tak mocno siedziący w bieganiu ma problem ze znalezieniem takich danych, to może warto poprawić strategię komunikacji?
  2. Nie mogę słuchać tych, co myślą, że start w Wings for Life World Run to drzwi do kariery medialnej. Zwycięstwo to dobra trampolina, ale prawda jest taka, że nikt nie wybije się za ciebie. Mam wrażenie, że niektórych biegaczy gubi właśnie to wyobrażenie o sławie, którą zyskają dzięki WFL. Patrzą na Bartka i myślą, ej przecież ja biegam równie dobrze albo i lepiej, już ja pokażę! Już ja będę sławny, a nawet sławniejszy! (celowy błąd) I w tym momencie zaczyna się równia pochyła w dół. Zeszłoroczny start w Polsce świetnie pokazał co dzieje się z gorącymi głowami, które ruszają swoim tempem na dychę. Nie wiem na co liczą tacy biegacze – na dzień konia i rekord świata na 100 km? Druga sprawa, sama wygrana. Tak jak napisałam – to nie wszystko. Trzeba umieć wykorzystać ten sukces, ale trzeba też umieć budować go od początku, przed wygraną i po wygranej. Bartek to nie tylko wingsy, Bartek to 5 lat Warszawskiego Biegacza, regularnego pisania, publikowania zdjęć, inwestowania w stronę, promocję, wiedzę i trening. Wings to wisienka, ale cały tort musi też być zajebisty.
  3. Nie mogę słuchać nagonki zawodowych biegaczy, którzy dyskredytują wyniki amatorów i ultra, bo przecież to takie niemierzalne i o wiele słabsze od ich osiągnięć… no tak – wasze 10000 m jest mierzalne i biegacie gorzej niż zawodowe biegaczki w Stanach.
  4. Nie mogę słuchać tych, co gloryfikują wynik w Wingsie i uważają je za największy sukces w karierze. Szum medialny robi swoje, ale jednak do Igrzysk Olimpijskich daleko tej imprezie. Prawda jest taka, że na całym świecie łącznie w 2016 roku zarejestrowało się 130 tysięcy biegaczy, w tym wystartowało niecałe 95 tysięcy. Dzieląc to przez 34 lokalizacje nie wychodzą z tego wielkie imprezy. W takiej Polsce, póki co we wszystkich edycjach kobieta nie musiała nawet biec tempem na złamanie 3 godzin w maratonie by wygrać.
  5. Nie mogę słuchać tych, co szukają specjalnych treningów pod Wingsa. Słuchajcie, o ile nie biegniecie powyżej 50 km (a tyle przebiegło zaledwie 173 uczestników zeszłorocznej edycji – to nawet nie jest 0,2%), plan biegu jest prosty. Swoje życiówki na dystansach 5 km, 10 km, półmaratonie i maratonie znacie, do tego sprawdzacie co mówi kalkulator tempa stworzony specjalnie pod Wings for Life. Na przykład jeżeli biegasz półmaraton tempem 5:20, to tyle samo możesz próbować przebiec na Wingsie (kalkulator mówi, że właśnie po takim czasie dogoni Ciebie auto). Kalkulator jest naprawde bardzo prostu w obsłudze, a plan pod Wingsa jest jeszcze prostszy. Trenuj do dystansu, który chcesz przebiec, 10 km? Trenuj pod dychę. Maraton – trenuj pod maraton. Do tego wszystkiego dodaj sobie trening pod szybki finisz i gotowe! Masz plan pod Wingsa.
  6. Nie mogę słuchać tych, co mnie pytają, na ile Bartek biegnie i czy wygra.
  7. Nie mogę słuchać tych, co chcą z nami zjeść śniadanie, nagrać odprawę przed lotem, przejść czerwonym dywanem, zrobić 50 wywiadów po 20 godzinach lotu, zadać milion pytań, uzyskać milion odpowiedzi.
  8. Nie mogę słuchać „specjalistów” komentujących na żywo w TV zmagania biegaczy. Czemu tam jeszcze nigdy nie zasiadł zawodowy biegacz lub ktoś kto ma doświadczenie w ultra?
  9. Nie mogę słuchać tego ile Bartek na tym biegu zarobił. Powiem Wam bez ogródek minus 10 000 zł.
  10. Nie mogę słuchać pytań dlaczego ja w tym nie biegnę? Nie biegnę, bo nie mogę o tym biegu już słuchać, a jakbym biegła, to bym wygrała i musiałabym słuchać dwa razy więcej!
Share:
  • Oktawia Poprawna

    Odnośnie punktu pierwszego, wszystko jest na stronie http://www.wingsforlife.com/en/ – pod filmikiem te wielkie kropki, po kliknięciu pojawiają się podstrony z informacjami kto, kiedy i co zrobił za zgromadzone fundusze 🙂

    • Dzięki, niech idzie dalej w świat. Ambasadorzy też powinny to szerować 💪🏼

    • jest też druga strona medalu, niedawno był na discovery program o prawdziwym traktowaniu przez red bulla ludzi z marką związanych, nie jeden zginął tworząc filmy dla marki i nawet nie wspomniano o tym na ich stronie dodatkowo po cichu kasując ich profile ze strony, dopiero długoletnie śledztwo jednego z dziennikarzy doprowadziło do tego by po urazie jednego z tych zawodników na stronie wrzucono zamiast informacji o tym zdarzeniu, link do organizacji „WFL” – o której mało kto wie i o której mało kto poza Red Bullem cokolwiek wypisuje (poza oczywiście chwalenie inicjatywy, bo kto by nie chwalił zbierania pieniędzy na szczytny cel) bo wszystko w ryzach trzyma sam marka nie pozwalając na oczernianie ich wizerunku ani też na zadawanie pytań.
      Także mnie do końca sucha informacja i kilka linków do ogólnikowych artykułów o przeprowadzonych „jakiś” dziwnych badaniach na stronie red bulla nie przekonuje 🙂
      pozdrawiam

  • Kacper Barański

    Kasia jesteś najlepsza! My widzimy się w Sierakowie za 3 tygodnie 😀🏊🏼🚴🏽🏃🏽

  • Kurcze, współczuję. Szczerze. Fajna impra, super przygoda, ale cały szum jaki jaki się za Wami ciągnie może naprawdę zmęczyć. Współczuję i po cichutku kibicuję, tak szeptem tylko 🙂

  • haua_baua

    bry dzień! faktem jest, że Bartek kręci świetne wyniki i nie bez przyczyny jest taka otoczka. Media żyją takimi rzeczami i powinniście to wiedzieć i mogę jedynie się domyślać, że jest to piekielnie trudne, kiedy oboje się stresujecie. A Bartek już na pewno.
    Co do punktu pierwszego – Bartek nie jest Ambasadorem Wingsa, więc tego pytania do niego nie kieruję, ale starałem się dowiedzieć od Joanny Joźwik i Adama Małysza, jak się czują z tym, że swoim nazwiskiem sygnują bieg, o jakże szczytnym celu!, którego organizatorem jest firma, która w ogromnym stopniu przyczynia się do tego typu urazów. Niestety – cisza. Wszyscy sportowcy pod „skrzydłami” RedBulla narażają się na uszkodzenie swoich „skrzydeł” i nie jednokrotnie proszą się o wózek. Polecam film na YT o Red Bullu, daje do myślenia. a tu film z jednego z wypadków: https://www.youtube.com/watch?v=eB-Nq0gdVwM
    Według mnie, ten cały bieg to mydlenie oczu. Owszem, formuła jest ciekawa i niespotykana, ale wiele środowisk zarzucało RB przyczynianie się do kontuzji, więc oni zrobili coś, na czym pewnie i tak kokosy zbijają, a szczytnym celem zamykają buzię hejterom i mają spokój.

  • Margareta Jewiarz

    10. najlepsze :DDD

  • Filip Krystkowiak

    Zaczne od tego ze w pewnym sensie rozumie zdenerwowanie ale z drugiej nie za bardzo.Poniewaz jestes partnerka czlowieka ktory odnosi sukcesy i staje sie coraz bardziej popularna i medialna osoba. Ty piszesz bloga od lat i ludzie Ciebie tez „znaja” wiec powinnas sobie radzic z popularnoscia a nie pluc na wszystkich dookola ktorzy sie ciesza z sukcesu Bartka przypomn (czerwony dywan i wywiady).Pozatym wyolbrzymiasz jak wiekszosc kobiet bo do kanady leci sue 10 godz a nie 20 chyba ze policzylas lot w obie strony ciagiem. Lubie Cie czytac ale ten wpis o wingsie zieje jadem czepiasz sie wszystkich i wszystkiego ,piszac to mialas albo b zly dzien albo owulacje bo inaczej nie moge tego ujac. Pozdrow Bartka i zycz mu szczescia ode mnie a dla Ciebie wiecej wyrozumialosci

    • Woj

      > wyolbrzymiasz jak wiekszosc kobiet

      Generalizujesz jak większość mężczyzn.

      • Filip Krystkowiak

        tak generalizuje bo wiem ile trwa lot do kanady 😉

        • To tekst pełen ironii, ot taka zaczepka a nie plucie jadem 🙂 Większość czytelników myślę, że wyłapało styl tego wpisu.

          • Filip Krystkowiak

            🙂

  • Bartosz Gruszecki

    Smerfetka Maruda 🙂

  • pkowal

    A mnie zastanawia inna rzecz – skoro np.w Polsce opłata wynosi 120pln i w CAŁOŚCI jest przekazywana na badania, to kto i ile płaci za sam bieg…?? Przecież trzeba przeorganizować na trasie cały ruch,zablokować częściowo miasto… Gdy organizowany jest maraton to ma on sponsora strategicznego który pokrywa lwią część wydatków organizacyjnych i na to też idą pewnie w jakimś procencie nasze wpisowe. A w tym biegu RB jest organizatorem…i to RB pewnie prowadzi fundację zbierającą pieniądze… Tak się ostatnio zastanawiałem… Pozdrawiam!!

  • Weronika Wodiczko

    Ciekawy wpis i punkt widzenia. Mnie wnerwiają ciągłe pytania znajomych „a dlaczego nie biegniesz w Wings for Life?”. Może kiedyś pobiegnę, na razie nie mam ochoty, a kwestia tego na co idzie wysokie wpisowe, również nie jest dla mnie jasna.

  • pafcio

    11. Nie mogę słuchać tych, co się odzywają. 🙂

    https://www.youtube.com/watch?v=VB5coQcelAk